poniedziałek, 26 grudnia 2011

Podsumowanie

To już drugi dzień świąt. Można wiec już podsumować święta.Niestety nie udało mi się odczuć klimatu Bożego Narodzenia. Być może stres zrobił swoje,albo wiek w którym się jest .W tym roku byłam jakby za duża tafla szkła ,która oddzielała mnie od świątecznego klimatu.Nawet obejrzenie pasterki nie pomogło. A ona była zawsze dobrym lekarstwem na brak klimatu świątecznego.
U mnie świętowanie zaczęło się już we wtorek,niespodziewani goście, mój karpik zdziwienia na twarzy.Niespodzianek nie było końca.W czwartek przyjechał sparrow na opłatek. I było czytanie,modlitwa ,życzenia i pogaduchy.
Wigilię spędziłyśmy z mamą poza domem.Bratowa pięknie wszystko przygotowała,Było bardzo miło i rodzinnie. Chrześniaczka niespodziewanie zaśpiewała przy stole z nami kolędy.W tym roku się ich nauczyła.Jedyne co ,to mój żołądek zawalił ,jak zwykle z resztą :( Gotowe potrawy zazwyczaj mi szkodzą. Zawsze poza domem staram się nic nie jeść ani nie pić by nie ,,kusić losu''  ,ale przecież na wigilie trzeba coś zjeść,nie wypada powiedzieć gospodyni,że się tego czy owego nie zje.I tak zjadłam bardzo mało,ale niestety i to nie pomogło.W drugi dzień świąt było już lepiej.Dobry objadzik został w żołądku.Rozmawialiśmy,obejrzeliśmy roszponkę ,ukochany film mały V. Taki miłe rodzinne popołudnie. A dziś lenistwo.Tv ,internetu troszkę ,bez biegu ,bez szykowania się itp.    

wtorek, 20 grudnia 2011

Uwolnienie

Spadałam ku dołowi dość szybko,motałam się jak koliber złapany w pajęczynę ,lepką ,która obkleja delikatnie i niepostrzeżenie...Trzepotałam się  bezwładnie bezskutecznie chcąc wznieść się w górę.Aż nagle nieoczekiwanie , mój Pan Bóg daje mi znak ,że popatrz nie jesteś sama.Jesteś dla nich ważna,nie smuć się. I nagle rozbłysnęło światło. Moi kochani przyjaciele zrobili mi wielka niespodziankę.Florcia o wszystkim wiedziała a milczała,była niesamowita. To był wspólny ich sekret,a niespodzianka była niesamowita! I dziś na rękę dostałam to nasze wspólne dzieło .Moją pracę. Rozsmakowałam się i mam nadzieję,że to nie ostatnia nasza wspólna ;moja i K .  praca. 
Kochani bardzo ważni  jesteście dla mnie  i dziękuję za to Bogu ,że Was mam,choć czasem mam dołki i dopadają mnie smutki. 

piątek, 16 grudnia 2011

A przy okazji...

 Życzę wszystkim
radosnych,pogodnych w gronie rodzinnym
Świąt Bożego Narodzenia
oraz
szczęśliwego Nowego 2012 Roku


Na wszelki wypadek gdybym tu już do świąt nie pisała, składam życzenia potencjalnym gościom.Choć szczerze wątpię by ktoś tu w ogóle zaglądał.

Upominki

Trafiłam dziś na fantastyczną stronę z pięknie wyglądającymi,pięknie pakowanymi i oryginalnymi czekoladkami oraz pralinkami.Jestem zachwycona ,że znalazłam tą stronę,ale i smutno mi ,że dopiero teraz. Kupiłabym coś dla moich na gwiazdkę.Chociaż coś drobnego,ale i eleganckiego.Sama bym chciała coś takiego dostać, słodki wyraz sympatii.Ja chyba w ogóle lubię inne upominki od wszystkich.Cieszyłabym się jak dziecko z oryginalnej kształtnej bombeczki., bo lubię ozdoby choinkowe.To chyba typowa cecha dla mojego zodiaku,że lubię ładne wysmakowane rzeczy.Potrafię się jednak cieszyć z rożnych upominków,byle ktoś wybrał je z sercem .Ja zawsze tak robię,słucham uważnie,co kto lubi i staram się go/ja uszczęśliwić...Pragnęłabym by i moi bliscy tak do tego podchodzili.

A tu adres pralinowo ciasteczkowo czekoladowego świata .Mniam
http://czekoladowytelegram.pl/do/chocotelegram

czwartek, 15 grudnia 2011

Trochę o Sylwestrze

Ostatnio mało tu bywam.Tematów niby nie brakuje i czasem mam ochotę pisać,ale niestety w tedy kiedy idę już spać.Kiedy kładę się do łóżka i  gaśnie światło.W tedy przychodzą myśli .To denerwujące.
Ostatnio chciałam poruszyć jeden temat ,który przyszedł mi do głowy w nocy.W nocy przychodzą emocje.Ostatnio ,,chodzę'' spać o 1 lub 2 w nocy .Jestem przygotowana na Sylwestra :-P jak znalazł.Nie będzie jednak żadnej zabawy,śmiechu ,pogaduch bo spędzam go przeważnie tylko z mamą.Stałą rozrywką jest obserwowanie przez okno sztucznych ogni.Uwielbiam je.Gdy rozbłyskają na niebie czuje ciepło na policzkach.I to nie jest przenośnia.Ja faktycznie czuję ciepło.Najpierw myślałam,że to nie możliwe i że to złudzenie,ale nie  ,to fakt .W ubiegłym roku wyszłam na balkon i tym razem też tak bym  chciała obserwować fajerwerki.Mieszkam blisko centrum,wiec sylwestrowa impreza przed urzędem miasta mnie nie ominie.Choć przyznam się szczerze,że ona mnie mało obchodzi,nawet drażni,bo głośna muzyka z dworu zagłusza mi telewizor.Szampana nie było rok temu ,już go nie kupuje,bo i po co.Zresztą alkoholu nie mogę pić ,nawet  lampki ,nawet pół. Nie zależny mi już na szampanie,od co.
Taki to mój Sylwek będzie.A jaki będzie wasz?...

wtorek, 13 grudnia 2011

Zdrowie

No i skutki uboczne antybiotyku mnie dopadły,trzęsę się jak galaretka.Nie mogę pisać ręcznie,bo literki wychodzą mi okropnie koślawe.Dobrze,że tu dusi się na klawisze i po kłopocie.
Choroba w grudniu to już praktycznie rutyna.Przez ostatnie 20 lat mogłabym na palcach jednej reki policzyć ile razy byłam zdrowa.Choć teraz nie mam co narzekać,bo czuje sie nie chora i tylko słabość mam przez antybiotyk.
Nie czuje nastroju świątecznego,u nas zawsze dużo kłopotów w grudniu ,mamie szfankuje bardzo zdrowie albo cos innego sie dzieje ,co sprawia przykrosc...Wiec boje sie swiat. 
Ale na wigilie wyjeżdżamy,wiec to nas ratuje.Jest nadzieja. No i fajnie. Musze zawczasu popakować prezenty.
Jeszcze jedno pudełeczko muszę ozdobić.Jeszcze trochę pracy przede mną.

czwartek, 1 grudnia 2011

Pracoholizm?

