poniedziałek, 29 lipca 2013

Poprostu smutno

Kłopotów ciąg dalszy.Gdy nie ma się mężczyzny w domu który by wzioł pewne rzeczy w swoje ręce i zrobił by to z troską,to jest bardzo trudno i przykro. Od przeszło 5 lat trzymam wózki elektryczne poza domem.Nie mam wyboru ,nikt przecież nie wtacha ich na pierwsze pietro i z powrotem. Oprócz wózków do rozwalającej się już szopki trafiły 2 schodołazy,jeden z instrukcja w jezyku niemieckim posklejaną po jakiejś powodzi za tem nie idzie odczytać oraz drugi kompletnie zaniedbany-nieładowany .. Mogłabym go sprzedać lub oddać ,ale nie był ładowany przez 3 lata. Nie miał kto się zainteresować.Bo to niczyja sprawa. Nikomu sie nie chce a ja kompletnie nie wiem czego tam brakuje a czego nie...
Moj stary wózek meyra chciałam przynieść do domu bo jest na chodzie i ma dobre akumulatory .W tym roku ciagle zapominałam by go naładować. Niestety teraz nie mam czym bo ładowarka która leżała sobie na siedzeniu  wózka po prostu znikła. Nie ma ... Ktoś sobie wzioł,tak jak zabrał starą pralkę franię drugą ładowarkę od schodołazu no i od wózka. 
A ten cały garaż to woła o pomste do nieba! Żal i przykrość bierze,że człowiek jest naiwny i ufny...

Dołek

W piątek wyszłam na spacer ,po 10 dniach bólu i psychicznego mega dołu.Totalna mieszanka wybuchowa emocji .Te wyjście było mi mega potrzebne by odrząsnąć się i wydostać z negatywnych myśli. Niestety przy tym kogoś bardzo zraniłam ,bo ktoś  mi bliski chciał do mnie przyjść i podzielić się ze mną radościami z wakacji,chyba w tych godzinach co ja musiałam uporzątkować wszystko w głowie. Wolałam wybrać miejsze zło,na tamten czas takie ono dla mnie było.Wydawało mi się ,że lepiej spotkać się nie co póżniej i umieć  wysłuchać i naprawdę się cieszyć z radości przyjaciólłki czy udawać, że wszystko jest ok ,kiedy nie było.Ciągle ryczałam.
Teraz czuję się lepiej psychicznie, niestety teraz jasno umiem spojrzeć na sprawe. I wiem jak żle ktoś to może odebrać z drugiej strony..Jeszcze jeden moj błąd jest taki ,że nie zadzwoniłam,tylko smsowałam, a przeciez to nie jest dobry sposob na wyjasnianie nieporozumień...
Nie jestem dobra w kontaktach miedzyludzkich .

sobota, 27 lipca 2013

Afryka dzika

Temperatury mamy iście afrykańskie.Marzy mi się już od kilku lat póżno wieczorny spacer gdy już się świecą lampy. Mamy 22,22 godz  i 24 C.
Dziś wyszłam na balkon ,nie dużo większy niż 2 skrzynki na warzywa.A ponieważ na dworze było nie wiele lepiej niż w domu usiadłam bez gorsetu.Bardzo żałuję,że nie potrafię kilku godzin tak wysiedzieć i że dość szybko się męczę i kręgosłup czasem boli. Bardziej się akceptuję krzywą aczkolwiek wolną i kobiecą niż prostrzą ale... toporną.W tak gorące dni zrzucenie z siebie fatałaszków które grzeją ,jest konieczne i przynosi ulgę.Jednak są momenty gdy  gorsetu 100% sztucznego nie da się  zdjąć,naprzykład poza domem.
Już przywykłam do tego ,nawet w tak gorące dni jak 30C ,gdy jestem w ruchu i czuję powiew powietrza na sobie nie czuję,że mi za gorąco.Jest dosyć dobrze w tedy. Gorzej jak przystanę. 
Tęsknię za tym by móc ubrać się w niekrępujące rzeczy,bluzeczki na ramkach... Marzenie ściętej głowy. 


