czwartek, 28 lutego 2013

Przypadkiem

Otworzyłam swą przysłowiową puszeczkę pandorki. Dawno gdzieś zgubioną pod feretami nowych zdarzeń.Nie tęskniłam za nią.Myślałam,że już nie wróci,że blizny już się zaleczyły ,że ,,to''co było  już nie ma znaczenia. A jednak dziś kończąc list do U. i poruszając ;ocierając się o tamto co było zrozumiałam,że to jakoś nadal we mnie tkwi, tamte zranienia i to nadal ma na moje życie jakis wpływ. :(


wtorek, 26 lutego 2013

W co ja się wpakowałam

Zaczynam się nad tym zastanawiać.Mój świat zaczyna się chwiać,wpadł chaos.To taki trochę pozornie kontrolowany chaos.Teraz co rusz ktoś będzie przyjeżdzać ,dla mamy to duży problem ,bo zabierze jej to swobode dzialania w swoim domu. A ja się zastanawiam kiedy teraz znajdę czas na malowanie? Spotykanie się z przyjaciółmi ? Teraz 2 razy w tyg bedzie fizjoterapełtka,nie będą to ustalone dni i godziny. Co tydzień doktor, no i S. Z S. się cieszę,fizjoterapełtka jako osoba i rehabilitantka jest oki,miła i wogóle, ale nie o to chodzi.Ja mam już swój świat i chyba nie chcę by coś się w nim diametralnie zmieniało. Czuję niepokój. Jeśli ma się coś zmieniać to z wyczuciem, pomału i przyjemnie.Teraz trochę czuję się wepchnięta w jakiś wir lunaparku.Niby kolorowo i przyjemnie ;lajtowo.Jednak się w tym gubię...

poniedziałek, 25 lutego 2013

Z dzisiaj

Z filipkiem współpraca idzie raz lepiej raz gorzej. Na razie śpię z nim jak mysz pod miotłą. Ten sen mam bardzo czujny,ale wierzę,że z czasem się przyzwyczaję.
Dziś był u mnie po raz drugi mój pielęgniarz.Tak ,tak, pielęgniarz . Cieszę się,że pojawił się w moim życiu .W życiu mym jest wiele kobiet a mało mężczyzn. Więc sympatyczny ,pomocny S. trochę tą nierównowagę zmiejszy. Fajnie jest móc poznać i  porozmawiać , pośmiać się z kimś miłym .
Fajnie jest poznawać nowych ludzi.
Dziś był też doktor.Jak go zobaczyłam uśmiechnęłam się ,bo jakoś taki podobny do mojego ojca.Ten sam typ urody,hi. Trochę się zestresowałam, gdy mnie tak wypytywał,czułam się jak na egzaminie...
A jutro przyjedzie koło 16 fizjoteraełtka. Ciekawe jaka ona jest,mam nadzieję,że miła.


niedziela, 24 lutego 2013

Filipek

Mój filipek z piątkowej nocy na sobotnią  się zbuntował i dał mi popalić.A już myślałam,że mnie lubi i nie będzie robić problemów.Zamiast dać mi płynny oddech,skracał go niemiłosiernie.Poddałam się i nie spaliśmy już razem..
Postanowiłam go udobruchać i wziełam go około 17 .00 .Położyłam się na prawy bok i nawet przysęłam z nim  na chwilkę.
Z soboty na niedzielę znów nie było za fajnie. Na lewym moim ulubionym boku działanie w parze nam opornie idzie. Do pierwszej w nocy oddychałam ,ale nic a nic nie zmróżyłam oka.Przekręciła mnie mama na prawy bok i było o niebo lepiej. Jedyny mankament to te silikonowe paski ,które przytrzymują noski na miejscu. Noski muszą szczelnie przylegać do nosa,powietrze nie może uciekać bokami. Paski po kilku godzinach wbijają się w głowę i powodują  ucisk i o 5 rano rozstałam się z filipkiem . Na lewym boku śpię bez poduszki . Cóż jednak jakiś patent muszę wymyślić.Jak to się mówi  za sprawą prób i błędów .