Nie,po prostu nie lubię bezczynności. Jak mam pomysł to lubię go zrealizować od razu.I zobaczyć efekt tego pomysłu.Ostatnio się przepracowuję,to fakt. Z drugiej strony meczy mnie przysuniecie sobie czegoś,wyjecie jakiegoś przedmiotu z pudelka itp. Staram się nie zważać na to,no bo co?Położne się? .Tym czasem nie umiem się wyciszyć.Nie potrafię spokojnie chwycić książki w ręce i po prostu ja czytać.Musze tyle rzeczy zrobić na początku tego miesiąca.Chyba te gnanie powoduje stres.
Musze zerknąć na umowę o internet,czy mi się nie kończy jakoś teraz .Wypisać papiery z fundacji,  dorobić trochę kartek...tez chce zrobić trochę na własne potrzeby, zrobić pudełeczka do prezentów,poszukać firm w moim mieście do których bym mogła wysłać prośbę o przekazanie 1% podatku.I zapewne jeszcze o czymś zapomniałam,napisać listy do znajomych.Pisanie czy wypisywanie czegoś i robienie kartek zajmuje cały dzień... przypomniało mi się .Konia jeszcze muszę namalować.Kiedy tak o tym wszystkim myślę ,mam wrażenie ,że nie dam rady,że to mnie przerasta.Konia muszę zacząć we wtorek.Ale i tak zawiodę osobę,która go chciała.Zawiodę już po raz drugi. :(

wtorek, 15 listopada 2011

Pomysły

Mam tyle pomysłów na prezenty,tylko mała sprawia mi trochę kłopotu.No co kupić dziecku które prawie wszystko ma? No może nie wszystko,ale ja w tym roku nie mam kaski na Barbie a z resztą chce wymyślać coś innego.Po części prezent mam już dla niej.Jeszcze trochę czasu na zastanowienie  zostało. 
Po części też mam już pomysły na prezenty dla przyjaciół.W tym roku będzie zupełnie inaczej i skromniej.Prezent będą sprawiać radość kubkom smakowym :-P  Będzie coś dla ciała i coś dla ducha.Mama mnie pyta co ja bym chciała dostać pod choinkę.I zawsze mam ten sam problem,bo im bliżej święta ,to ja mam większą pustkę w głowie , mam wrażenie,że niczego mi nie trzeba a po świętach wszystko mi się przypomina,to co jest fajne i co mogłabym chcieć. A w tedy jest za późno :-/Ciekawe czy i w tym roku po Bożym Narodzeniu tak mnie oświeci.
Chciałabym też tak jak w ubiegłym roku zrobić własne opakowania do prezentów.Z tej okazji ciągałam z netu szablony pudełeczek i mam zamiar coś wyczarować.Mam nadzieję,że dam radę wszystko zrealizować. 

niedziela, 6 listopada 2011

Puste kieszenie a święta się zbliżają

To co ostatnio robię to istne wariactwo! Wpadłam zakupoholizm.Nie mogę się oprzeć gdy widzę piękne przydasie do robótek.Wydalam ostatnio tyle,że gdyby to zliczyć ,to byłoby mnie chyba  stać na nowiutka maszynkę Cuttlebug.Mam nadzieję,że dzięki mojej pracy szybko zwrócę to co zniknęło z mojego portfela.Nie mogłam nie kupić pewnych tekturowych ozdobników z wysyłkowego sklepu ,który  niestety się likwiduje.Jestem niepocieszona ,bo mieli tam w sprzedaży wyjątkowe kolorowe papiery,nie dostępne nigdzie indziej, dla tego zdecydowałam się na te nieprzewidziany ruch. Bo jeśli nie teraz to kiedy? W tedy jak już niczego nie będą mieli w ofercie?...Musiałam zrobić zakupy,by nie żałować później.

sobota, 5 listopada 2011

Zadanie wykonane w 98%

Dziś kończyłam moja kilku miesięczna pracę.Myślałam,że dziś będzie najprościej,oj jak bardzo się myliłam.Przez to nie całkiem jestem zadowolona ze swojej  wykonanej pracy.Oczywiście mam z czego się cieszyć,bo to czego nie zdążyłam stworzyć nie było najważniejsze.Tyle,że jak ja czegoś się podejmuje,to chce to wykonać do końca. Szkoda ,że ręka tak się już trzęsie i nie mam siły w palcach,gdyby nie to ,być może lepiej bym wszystko wykonała i szybciej. No ale cóż mogę być z siebie dumna ,że podjęłam się takiego wyzwania, że nie poddałam się w chwilach zwątpienia nie tyle mojego jak  mojej mamy .I mimo małej terminowej obsuwy o tydzień, jeszcze nie jest za późno.A na co, napiszę w wkrótce.

czwartek, 3 listopada 2011

Teatr tv

Chciałam już o tym wydarzeniu  wcześniej napisać ,ale nie mogłam zebrać myśli.Teraz jest trochę luzu wiec...
Grubo ponad 20 lat temu oglądałam z siostrą włoskie przedstawienie ,z publicznością na świeżym powietrzu .Tytuł brzmiał chyba ,,Sługa i Pan ''albo jakoś tak.Nie wiem czy było to na żywo relacjonowane ,czy też  nagrane,jednak liczyła się atmosfera i  wrażenie. I marzyłam od tamtej pory by nasza telewizja w taki sposób relacjonowała nasze rodzime przedstawienia.Niestety moje marzenie spełniło się dopiero po tylu latach.Czemu dopiero teraz?
Można by tak też pokazywać musicale.Kiedy schodziły by z afiszu,nie było by strachu,że ktoś obejrzy w telewizji a nie w teatrze.
Wiele osób interesuje się kultura,jednak z wielu przyczyn nie może wybrać się do teatru.Na przykład ja.Jestem osoba niepełnosprawną,nie mogę  pojechać sobie do teatru z prozaicznego powodu,poruszam się na wózku i nie jestem samodzielna. Obejrzenie sztuki z teatru ,jest czymś innym niż teatru nagranego na taśmę jak film.Więc gdy usłyszałam,o sztuce ,,Boska'' koniecznie chciałam ja zobaczyć.Zresztą z taką obsadą ,nie było można tego przegapić.Krystyna Janda jest doskonała aktorką, prawdziwa gwiazdą. Bardzo lubię też młodego Maciej Sturh-a ,uważam ,że w komediach jest genialny. Tak jak Wiktor Zborowski. 
Mniemy nadzieje,że na następna sztukę na żywo nie będzie trzeba czekać kolejnych kilkudziesięciu lat.

środa, 26 października 2011

Myśli tu i tam

Ostatnimi  tygodniami nie mam kompletnie czasu na przemyślenia w rozsądnych godzinach .Przychodzą one zazwyczaj tuż przed spaniem,a spać chodzę ostatnio o 1-2 w nocy .Różne przemyślenia przychodzą tez nieoczekiwanie ,gdy się przebudzę nocą.Ostatnio o 4 nad ranem.
Było mi smutno z powodu kuzyna.Mam go tak blisko ,a nigdy go nie odwiedziłam.Dziwnie to się życie układa.Jakoś nie potrafię o tym pisać.Po prostu boli mnie to czasem ,gdy pozwolę sobie na refleksję  i tyle.
...Chciałam napisać ,że małymi,a może i dużymi krokami zbliżam się do końca pracy.Codziennie ślęczę po kilka godzin pochylona nad kartką papieru z pędzlem w dłoni macham  ile wlezie.Jest już gotowych 20 obrazków.Tak bardzo bym chciała wyrobić się do końca miesiąca.

poniedziałek, 24 października 2011

Na wyspach



Zagadała dziś do mnie na jednym z portali żona kuzyna.Dawno nie miałyśmy okazji rozmawiać,nie zły news 
zdradziła. Wyprowadzają się do UK.Szok! Bardzo lubię tego kuzyna i choć spotykamy się niezwykle sporadycznie.A raczej wypada powiedzieć ,że się nie spotykamy[problem nie leży w nas ,a w życiu jak się potoczyło.Trudno to tak tu opisać]Nie jest to zależne ode mnie w każdym razie.Ciesze się,jeśli tylko oni będą  szczęśliwi.Myślę,że będą mieć tam godziwsze życie niż tu.Nie będzie tyrania od rana do wieczora i bania się czy do 1go starczy na jedzenie.Trochę tego im zazdroszczę.Kiedy widzę jak moja mama się szarpie i jak ją stres zjada przez brak kasy w domowym budżecie ... Mam nadzieje,że kuzyn będzie tam szczęśliwszy.Smutno mi też ,bo jednak żyłam nadzieja,że się w końcu  wszyscy zobaczymy i pogadamy .A tak...Ech ...tak jakoś mi dziwnie,jakby się go traciło na zawsze.

sobota, 22 października 2011

@#7***h....!