środa, 24 lipca 2013

Niepopularny post

Chciałam coś napisać mój pamiętniczku.Przez moje dorosłe życie cały czas łudziłam się i karmiłam marzeniami...ale taka jest prawda,że moja rzeczywistość jest jaka jest. Czuję się pusta węwnętrznie a zarazem pełna wszystkimi emocjami,tymi  skrajnymi. Chciałabym móc krzyczeć, ale nie potrafię. I ciągle dochodzi do mej głowy prawa,okrudna ...Chcę stąd ucieć, z tej zardzewiałej klatki,duszę się.Jestem w punkcie bez wyjścia.I już wszystko traci sens,wszystko.
Chcę być dla kogoś najważniejsza ,chcę z tym kimś oglądać gwiazdy trzymając się za ręce.Chcę by mi pokazał świat ...Ale to wszystko mżonki. Mżonki głupiej naiwnej marzycielki. Już nie będę marzyć,trzeba dorosnąć...Chciałabym być bez uczuć,zimna jak kamień.Zamknąć się na pewne rzeczy. To co robię kompletnie nie ma sensu i nie jest przydatne. Dziecinada . Żebym chciaż była w czymś naprawdę dobra ,odnosiła sukcesy w tym co ,,umiem''  robić, ale to wszystko takie miałkie i jałowe.Nie przydatne współczesnie. Chciałabym móc być w czymś dobra.Chciałabym się w czymś spełniać. Chciałabym być potrzebna.


środa, 17 lipca 2013

Czarne chmury

Nawet bardzo czarne,ale jak sie jest glupim to trzeba cierpieć. Mam zapalenie ucha ,zaczęło się w niedziele. I choć miałam antybiotyk w domu wzlekałam z jego wzięciem.Czemu? Miałam nadzieję,że się obejdzie ,bo już 5 miesięcy udało mi się go nie brać. I nie bolało aż tak do dzisiaj. Dziś był doktorek z wentylacji ,bo mój domowy jest na urlopie.Wizyta u laryngologa mozliwa dopiero w piątek.
A jak się czuję...boli potwornie boli pół twarzy,jestem spuchnięta .Nie mogę się oprzeć na rzuchwie, leżę na tym uchu ale to bolesne . A leżę na nim bo muszę,tak jem, piszę . Inaczej nie mogę. Mam nadzieję,że antybiotyk pomoże i kropelki ktore zapisze mi zapewne pani doktor. Oby tak jak doktor mówił nie doszło do potrzeby przebijania bembenka... Ten kto wierzy w Boga niech zmówi za mnie zdrowaśkę bym godnie to przetrwała...

wtorek, 16 lipca 2013

Popołudniowa herbatka

Choć za oknem bezchmurne niebo i chyba tość ciepłe powietrze ja bytuję w domu,przymusowo.
Planowałam z uśmiechem w głowie spotkanie, cóż zapominając o swoim postanowieniu by nie planować.Bo gdy planuję,to me plany biorą w łeb i jest żal a czasem i rozgoryczenie. Prawie zawsze są przeciwności losu ,lub ktoś ma inne plany i pomyślunki niż ja.
Tym razem pomieszało mi plany moje niedomaganie.Ból ucha,opuchlizna i jakoś opuściła mnie chęć do czegokolwiek...a miałobyć tak pięknie.No ale co się odwlecze to nie uciecze.
Teraz więc piszę na blogu popijając z filiżanki pyszną herbatę ,,orange dream'' którą dostałam od Monik i dogryzając nową wedloską czekoladom creme brulee .Podkreślam ,że herbate piję bez cukru i naprawdę mi smakuje.

piątek, 12 lipca 2013

Moje radosne podróżowanie

Powrót do domu z sanatorium nastał w środę rano a wraz z powrotem wróciło gorące słońce. Czwartek calutki przeleżałam ,póżniej dowiedziałam sie ,że w piątek idę na grilla z naszym  stowarzyszeniem .Spotkanie było bardzo miłe i udane odbyło się w ogródku koleżanki. W sobotę znów regenerowałam  siły na niedzielę.
W niedzielę 7.07 czekała naszą paczkę wyprawa,w każdym razie dla mnie była to wyprawa! 
Tego dnia nie stresowałam się ,zero nerwów tak jak  kiedyś  pojawiał się przed każdym niemal ważnym wyjsciem czy wyjazdem. Ekscytowałam się i cieszyłam się ,naszczęście bez złych skutków ubocznych.
Wyruszyłyśmy o 11.30 w stronę Bydgoszczy ,potrzebny był nam kompan .W komplecie nasze trio ruszyło
w stronę Chojnic .Na spotkanie naszej drogiej B. 
W samochodzie było tak jak miało być,czyli idealnie ...no jedyny minusik ,to troszeczkę za gorąco ,ale to  się stawało  mało istotne w takim fantastycznym  towarzystwie.Nasza podróż trwała ponad dwie godziny,a ja tego wcale nie odeczułam ,nie dużyła mi się droga ani troszkę.
Po przyjeżdzie do celu trochę odsapneliśmy i pogawędziliśmy a następnie całą czwórką wybraliśmy się nad jezioro Charzykowskie.
Ja kocham wodę,jeziora .Zawsze tęskno i przykro  mi było gdy moj brat jako nastolatek z paczką przyjaciół jeżdził nad wodę pływać żaglówkami. 
Tam nad tym jeziorem tak pięknie,zielono ,chodniki,plaża, deptak oraz promenada ciągnie się wzdłuż ogromnego jeziora. Duża przystań dla żaglówek,motorówek,łódek.Są cztery czy pięć pomostów. Taki widok cieszy oczy. 
Bawiliśmy się jak dzieci,wygłupów było co niemiara.Dawno się tak nie śmiałam. A śmiech to zdrowie.
To co dobre szybko się skończyło i czas było wracać do domu.W drodze powrotnej zaczeliśmy śpiewać zgodnym chórem . Moglibyśmy założyć bend śpiewających inaczej ,oczywiście żartuję , bo Florcia śpiewa naprawdę ładnie. Ja fałszowałam za dwóch hihihii. 
Zajechałyśmy do domu o 23.00 zlekka zmęczone ale szczęśliwe i naładowane dobrą energią ...