sobota, 23 lutego 2013

Szpitalne opowiastki

W środę miałam się stawić do szpitala MSWiA w Bydgoszczy na ul. ks.R. Markwata. Potrzebne były mi badania do otrzymania respiratora nieinwazyjnego. Z samych badań nawet się ucieszyłam,bo dawno takich kompleksowych nie miałam. 
A więc przyjęto mnie około 11.00 .Oddział nie jest duży i sale też nie są duże.Na oguł w salach jest po 2 lub 3 łóżka.Co miło mnie zaskoczyło. Na każdej sali jest  łazienka z prysznicem ,ubikacją i zlewem.Niestety osoba poruszająca się na wózku ma mrne szanse z niej skorzystać,bo po prostu jest za ciasna.
Mama ze mną została w szpitalu ,więc dostawili dla niej łóżko.Byli bardzo mili i wyrozumieli.
Zaraz po przyjeżdzie zrobili mi na sali w łóżku rentgena płuc [zaskoczyli mnie tym postępem] .Tego samego dnia przyszedł doktor A. Kwiatkowski z respiratorkiem ,którego będę nazywać filipkiem, bo jest firmy philips.Doktor poświecił mi dużo czasu by dostosować mi filipka i wyjaśnić  kilka technicznych spraw z nim związanych. Był bardzo miły i cierpliwy.
 Najgorsze co było to pobieranie krwi,ponieważ żyły mam fatalne a codziennie pobierano mi krew na obecność dwutlenku węgla w organizmie  lub jego brak. Pierwszego dnia 2 razy miałam mieć pobieraną krew a następnego 3 razy. To teoria ,ponieważ kuta byłam wiele razy.Jednak zniosłam to na 6tkę.W szpitalu włączył mi się chumor i sobie żartowałam.Choć ostatnio ,[ przed szpitalem]   raczej byłam poważna.Pani doktor szefowa oddziału jest bardzo wesoła ; wszystkie lekarki i pielęgniarki były bardzo  sympatyczne i pomocne.Jedzenie,hmm? Poprawne,choć lepsze zupki lurki niż suche mięsko i nie solone ziemiaczki ;-P
Pani doktor dała mi witaminy w kroplówce,które powodowały lepsze przewodnictwo między nerwami.Nawet nie wiedziałam,że coś takiego istnieje.
Bardzo się cieszyłam,że udało się założyć mi wenflon i mogłam mieć te kroplówki przez 3 dni i cieszę się,że żyła mi wytrzymała.
Na sali ze mną oprócz mamy leżała Mirgeti. Bardzo się cieszę,że mogłam ją poznać,bo to bardzo ciepła ,przemiła i skromna osoba. Z fajnym poczuciem chumoru mimo cierpienia.A to jest wielką sztuką by mimo wielkiego bólu się uśmiechać.
Ze szpitala wyszłam wczoraj i miałam spotkanie z moim osobistym pielęgniarzem. Ale o nim to następnym razem,bo już śpiąca jestem i muszę kończyć.

niedziela, 17 lutego 2013

To ten czas

Zaczęłam działać . Sama myśl o zakończeniu mojego PRZEDSIĘBZIECIA bardzo mnie kęci! Stworzyłam już 2 szkice.Dziś może jeszcze jeden sie uda zrobbić. Cieszę się na to dzialanie ,bo zawsze tego chciałam , zrobić coś dla innych . Mnie spotyka tyle dobrego , teraz trzeba sie za to dobro odwdzieczyć losowi .
Wiem, że jestem teraz gotowa na to, że teraz mi sie uda .
Jednak jeszcze muszę ściagnąć nieco wodze swojemu entuzjazmowi, ponieważ we wtorek jade do szpitala na badania. 
To nie sowa wprawdzie ,ale też ptak :-D
          

piątek, 15 lutego 2013

I stał się cud!

Tak,tak, wcale nie przesadzam! :-D .Wiem dla was to pryszcz, usunąć czy wgrać na komp jakiś program.
Ja się zawsze tego bałam,chyba mam jakąś fobię czy coś. Zawsze się trzęsę jak galaretka w salaterce jak mam coś na swoim laptopiku robić. A od wczoraj zaistniała zmiana  u mnie, jakiś mam entuzjazm,a dziś ochote zrobić coś sama.Złapać byka za rogi,no i złapałam :-D .I nawet aż tak sie nie bałam. 
Jednak mam wsparcie i to się liczy, gdy się boję ,gdy lamentuję,to jest ta poczciwa osoba ,która mnie uspokaja i ,,głaszcze'' i pomaga. I jej mówię dziękuję.
I dzięki temu ,że się odważyłam mogę uczestniczyć poprzez transmisję przez internet w rekolekcjach 
na ,,Dobre Media. org'' Będą one trwać przez weekend od dziś.

czwartek, 14 lutego 2013

Ciepło wewnętrzne

Dziś poczyłam  radość i błogość ,taką gdy letnim popołudniem patrzy się jak słońce okala swym ciepłem soczystą trawę.I te światło z zielenią pięknie kontrastuje z cieniami rzuconymi przez drzewa.Cieszą mnie takie widoki....Czy taką nieustającą radość czuje się w niebie? Dziś o tej 15.04 do 15.20 tak się czułam i miałam wrażenie ,że świeci słońce;dwókrotnie spojrzałam w okno, by się upewnić, ale nie ,ani na moment nie wyszło z za chmur.O godz 15.04  przysiadłam aby się pomodlić i zmówić koronkę do Miłosierdzia Bożego...

sobota, 9 lutego 2013

Sypie się

Komputer mi się sypie ,no nawala. Wgłowie też nawala [nie halucynacje czy coś ,tylko mam mnóstwo rosterek],
Czuję się bezsilna w wielu sprawach i kwestiach... i mega zagubiona. Już pisałam wcześniej, jak żuczek,którego życie może w każdej chwili rozdeptać jak robaka wielkim buciorem.

piątek, 1 lutego 2013

Terapia

Ostatnio znów przyszły moje niezbyt jasne chwile. Myślę jak sobie samej z sobą poradzić,jak sobie samej pomóc. I na ten czas zaaplikowałam sobie pigułkę muzyczną. Wesołą,lub po prostu skoczną ,która podniesie mnie trochę  .I puki co działa. Tańczę w myślach i mięśniach .Sama ze sobą się bawię i mi z tym dobrze. Jedynym warunkiem by to zadziałało jest odpowiednia głośność.Jaka? Glośna !