Dziś dzień pod szyldem ,,Diablica''.Taka dziś jestem,targa mną złość,frustracja.Pokłóciłam się z mamą.Wiem,że miała rację,sama widziałam,że źle coś zrobiłam,ale myślałam ,że ujdzie. Myśl o powtórce pracy doprowadzała mnie do szewskiej pasji ,choć i tak wiedziałam,że bez powtórki się nie obejdzie.Trudno mi przełknąć porażkę,lubię jak mi coś wychodzi od razu,szczególnie kiedy terminy naglą.Jeszcze nigdy tyle nie klęłam co dziś.Może i nie były to siarczyste przekleństwa,ale ,,nadrobiłam'' zaległy czas bez brzydkich słów.
Ta złość się potęgowała też z jeszcze jednego powodu istotnego,bardzo nie lubię jak ktoś wmawiam mi coś, co ani nie pomyślałam ani nie powiedziałam,to doprowadza mnie do furii !
Za dużo mam pracy i jeszcze ten wywiad w tvL ,który mnie czeka.Za dużo tego.  

niedziela, 9 października 2011

Ja wysiadam...

Chciałabym wysiąść już z tego pociągu. Jedzie on tak szybko,boje się że za duża ta podroż dla mnie. Zaczęłam z dużym rozmachem,ale czy podołam? Czy podołam temu  co tak bardzo pragnęłam? Chciałam zrobić w życiu coś ważnego,coś mądrego,coś znaczącego. Być profesjonalna w tym zadaniu które sobie wyznaczyłam... a wychodzi mi to marnie.Nie jestem z siebie zadowolona.Boje się że polegnę,że nie zdołam nic dokonać ,tak jak wymarzyłam.Zmarnowałam dwa dni,zepsułam dziś prace,wiem że i tak bywa.Jednak czasu jest coraz mniej.Dzisiejszy dzień nie jest da mnie dobry,jestem rozdrażniona i dla tego nie powinnam była dziś tykać się pędzli.

czwartek, 6 października 2011

Nie ma tego ,,złego'' co by na dobre nie wyszło

 Ta piosenka bardzo mi pasuje do mojego 
pozytywnego nastroju.
****


To czego starałam się uniknąć i bałam się ,wyszło mi na dobre.Boje się publicznych wystąpień.Ciężko mi mówić o sobie ,przemawiać . Tym razem nie było tak źle,choć stres był,ale wydaje mi się,że jestem na niego odporniejsza.Nie był tak duży jak z początku mi się wydawało,że będzie .Dużo zmian w moim życiu,pokazało mi ,że spontan może dać wiele radości i nic złego się nie stanie gdy wypadnie nam coś niespodziewanie.
Chciałam zrezygnować z mojego udziału w mojej wystawie,ale że już zostały wydrukowane zaproszenia zgodziłam się na mój udział.Zaprosiłam najbliższe mi osoby i bardzo się ucieszyłam,że zechcieli przyjechać  i podnieść mnie na duchu.Bałam się skompromitować przed najbliższymi.Ale oni tak pięknie mnie wspierali. Dziękuję Ci Florcia moja duchowa siostrzyczko ,że jesteś w moim życiu.Nikt dla mnie nie zrobił tyle co Ty.
Sparrow przyjechał nie sam,przywiózł fajne wsparcie i mogłam poznać  bruneta,sympatycznego , pozytywnego człowieka.Czyżbym miała nowego znajomego??Było by miło.Nie wiedziałam,że sprawi mi tyle przyjemności patrzeć jak kolejne serdeczne osoby wchodzą do biblioteki.Przyjechał ,,Quasimodo'' i K. Mając tyle swoim spraw znaleźli dla mnie czas.No bratowa dotarła z małą.Czego chcieć więcej.Trudno tu opisać wszystko co się czuło i nadal czuje.Żałuje tylko ,że E. nie mogla przyjść[,mogłaby poznać moja ekipę.Przepełnia mnie radość i jestem wzruszona.

sobota, 1 października 2011

Żle mi

Pewne sprawy zaczynają mnie przytłaczać. Smutno mi.Chciałabym znaleźć się nad morzem,posiedzieć i popatrzeć w dal.Nigdzie się nie spieszyć.Chciałabym by wiatr muskał moją twarz. Chciałabym by ogarnął mnie spokój ,ukojenie myśli. Nie powinnam wypowiadać słowa ,,strach'',ale tak ,boje się środy.Boje się tremy która może mnie zjeść.Nie chce się skompromitować.

wtorek, 27 września 2011

Sprint...

Uważam,ze moją największą wadą jest niezdecydowanie.A przynajmniej ono czasem komplikuje mi życie. Sama je sobie utrudniam na własne życzenie...Byłam z Florcią w piątek w Inowrocławiu .Będąc w sklepie CCC zobaczyłam torebkę,która wpadła mi w oko.Mała ,taka w sam raz dla mnie.Kolor grafitowy.Niestety w tedy nie wzięłam,głównie z powodu ceny.Jednak w poniedziałek zatęskniłam za nią i postanowiłam,że dziś pojadę z powrotem do Ina by ją kupić.Zastosowałam pozytywne myślenie,że torebka czeka na mnie,ten grafitowy model.Niestety ,nie tylko mi on się podobał.Zostały tylko dwa kolory ciemnoniebieska i czarna.Kupiłam więc ciemnoniebieską. Przy okazji chciałam by mama zobaczyła Solanki. Mama jeszcze nie miała okazji ich zobaczyć,choć tak blisko mieszkamy Inowrocławia. Niestety nie był to spacer,nie można go tak nazwać.Był to raczej sprint wymuszony przez mojego tatę.Pruł moim wózkiem aż się za nami kurzyło.Mama mocno zostawała z tylu za nami z jakieś 10 metrów.Prosiłam by zwolnił ,ale na niewiele się to zdało.
Niestety przez cały pobyt w Inie postanowił ,że to on będzie mnie woził.A że wymyśliłam potrzebę pojechania po buty[ Gdyby dowiedział się ,że proszę go o wyjazd tylko po to, by kopić torebkę,byłby bardzo niezadowolony.] to woził mnie tylko po obuwniczych sklepach.Z reszta z nim ciężko się chodzi po sklepach,bo bardzo okazuje swoje niezadowolenie ,że patrzę  według niego na drogie rzeczy. Daje mi ,argumenty,że Chińska torebka będzie tańsza i za tą kupioną w CCC kupiłabym trzy tańsze na targu,co oczywiście  jest kompletna nieprawda.Bo nigdzie nie kupię torebki za 20 zł , no chyba że w zabawkowym .Nie dało się z ojcem czegokolwiek obejrzeć spokojnie.Nawet butów.Wprowadza  nerwową i meczącą atmosferę.On chyba robi tak specjalnie,bym go nie prosiła o wyjazdy.A nie proszę go o to od wielu lat,bo gdy to robiłam zawsze miał do roboty coś ważniejszego. Teraz widzę,że te nasze wspólne wyjazdy nie mają najmniejszego sensu. :(