środa, 10 lipca 2013

Odwiedziny

Pobyt w Ciechocinku był miły aczkolwiek brakowało mi kogoś do pogaduszek w moim wieku lub kogoś  młodszego.Czasem rozmawialiśmy z przemiłym małżeństwem z którym dzieliliśmy stół w jadalni.Wspaniała para,wieloletnie małżeństwo ,widać było że się szanują i kochają i przyjażnią.Tylko raz każde z nich było bez małżonka na jakimś turnusie.To nie łatwe kochać się i być tak zgodnym po tylu latach razem.Każde z nich było po 70siątce.Gdyby nam tego nie powiedzieli nigdy bym się nie domyśliła.Wyglądali na znacznie młodszych...Czlowiek jak na nich patrzył to sam marzył o tak dobrym mężu jakim był pan P...
Wracając jednak do mnie.
Nie cieszyły mnie już tak spacery jak kiedyś... bez przyjaciół było monotonnie.W niedzielę jednak mnie odowiedzili czekałam na to z radością,pogoda dopisała aż nadto! Był ukrop. Ale nic to! Pierwszy gość,a raczej gościówa przyjechała o 11.30. Fajnie było się wreszcie zobaczyć w ubraniach a nie piżamach w cierpieniach na łóżku szpitalnym. Następni goście przybyli o 12.30 moja gromadka Florcia,Sparrow  i Chichotka. 
Poszliśmy do parku a póżniej na tężnie .Wedle tradycji [jak to było gdy poznałam Sparrowa,a było to w Ciechocinku około  3 lat temu] rozpadało się.Postaliśmy pod parasolami i było wesoło.
Po południu przyjechał mój brat z rodziną i w sumie było nas razem 9cioro. Rany jaki to był cudowny dzień,nie do opisania.Przepadam za moimi przyjaciółmi, uwielbiam z nimi spędzać czas,zawsze jest tyle żartów i śmiechu.A póżniej jeszcze dołączył mój brat z rodzinką i już nic do szczęścia nie było mi trzeba...
Poszliśmy razem raz jeszcze do parku  do fontanny Jasia i Małgosi i poszliśmy posluchać koncertu folklorystycznego pałuk.To było śmieszne,bo na scenie śpiewał zespół bardzo tropikalny.Piosenkarze o karnacji bardzo brązowej i piosenki byly bardzo wakacyjne, ,,Waka,Waka'' itp. Super.
Rozstaliśmy się o 21.oo .Część gości wyjechała nie co wczesniej ,szkoda.
Póżniej  tuż przed powrotem do domu odwiedził mnie jeszcze raz Sparrow ...z narzeczoną.To też był miły wieczór,spacer niemalże nocny .
Księżniczka i jej rydwan .

poniedziałek, 8 lipca 2013

Podsumowanie

Postaram się to wszystko podsumować,choć to nie łatwe bo moje serce wspomina już wczorajszą wycieczkę,która rewelacyjnie się udała...
Ale wracajmy do Ciechocinka i sanatorium Wrzos.
1]JEDZENIE- jesli  masz problemów z żołądkiem
[tz nadkwasote itp] to może być problem,ja nie wszystko mogłam jeść,czasem jedzenie było mocno przyprawione pieprzem,bywało pierne.Ale ogólnie jedzenie jest ok,zupki dla zwykłego zjadacza dobre ,porcje nie za duże,
czasem za małe [jak niepozorna garstka  frytek].Jednak jeśli masz ochotę na frytki idziesz w miasto i cześć .
Jesli jest pogoda w czasie turnusu sa organizowane 4 potańcówki ;2 na 1 tydzień.Można iść na balety do innych sanatoriów. W Ciechocinku otworzono weekendowe kino i są 2 seanse,to też jest jakaś alternatywa.
We Wrzosnie sa przeważnie 4 zabiegi na dzień. Minusem może być opieka  pielęgniarek a raczej jej ich brak , powinny być codziennie  by wrazie czego pomagać,a  w rzeczywistości nie zawsze są . Co znam z opowiadań. Doktor nie robi badań na dzień dobry,tylko pyta co chcesz i ewentualnie coś tam sugeruje. Więc jesli masz żylaki ,to z góry trzeba nie chcieć gorącej borowny lub trzeba pamiętać i samemu wszystko powiedzieć na co się choruje. Trzeba o wszystkim pamiętać.
Kiedy sie jedzie do sanatorium nie można sobie zaklepac pokoju co jest denerwujące,tz numeru.Ale jeśli jesteś na wózku trzeba powiedzieć,że chce sie pokój dla wózkwicza [jeśli jedzie się z kimś to dla 2 osób] na parterze w hotelu głównym...
Jak  mi się coś przypomni to jeszcze dopiszę,a tym czasem to tyle o warunkach w sanatrium.