poniedziałek, 26 września 2011

Dzień,jeden na milion

Gdy myślę o sobocie zaczynam sama do siebie się uśmiechać.W sobotę wybraliśmy się w trojkę na wesele do Ciechocinka.Z Florcia,bo od początku byłyśmy razem zaproszone oraz z Sparrow ,bo myślałam ,że Florcia będzie zajęta właśnie tego dnia. Umawiałam się tez więc i z nim prosząc o podwózkę oraz towarzystwo.A kiedy okazało się ze jednak pojedziemy wszyscy razem bardzo mi się ten pomysł spodobał.Po kościele mieliśmy w planach połażenie po Ciechocinku.
Po głowie jednak gdzieś mi chodziło ,że na kościele może się nie skończyć,intuicja mi mówiła ,że Miłka może zaprosić nas wszystkich na swoje wesele,choć powtarzałam sobie też ,że to przecież niemożliwe,bo ma komplet gości.A jednak ,tak nas zapraszała,że nie wypadało odmówić,zresztą chyba na to zaproszenie trochę gdzieś w duchu liczyłam .Z resztą tak eleganckiego i wyszykowanego Sparrowa jeszcze nie widziałam ,pasował na wesele jak ulał.A wiec wyruszyliśmy w stronę domu weselnego.Mieliśmy być godzinkę,choć jak sobie na miejscu uświadomiłam ,że to nie realne i nawet nie wypadało by wyjść.Jednak nikt z nas nie myślał o wychodzeniu;godzinka zamieniła się w trzy super godziny.Wesele było bardzo kameralne.Było około 3o gości. Trudno jest opisać o emocjach,o uczuciach.Być może nie uda mi się tu tego wam przekazać.Wiem jedno mam najwspanialszych przyjaciół na świecie,nie zamieniłabym ich za nic ,ani na nic ,ani na nikogo innego ; są bezcenni! I nie piszę tylko o Florci i Sparrow,ale i o D.i P.i E.i  Miłce i wielu innych bardzo sedecznych osobach.
Wracajmy jednak do historii . Było naprawdę przemiło ,Florcia się rozchmurzyła ,ktoś wcześniej zrobił jej ogromną przykrości i było jej bardzo smutno,co i mnie smuciła i martwiła ta sytuacja. Ale na szczęście wrócił jej uśmiech na twarz ,wiec się uspokoiłam.Zresztą nasz towarzysz bardzo dbał o to by nam humory dopisywały.Z podziwem obserwowałam jego łatwość w nawiązywaniu kontaktu z obcymi sobie ludźmi.Ja choć znałam siostrę panny młodej,nie wiedziałam jak zagadać ,o czym.Gdy głośno graja mnie praktycznie nie słychać i ja kiepsko słyszę innych.On natomiast zjednywał sobie tak łatwo sympatię.Dzięki niemu obydwie czułyśmy się swobodnie na weselu...I wiecie co ,brałam udział w dwóch zabawach i nie pozwolono mi się z nich wymigać :-D :-D  .No i ...''tańczyłam'' a to z Florcią, z nią potrafiłam wyluzować i Sparrowem.I zaskoczył mnie kolejny raz ,że podszedł do tego bardzo swobodnie [nie można było tego powiedzieć o mnie] i z humorem. Nie wiedziałam jak się zachować,miałam ochotę zwiać.Na moim wózku nie mogę wyczyniać piruetów,niczego nie mogę. Moje ręce tez nie wiele mogą,nie mogą kiwać się w rytm muzyki. Wiec jakoś mi głupio było.Ale mój tancerz spisał się na medal.
Będąc w bardzo dobrym nastroju wpadłam na super szalony pomysł.Cieszę się,że moi przyjaciele odnieśli się do pomysłu  pojechania na Solanki entuzjastycznie .A że dojazd nie był daleki pojechaliśmy.I o 20.30 znaleźliśmy się na Inowrocławskich Solankach.Pięknie są one nocą podświetlane.Mienią się kolorami tęczy.Mogliśmy poczuć się władcami tego miejsca,bo oprócz nas praktycznie nikogo tam nie było. Do domu wróciliśmy po 23.00 
Sparrow był najlepiej ubranym spacerowiczem tego wieczoru.Ach i bym zapomniała.Myślę,że mieliśmy być na weselu .Florcia utkwi pannie młodej ,czyli Miłce na zawsze w pamięci,bo to ona ja uratowała z opresji.A uratować pannę młodą i jej pomóc,to jest coś :))))

wtorek, 20 września 2011

On

Dziś około 5 rano obudziłam się ,zaczęłam myśleć o rzeczach,które nie dawały mi spać.Leżałam tak i nie spostrzegłam kiedy zaczęłam mówić do niego [mojego ,, anioła'' ],że jestem bardzo zmęczona i że muszę odpocząć.A on przyszedł ,położył się koło mnie i swoja dłonią chwycił moją i przytulił mnie.Położył swój policzek na moim i lekko dotykał moich ust swoimi.Ledwo je muskał.Jego policzek był chłodny,jednak nie zimny.Poczułam te wszechogarniające odprężenie i wyciszenie.Mogłam zasnąć w jego objęciach .W tym naszym przytuleniu nie było nic z namiętności ,pożądania.Było wiele ciepła,troski,miłości,bliskości .I istniałam  tak sobie w tej cudownej chwili...było to tak namacalne,że chciałam sprawdzić czy to nie złudzenie.Otworzyłam oczy i spojrzałam za siebie,byłam sama.Niestety to był tylko sen ,który zaczął ulatywać, rozpływać się jak mgła.Zdążyłam jeszcze przez chwile zatrzymać to poczucie ,że on jest ze mną.Mogłabym śnić ten sen noc w noc ,a nigdy nie czułabym się samotna.

sobota, 27 sierpnia 2011

Dogoterapia

Mama siedzi na podłodze i rzuca kaczuszką i ma przy tym niezły ubaw.Nie ,nie bawi się z wnuczką, a z psem naszych kochanych. Mamy yorka pod opieką od wczoraj.Trochę się bałam jak to będzie,czy  będzie nocami piszczeć,czy szczekać.Na szczęście nic takiego się nie dzieje. To kochany piesek,bardzo grzeczniutki i mądry . Myślę,że będzie u nas do poniedziałkowego południa. Choć dziś troszkę się pobawił i tak w jego oczkach widać smutek.Ja nie mam u niego zbytnich względów,bo ani dobrych kasków mu z ręki nie daję ,ani pieszczot ni jak nie mogę mu ofiarować,on mi zresztą nie daje tej możliwości.Gdy chcę go pogłaskać ni jak nie mogę,bo on ciągle mnie liże. Bo to taka psia jest  lizawka .

czwartek, 25 sierpnia 2011

Trzymam kciuki

Dzisiejszy dzień nie był taki zły [w sensie psychicznym],był nawet śmiem twierdzić,bardzo dobry. Obudziłam się koło 10.00 ,choć miałam ochotę jeszcze pospać.Myślę,że nie jest w tym nic dziwnego,nie spalam w nocy od 2 do 5. Ból ucha był nieznośny. Nawet pochlipałam sobie do poduchy z bezradności i samotności i mi ulżyło.Wstałam z lekka głową.wszyscy w kolo wymęczeni przez upał mamy ponad 30 C,a ja zniosłam to wyjątkowo dobrze.Usiadłam i wróciłam do dawno odłożonej pracy.W końcu wróciły siły.To nawet paradoks ,bo się szprycuje kolejnym antybiotykiem.Chyba wszystkie włosy mi wylecą.Tracę je na potęgę.Jeśli jutro nie będzie wiać to w końcu wyjdę na długo oczekiwany przeze mnie spacer.Oby się udał.

środa, 24 sierpnia 2011

Ognisko

Jutro ma być ponad 30 C. Oj będę leżeć i czekać na wieczór.Siedzenie w taką gorączkę w domu w gorsecie jest uciążliwe. Nawet bardzo uciążliwe. 
Oj ktoś będzie miał fajną imprezkę w czwartek,ognicho i nie chodzi tu w cale o parówki na badylku ,a o ten ogień ,o pękające szczapy.Zapach ogniska,palonego drewna .Fajny nastrój .Wieczór na pewno będzie ciepły.Cieszę się,bo ta osoba zasługuję na dobrą zabawę,na luz.

wtorek, 23 sierpnia 2011

Frustracja

Jestem rozgoryczona z każdym dniem więcej.Lato się kończy a ja znów w domu.Przez to cholerne zapalenie ucha utkwiłam 4 ścianach. A na dworze upał.Wiem, mam pewnie więcej szczęścia co niektórzy inni ON którzy nigdy nie wyszli z domu.Ale szczerze nie wiem jak ja sobie poradzę psychicznie jak w przyszłości nie będę mogla wyjść wcale.Teraz jeśli nie choruje wychodzę na spacery co drugi dzień[gdy pada niestety nie ,lub gdy choruje tez nie].Na ogół spacerujemy po 2 godzinki.Jestem Florci niezmiernie wdzięczna ,że poświęca mi swój wolny czas i wtedy jesteśmy razem o wiele dłużej.To nie jest tak ,że jestem niewdzięczna i marudzę,jestem stworzeniem stadnym lubiącym wolność i wiatr we włosach.Czuję się najlepiej po za domem pośród ludzi. Nie muszę ich znać ,ważne aby mnie otaczali.Niestety bliscy nie pomyślą,że można by mnie wyrwać z domu i miło ze mną spędzić  czas.Florcia się przejmuje mną i mama ,no i Sparrow też.
###############################################################
Dziś znów odpłynęłam myślami gdzieś daleko.Mama zasłoniła okna roletą,a ja mogłam uciec przed światem... Myślałam o romantycznej wycieczce nad ciepłe morze z ukochaną wyimaginowaną osobą...

sobota, 20 sierpnia 2011

Uczucie

Zauroczenie to piękne uczucie.Jeszcze niby  nie zakochanie a jednak jakby tak.Te motylki w brzuchu,ciągła ekscytacja i radość.Świat wydaje się bardziej  kolorowy. Człowiek  po prostu świergocze,odżywa.
Cudnie jest kiedy ta druga strona jest i nami trochę zachwycona. Gdy można się poprzytulać,potrzymać za rękę ,podarować pocałunek.
Gdy ktoś bliski się ze mną dzieli swoimi radościami w uczuciu , cieszy mnie to zaufanie jakim mnie obdarza.Chęć dzielenia się ze mną swoimi radościami . I naprawdę choć mnie to cieszy ,to moja głowa ; nie moje serce reaguje.I nic na to nie poradzę,szklą mi się o czy.Bo tęskno mi za tym uczuciem.Świadomość tej pustki ,że nigdy ... nie da się z niczym porównać...
Zapewne idealizuje miłość.Jestem romantyczką i ta piosenka mówi pięknie o miłości miedzy dwojgiem ludzi.Bez wulgaryzmów ,które w tych czasach tak obdzierają miłość z godności ,oszpecając ją.

piątek, 19 sierpnia 2011

Choroba

Straszną mamy pogodę,wieje potwornie a jeszcze kilka godzin temu było nieznośna duchota.
Nie lubię gdy jest duszno i nie mal można te gęste powietrze kroić nożem.
Jednak ta pogoda też nie jest za fajna,choć w tej chwili jest mi w zasadzie obojętne jak jest.
Dopadło mnie ostre zapalenie ucha.Boli momentami bardzo,a tych momentów jest dużo.Spuchła  mi lewa część twarzy,każdy dotyk boli,czesanie włosów boli,żucie jedzenia powoduje ból.
Ale co nas nie zabije to nas wzmocni. Jeśli boli za bardzo biotę coś na ból,ale zazwyczaj staram się bez tego. 
W zasadzie nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.Wróciłam do książek,które przerwałam czytać .I tak więc dokończyłam 5 czy 6 ostatnich rozdziałów ,,12 oddechów na minutę ''J.Świtaja. Polecam wszystkim tą lekturę.Jest to autobiografia o zmaganiu się człowieka sparaliżowanego z prozą codziennego  życia.
A druga książka,to fantastyczne wspomnienia Pani Hanny Zborowskiej z Kobuszewskich.Książka niezwykle zabawna i momentami wzruszająca.Opowiadająca nie tylko o dzieciństwie,ale także o czasach II wojny światowej.Wszystko opisane w lekkiej nie przytłaczającej formie. 
Teraz wezmę i '' łyknę'' biografię Beaty Pawlikowskiej.

sobota, 13 sierpnia 2011

Okrucieństwa rzeczywistości

Nasze wyobrażenie czasem  bywa tak odmienne od rzeczywistości. Dwa wpisy temu wspominałam o sukience.Kupiłam i byłam szczęśliwa do momentu jej założenia.Dokładnie pisząc ,mam ja właśnie na sobie,pierwszy i ostatni raz.Dlaczego? Nie wyglądam w niej dobrze.Nie mam zwiewnej i delikatnej kobiecej figury ,którą tak bardzo chciałabym mieć.Moje ciało bardzo  dokładnie skrywa zbroja,mój ciężki i obły  gorset.Jestem jedna prostą bryłą . W tej  sukience czuję się jak osoba ,która na siłę chce się stać podlotkiem.  Wyglądam w niej jak przedszkolanka z amerykańskich komedii.Czuję się dziwacznie,śmiesznie. I jest mi smutno. :(
Chciałam wyglądać kobieco i chciałam tak się poczuć.Wiem ,że aby tak się czuć nie jest do tego potrzebny strój.Ale by poczuć się kobietą czasem potrzebna jest  druga bliska osoba ,która pomoże  nam  ją odnaleźć w sobie i pomoże nam ją zobaczyć i uwierzyć...
Ja jestem zawieszona w czasoprzestrzeni ,ni to kobieta ,ni to dziewczyna.Kim właściwie jestem? Lata lecą i co roku numerki na torcie się zmieniają.W lustrze nastoletnia twarz [to nie moja opinia a innych]...Smutno mi. Do chrzanu.

czwartek, 11 sierpnia 2011

Dreams

Marzycie czasem?Stwarzacie sobie obraz  waszego zupełnie innego życia?Tworzycie marzenia fabularne?
Ja czasem potrafię się zatracić, gdy dopadnie mnie melancholia,choćby  w taka pogodę jak dziś . To czasem ucieczka od codzienności,od szarości dnia, od problemów .Kiedy dopada mnie osłabienie ciała, a na necie brak czegoś co by przyciągało uwagę, a do książki ma się ciężka głowę ; zostają marzenia. Włączam muzykę i ,,odpływam''.
I gdy tak marzę jestem podróżniczka, która przemierza na piechotę  kontynenty z grupa zapaleńców , mieszkanką UK ,która pracuje w galerii sztuki i tworzy gigantyczne obrazy...
Kiedy zaczęłam uciekać od rzeczywistości ,do tego iluzorycznego świata? Myślę,że w tedy gdy zaczęłam dużo chorować i dużo spędzałam czasu w łóżku ,w szpitalach. Czasem by nie myśleć o bólu ,o miejscu i stanie w jakim się znajdowałam, snuło się marzenia. I snuję je czasem nadal.

sobota, 6 sierpnia 2011

Życie cudem jest

Czym jest radość?Poczucie szczęścia?To uczucie ogarnia mnie od stóp do głów,mam poczucie ,że mogę latać,mam poczucie przestrzeni ,wiatru we włosach ,lekkiego powietrza w płucach.Wiem,że dla wielu ludzi ,rzeczy które sprawiają we mnie takie poczucie jest banałem,ale dla mnie to bardzo wiele.Przyjaźń to najpiękniejsza sprawa jaka może człowieka spotkać.
Wczoraj Florcia prawie mnie porwała ,z początku nie wiedziałam gdzie.Lubię niespodzianki,nigdy nic nie robiłam spontanicznie .Zawsze wszystko u mnie się planuje,tak musi być z powodu wielu moich uciążliwych dolegliwości zdrowotnych. Zmusiło mnie po prostu życie do tego. 
No i porwanie nastąpiło o godzinie 15.W samochodzie jechałyśmy tylko my dwie,zrobiło mi się tak miło,.Luz blus. Po 50 minutach drogi dojechałyśmy do celu.
Sparrow nie spodziewał się mojej wizyty.Jeszcze nigdy u niego w domu nie byłam. Miałam malusieńki stres.Sama nie wiem czemu,nigdy nie byłam niespodzianką dla nikogo.To było dziwne uczucie ,radość wymieszana z niepewnością. 
I znów było jak dawniej,śmiech ,żarty i w tym wszystkim muzyka.Muzyka na żywo ,lubię czy to improwizowaną czy to profesjonalną .Sparrow ma talent ,szkoda,że go marnuje.Jest zbyt skromny i bagatelizuje swoje zdolności. Po 18 poszliśmy na  rynek by posłuchać koncertu bluesowego. Przyznam się nie bardzo przypadł mi ten zespół; wokalista śpiewał zbyt leniwie i trochę mnie męczyło jego flegmatyczne brzmienie głosu. Poszliśmy więc na ul.Młyńską. Piękna to ulica.Zakochałam się w niej od drugiego wejrzenia.Po pierwszym , zainteresowała mnie  i  spodobała. Po drugiej wizycie już skradła moje serce. 
Pięknie odrestaurowane ulice ,mostki.Niebanalna architektura przestrzenna. Jest tam pięknie.
Powrót do domu nastąpił o 21 coś.Szczerze ,nie chciało mi się wracać do domu,było mi tak dobrze z Florcią i Sparrowem . W domu byłyśmy po 22. 
Moja biedna mamusia się zamartwiała ,bo gdy nie wróciłam około 21 zaczęła snuć straszne wizje,że leżymy w rowie ,albo nadziane na drzewo.A my dobrze się bawiłyśmy i  nie zadzwoniłyśmy.Po prostu ,czas nam się gdzieś zgubił. A w ogóle zapominałam telefonu. 

czwartek, 4 sierpnia 2011

Absurdalne zachcianki potrafia uszczęśliwiać

Wczoraj będąc na spacerze z Florcią zahaczyłyśmy o dwa sklepy z ciuchami.Lubię je odwiedzać ,bo mają tam sensowne ubrania.Niestety większość nie dla mnie .Po oglądałyśmy i wyszłyśmy .Mi wpadła w oko pewna sukienka,letnia w kolorze czekolady.Dziś opowiadałam mamie o niej i przyznam się,że miałam na nią ochotę.
To czysty absurd i głupota,bo przy mojej figurze lub raczej przy jej braku nie ładnie mi jest w sukienkach.
Jednak ta kiecka tak mi się spodobała ,że pomyślałam sobie ,że mogłabym w niej choćby spać. 
Mama poszła na zakupy ,chciała kupić sobie tunikę; zresztą  zachęcona przeze mnie. Więc poszła. A gdy wróciła oprócz tuniki przyniosła sukienkę! Wariactwo! Kompletne wariactwo!Dosłownie.Na szczęście sukienka z przeceny.Kosztowała tylko 19 zł,więc to nie majątek .
Gdybym miała figurę ,gdybym nie nosiła topornego gorsetu ,który powoduje brak tali .Mogłabym fajnie wyglądać w tej sukience.Założyłabym do leginsów. Fajny byłby zestaw.

Chirurgia estetyczna

Oglądałam wczoraj program o operacjach plastycznych i ich nieudanych skutkach.
W programie była mowa jak to kobiety bagatelizują takie operacje.Wiele z nich traktuje je jak blachy zabieg kosmetyczny ,nie martwiąc się wcale ewentualnymi powikłaniami,które mogą wystąpić 10 dni po operacji.Kobiety jeżdżą na operacje plastyczne do krajów ,które powinny wzbudzać w nich wątpliwości i obawy co do profesjonalizmu wykonywania takich zabiegów. Kuszą ich niebywale , nieprzyzwoicie niskie ceny.
To przecież poważna ingerencja w ciało i organizm człowieka .
Jedna z młodych bohaterek programu ,choć nie potrzebowała odsysania tłuszczu [miała naprawdę plaski brzuch] poddała się mimo to operacji.Lekarz uprzedzał,ze może się jej skóra na brzuchu pomarszczyć. Więc na pytanie reporterki ,co będzie jeśli pójdzie coś nie tak,dziewczyna odpowiedziała,że chirurg jaj najwyżej z powrotem wpuści ten tłuszcz do brzucha. Ta niewiedza przeraża... Najdziwniejsze,że tą dziewczynę nie interesował i nie był najważniejszy ostateczny efekt tej operacji , ważna był sam zabieg.
Operacje plastyczne stały się modne .Poddanie się skalpelowi jesteś cool. Mam nadzieję ,że ta wątpliwa moda do nas nie dotrze. Albo przynajmniej nie z takim obłędem jak to w krajach latynoskich ,gdzie operują się notorycznie nastolatki w bardzo młodym wieku  i w USA ,gdzie kult ciała zaczyna być niebezpieczny dla zdrowia psychicznego.
Nie jestem przeciwna chirurgi plastycznej , jeśli naprawdę jest uzasadniony powód takiej operacji .Wiele kobiet pomniejsza biusty,które uprzykrzają im życie ,lub powiększają go, gdy kobieta czuje się nieatrakcyjna i niekobieca z powodu  w pewnym sensie jego braku.
Gdyby przy mojej chorobie -zaniku mięśni nie byłoby to nie niemożliwe ,nie byłoby to takie bolesne , nie byłoby to takie ryzykowne i drogie ,sama bym się na coś takiego zdecydowała.
Na pewno podniosłoby to moją pewność siebie ,czułabym się lepiej ze swoim ciałem. A tak po za tym, żałuję ,że nigdy moja mama nie myślała żeby poddać mnie operacji kręgosłupa... rozumiem ją jednak ,że się bała.

środa, 3 sierpnia 2011

Nijakość

Nie wiem co ze mną jest,  po powrocie z turnusu nie mogę jakoś się odnaleźć.Ciężko mi dojść do siebie .Zaczynam podejrzewać depresję...Nie mam  sił ,gdy ktoś do mnie mówi muszę skupiać się momentami bardziej ,bo jakby do mnie to nie dochodzi.Mało mówię i jestem taka cicha.
A przecież jest z czego się cieszyć. Tyle dobrych zdarzeń jest w moim życiu . Praca czeka; zobowiązania czekają. Mam nadzieję,że to przejściowe.Ale martwię się tym troszeczkę.

niedziela, 31 lipca 2011

Leniwa niedziela

Ach,jak trudno zacząć działać.Ta pogoda nie pomaga,za oknem szaro i mokro.W przyszłą środę mają wrócić upały.Byle by nie były za gwałtowne,bo tak samo jak teraz będę leżeć ,,plackiem''.Staram się choć coś robić,ale idzie mi to w ślimaczym tempie i strasznie szybko się męczę.Po zgrywam  dziś fotografie na płytki,chociaż to. A od poniedziałku,chcąc nie chcąc muszę zabrać się za działanie,nie mogę zawieść ludzi.Muszę zrobić dla nich to, o co mnie prosili.

piątek, 29 lipca 2011

I już w domu

No i powrót nastąpił w srodę o godz 9.
Przyznam się ,że wcale a wcale nie chciało mi się wracać,nawet trochę bałam się powrotu,powrotu do codzienności. Tam było tak miło,choć przez większość czasu z Florka nie miałyśmy nikogo do towarzystwa,to i tak nam to nie przeszkadzało. Było wiele miłych momentów. I miłe odwiedziny.

wtorek, 12 lipca 2011

Wakacji,wakacji,mojego urlopu to czas

Nie jadę wprawdzie nad morze [a chciałabym kiedyś,choćby na weekend], ale i tak bardzo się cieszę.Dużo daje wyrwanie się z czterech ścian choćby na 2 tygodnie.Pierwszy raz jadę z przyjaciółką,z osobą mniej więcej w moim wieku.Cieszę się,że będę ją miała tylko dla siebie przez te 15 dni.Myślę,że będzie wesoło.
Każdego roku pakowanie szło mojej mamie dość sprawnie ,w tym roku to masakra.Jesteśmy w rozsypce.Jeszcze sporo nam zostało do zabrania,ja staram się pamiętać o kilku rzeczach,ale jest obawa ,że o czymś zapomnę. O czymś ważnym.Liczę że pogoda dopisze i będziemy mogły rozkoszować się spacerami.
Jutro wyjazd punkt 9.00 lub trochę po .

środa, 6 lipca 2011

Mała podróż

Uwielbiam jeździć samochodem,wsiadam i znajduję się w innym świecie.Wszystkie myśli przemijają jak przemija krajobraz za oknem. Mogłabym tak jechać w nieskończoność.Jazda mnie uspokaja.Chyba zostało mi to z dzieciństwa.Hałas silnika kołysał mnie do snu .Nie mam możliwości podróżowania choćby po Polsce i zwiedzania miast.Taka mała podróż też może cieszyć,można chłonąć piękno przyrody.Mnie to bardzo ubogaca artystycznie.
Mam też trochę dziką [hi,hi] naturę,lubię szybką jazdę,bardzo szybką. Choć to nie jest kabriolet i nie czuję wiatru we włosach,to czuję ten dreszczyk emocji i ...nie wiem jak to nazwać...wolność? Taka szybka jazda jest bardzo pociągająca,ale człowiek szybko przyzwyczaja się do prędkości i chce jeszcze szybciej. Chce się więcej wolności,chce się więcej poczucia szczęcia. 
A jeśli mamy dobre towarzystwo,to do szczęścia już niczego nam nie trzeba...

sobota, 2 lipca 2011

Sobotnie popołudnie

Było milo na urodzinach.Wymieniłam kilka miłych zdań z bratową .Wszystko tak ładnie przygotowała.Było sto lat! był torcik i radość z prezentów .Przyjechali też P. To już rodzina.Zrobiło się jeszcze milej. Obserwowałam wszystkich  ,słuchanie  było miłe[ przynajmniej zapomniałam na chwilę o tym co mnie gryzie] Mam często wrażenie,że nigdzie nie pasuję .Jestem jakby za szybą,czymś co mnie  oddziela  od reszty świata.Moje  życie ani trochę nie przypomina życia jakie prowadzą moi rówieśnicy.Jedyne ,to moje dzieciństwo było normalne.A później czar prysł.
...Boję się tego co pokaże przyszłość,boję się ,że pewnych rzeczy nie zniosę i co ja w tedy zrobię.Jak sobie z nimi poradzę?

piątek, 1 lipca 2011

...

Miałabym taką przemożną ochotę zmienić siebie wizualnie.Przejść transformacje imagu.Ściąć ciekawie włosy,rozjaśnić ich kolor ,zafarbować kilka pasemek na zwariowany kolor...To by odświeżyło mnie psychicznie.
Tak bardzo chciałabym coś zmienić w swoim życiu,zaczynam znów dusić się w swoim ciele ,w skórze .Miałabym ochotę ją z siebie zerwać ,przeobrazić się z poczwarki w motyla...

Urodzinki dla chłopczyka i dziewczynki

Jutro czeka mnie impreza rodzinna. Ktoś kończy 5 lat. Jako ciocia powinnam się wstydzić,ale nie chce mi się nigdzie ruszać z domu.Łapie mnie chandra i nie jestem najlepszą towarzyszką zabaw [jeśli kiedykolwiek byłam] w tej chwili. I tak będę siedzieć i głównie się uśmiechać.Choć tam gdzie jadę ludzie są naprawdę kochani,to niewiele jest  tematów  o których mogę z nimi porozmawiać.Jesteśmy w tej chwili z dwóch różnych światów i nie potrafię się przebić do ich czasoprzestrzeni. Czasem złapiemy jakiś krótki temacik.Jednak nie na tak długo by się tym nacieszyć.

niedziela, 26 czerwca 2011

Niewolnictwo istnieje i w naszym kraju

Wczoraj przyszła sąsiadka do mojej mamy.Opowiadała co tam u niej ,o wnukach ,synowej,synach.Im dłużej słuchałam tym bardziej wzrastała u mnie złość. Co z tymi dziećmi sie dzieje? Czemu tak synowie jawnie daja wykorzystywać swoje matki przez swoje żony...Czyta się pełno takich rzeczy w gazetach,słyszy w programach telewizyjnych.
Pewna synowa traktuje swoja teściową jak służącą.Nie gotuje obiadów sama w domu,przychodzi się stołować z cała rodzinka u ,,mamy''.Teściowa sprząta u niej w domu .Synowa choć mogłaby sama gotować i robić wszystkie czynności żony woli wyręczać się schorowana teściową. Gdy trzeba powiesić pranie nie zrobi tego,nawet ładnie nie poprosi ,tylko mówi że trzeba je powiesić. 
I ja się pytam ,gdzie szacunek ?Gdzie miłość? Ja nie piszę,że taka teściowa nie może pomagać,ale nie wolno robić z niej niewolnicy! Czemu te matki nie mają odwagi się bronić,bronić swojej zasłużonej wolności na emeryturze,nie dać się wmanewrować w powtórne macierzyństwo. Młodzi powinni starać się sami sobie radzić ,sami wychowywać swoje pociechy.A jeśli to niemożliwe powinni się liczyć z możliwościami i siłami swoich rodziców nad opieką ich pociech. Młodzi czasem myślą ,że podrzucą malucha babci,bo przecież on nie ma co robić,ma tyle wolnego czasu. Ale ta babcia wychowała już swoje dzieci i te dzieci powinny umieć brać odpowiedzialność za swoje życie ,swoje rodziny. Nie powinno być tak,że to babcia staje się matka dla swoich wnuków. A często zdarza się tak,że babcia ma opiekować się dzieckiem 12 godzin,ale nie daj Boże je wychowywać i wprowadzać swoje zasady . 
Złości mnie coś takiego,naprawdę bardzo.

Nadzieja powraca

Czytając poprzedni post widzę,że znów spanikowałam.Nie byłoby jednak tak gdyby mi tak bardzo  nie zależało na wyjeździe z F..Teraz wszystko układa się dość ładnie,choć z rana czuję się trochę połamana,jak tusz po chorobie.A minął już praktycznie miesiąc. Nie wolno mi się przemęczać.Wszystko idzie ku słońcu,w dobrą stronę.Miejmy nadzieję,że tak już zostanie do samego końca lipca.Choroby póki co nie ma i mam nadzieję,że tak zostanie. Zaczęłam brać leki  wziewne na płuca i czuję znaczną poprawę.

czwartek, 23 czerwca 2011

Smutki

Ten nasz wspólny wyjazd z Florcia od samego początku wydawał mi się nie realny,gdy o nim myślałam,nie czułam by to się miało wydarzyć.Czyżbym coś przeczuwała ? Piękne ,zabawne i zakręcone rzeczy wydążają się w moim życiu niezmiernie rzadko. A taki wspólny dwutygodniowy wypad  to coś bardzo miłego by było.
To takie dziwne ,przez całą zimę nie mal nie chorowałam a teraz w ciepłe dni w krótkim czasie następna choroba.

środa, 22 czerwca 2011

Obawy

Tak jak w tytule obawy są,teraz jest coraz więcej.Na początku nie dopuszczałam żadnych do siebie.Tyle pracy przede mną ,a czasu tak mało! Czy stanę na wysokości zadania?Najgorsze co się może zdarzyć to zawieść i siebie i jego.Chęci mam wiele i pomysłów tyle samo.Jedyne co mnie może pokonać to brak sił i brak zdrowia .

wtorek, 21 czerwca 2011

Czy dobrze wybrałam?

Kupienie oprawek do okularów pozornie nie jest takie proste,przynajmniej w moim przypadku.Nie mogę sobie swobodnie pojechać do kilku optyków ,pooglądać i porównać cen,pomyśleć i na końcu kupić.Nie mam transportu ,nie mam samochodu i nie mam kierowcy .Dziś był optyk koło okulistki.Wyszło na to ,że kupiłam oprawki zupełnie nie w swoim kolorze.Nic nie mam czerwonego oprócz przypinki kwiatka z czerwonymi płatkami,urzekła mnie kiedyś swoja urodą. Nigdy jej nie wykorzystałam,bo to był jedyny czerwony akcent ,który miałam.Teraz gdzieś przepadła. Nie nosze tej barwy ,choć gdybym mogla nosić rzeczy z dekoltem lub sukienki,to może i bym miała jakiś ciuch w tej barwie.Tak czy siak nie ma odwrotu.Są czerwone oprawki i tak musi być.Nawet mi w nich ładnie.

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Dobry humor mam

W weekend rozmawiałam z Quasimodo przez skype.To niesamowita osoba ,pełen pasji do swojej pracy oraz pasji którą jest wolontariat .Jest zabawnym , ciepłym i skromnym człowiekiem,choć wykonuje bardzo poważna pracę.Nie zadziera nosa choć by mógł , bo jest bardzo wykształcony . Quasimodo ma serce na dłoni.
Uśmiałam się setnie w czasie rozmowy,tak mi było to potrzebne. Przy tym człowieku  chandra  nie grozi.

sobota, 18 czerwca 2011

Rozmowy niekontrolowane

Mariposa:  Czy masz marzenia?
Heecha : Oczywiście jak każdy człowiek mam marzenia i te wielkie i maleńkie. Zupełnie przyziemne i nierealne . Większość moich marzeń jest nie do zrealizowania.
Mariposa: A możesz coś o nich powiedzieć?
Heecha : Kilka mam bardzo osobistych,które zostawię sobie w sercu.Dla postronnych były by banalne i śmieszne.
Mariposa: A może jednak nie banalne ,proszę uchyl rąbka tajemnicy.
Heecha: Dotknąć stopami piasku na plaży...założyć sukienkę...usiąść pod drzewem i zrobić sobie zabawne zdjęcia z przyjaciółmi... zrobić sobie sesję zdjęciową z profesjonalnym makijażem i  fryzurą...oraz ...
Nie będę wymieniać tu pragnień typu chciałabym  dobrej kondycji  fizycznej,zdrowia,zdrowia dla mojej mamy .Wiadomo to jest marzenie oczywiste.Wielu o tym marzy.
Marzę na przykład o tym by nasz duży pokój wyremontować; pozaklejać dziury w ścianie,pomalować.Po prostu nie wstydzić się go.Ale nie ma na to funduszy i nie wiadomo czy kiedykolwiek się znajda. 
Marzą mi się nowe meble dla mamy,by ułatwić jej życie.Przydałaby się jej jakaś fajna szafka z szufladami.
Albo zrobić coś z przedpokojem, jest on okropny.Tapeta odłazi od ściany... :((
Mariposa: Jakie jeszcze? 
Heecha: Chciałabym spotkać się z przyjaciółką z okolic Wadowic .Kawał  drogi od nas. Dla sprawnych to żaden problem,dla mnie to równie niewykonalne jak podróż zagraniczna. 
Mam tez materialne marzenia, takie jak posiadanie maszynki Cuttlebug  .To takie moje robótkowe chciejstwo. :P
Mariposa: Nic się nie spełniło??
Heecha : Oczywiście ,ze się ziściły.
Mariposa :?
Heecha : wózek elektryczny,jest on bardzo cenny dla mnie .Dzięki niemu czuję się samodzielna wolna,dodaje mi tez wiele pewności siebie .Niestety być może niedługo będzie stać bezczynnie ,bo coraz zadziej wychodzę na dwór. Nie wiadomo czy w przyszłych latach będę miała jak wyjść... 
Mariposa : Przykre.
Heecha : życie... Marzyłam o poznaniu nowych pozytywnie naładowanych osób,poznałam... od jednego z nich dostałam malutki aparat fotograficzny.Jak możesz się domyśleć marzyłam o takim ,małym, lekkim i do ręki. 
No i teraz jest duża szansa na spełnienie kolejnego dużego marzenia, ale nic nie powiem ,by nie zapeszyć. ;) 
    
  

środa, 15 czerwca 2011

 


Oprę się na Twym ramieniu,mój aniele zloty
Twa twarz tak łagodna koi moje myśli
Nie musisz nic mówić,pomilczmy trochę
Ja wiem i Ty wiesz co kołacze się w mym sercu.
Oprę się na Twym ramieniu,mój aniele zloty
pomilczmy trochę i wsłuchajmy się
w muzykę naszych serc. 

Relacje

Jak było na imprezie?Naprawdę miło.Moje obawy[tyci,tyci] były zupełnie niepotrzebne .Czułam się jakbym była wśród swojej rodziny.Troszkę rozmawiałam.Było fajnie.Nawet zjadłam troszkę pysznej sałatki ,mięska z grilla i ciasta.Sama solenizantka nie wiele siedziała i niewiele zjadła,bo była rozchwytywana przez swoich małych pociesznych wielbicieli :) Mam nadzieje,że za rok też mnie zaprosi .

piątek, 10 czerwca 2011

Uśmiecham się dziś szerzej

Mój humor znacznie się poprawił.Jak zawsze po spotkaniu z Florcią i po telefonie Sparrow .Przede mną impreza na która zostałam zaproszona. Może to głupio zabrzmi ,ale to moja pierwsza impreza. Będzie dużo gości ,których nie będę znać ,ale chrzanić to.By kogoś poznać trzeba najpierw tego kogoś nie znać.Byle bym się nie denerwowała, bo wszystko popsuję.I żeby mi zdrowie dopisało.

poniedziałek, 6 czerwca 2011

,,,

Może teraz będzie już dobrze? Pragnęłabym tego bardzo...może faktycznie bywam przewrażliwiona,ale ostatnio tyle się wydarzyło ,że się pogubiłam... trudno dać mi wiarę,że nagle będzie wszystko ok.

Dziś nie jest lepiej

Tak jak w tytule. Chciałabym zamienić się w słup soli.Zniknąć ,nic nie czuć .Zaszyć się w dziupli ,lub odfrunąć na inny rozłożysty i mocny dąb.Ukoić ból w jego soczyście zielonych liściach i odnaleźć spokój.Odnaleźć radość.Ale tą czystą i nieodpartą radość można znaleźć tylko w jednym miejscu.Tylko po tamtej stronie.W takich chwilach chciałabym się tam znaleźć .Jednak przejście nigdy nie jest łatwe,tak jakbyśmy tego chcieli i nie na naszych warunkach.Gdyby można tak tam pofrunąć bez bólu rodziny i bez naszego bólu fizycznego.
Zapakować plecak tylko w dobre wspomnienia, pokiwać   bliskim na pożegnanie i rzucić z uśmiechem : Do zobaczenia...

piątek, 3 czerwca 2011

Reaktywacja

Po raz drugi zakładam ten blog.Istniał zaledwie tydzień kiedy okazało się,że na blogerze wszystko zwariowało i mój blog też. Jedynym wyjściem było zlikwidować go . Byłam zła naprawdę.Mam nadzieję,że teraz wszystko będzie działać jak należy.