Sam pobyt był ok,bez żadnych ekzcytacji [do czasu],no bo czy to możliwe przy 5 razie? Choć tym razem było kilka miłych niespodzianek.Miasto dostało kasę z unii i zainwestowało .Ciechocinek wypiękniał i miejsca które znałam z poprzedniesz szaty nieco się zmieniły.Na duży plus.
W Ciechocinku brak młodzieży niepełnosprawnej.Może i jeżdzą ale niezmiernie trudno ich spotkać na ulicach. Nie widać jej,ale to dla tego że żadko kto chce tam przyjechać,niezasłużenie nosi miano kurortu dla emerytów. Do puki sami nie zechcecie tam przyjeżdzać nic się nie zmieni.A jest gdzie spacerować,nawet  urządzać wyścigi na na wózkach jakby ktoś bardzo chciał ,jest gdzie iść na lody,pizze,ciacho  itp

Dla rozrywki starałam się odwiedzać wiewiórki.Jest ich tam mnóstwo i cieszą oko. Dostałam od jednego kuracjusza całą paczkę laskowych orzechów i chodziłam wołając basiabasiabasiabasia .I miałam jedną/jednego ulubieńca który zaraz zbiegał z drzewa.Ochrzciłam wiewiórkę Basią [a jakże inaczej],była przesłodka i owiele śmielsza od reszty gromadki.Zaczełam nawet gadać po ich,co moją Baśkę chyba intrygowało.

 Główna ścieżka jest wykostkowana.




Milusia prawda?



czwartek, 4 lipca 2013

Ciechocinek cz.2

 Deptak w Ciechocinku jest 3 częściowy. To jest część druga.
Na pierwszej znajduje się  kawiarnia Aleksandria, która
wygląda jak domek secesyjny.To moj ulubiony budynek,no jeden z dwóch.

 Tak wyglada wieczorowa pora .
Fontanna zmienia podswietlenie na rózne kolory, 
żółty,turkus,fiolet,czerwień  itp.

 Woda w fontannie rośnie i się obniża. 
Wszystko jest miłe dla oka.

 Dużo tam ,,szpaków'' ,choć ja mam wątpliwość czy to faktycznie 
te ptaki.Szpaki mają widoczne plamki na skrzydłach a te ptaszki były całe czarne,
choć dzioby miały jasne,żółtawe.Te ptaszorki pięknie śpiewają.
Przyjemność dla ucha ,ale i potrafią zaskoczyć swoim śpiewem 
o 2.30 w nocy!

 Park zdrojowy ;zmodernizowany, odświerzony ze zaskakującymi
zmyslnymi ozdobami jak rynienkowe ścieżki wody.
Uciecha dla dzieci.

 Słynne czarne łabędzie.Pewnego popołudnia pan łabędz
pomagał łabędzicy w przesuwaniu gniazda bardziej w cień.
On dziobem rozbierał gniazdo a ona siedząc i nie ruszając
się z miejsca układała to co on przeżucał.
Łabędzie łączą się w pary na całe życie.

 Nad tężniami krajobraz bardzo się zmienił .
Naliczyłam się 5ciu fontann ,które nocą zmieniają kolory.
Myślę,że jest ich tam o wiele więcej,bo nie doszłam 
do tej drugiej i trzeciej tężni,niestety.
Tu na zdjęciu widać mgiełki wody, fajny efekt.

Niestety nie udało mi się zrobić więcej zdjęć,
ale z drugiej strony jeśli wybierzecie się 
do sanatorium w Ciechocinku 
będziecie mieli co odkrywać .
Warto tam pojechać,bo jest mało stromych krawężników,
jest gdzie pojeżdzić wózkami,nawet poszaleć,bo tłoku nie ma.
Warto umówić się z przyjaciółmi ,wybrać jeden ośrodek 
i pojechać razem.Wtedy i towarzystwo nam dopisze 
i wakacje się na pewno udadzą.

środa, 3 lipca 2013

Sanatorium Wrzos

 Dziś wróciłam z sanatorium Wrzos.
To był mój piąty tam pobyt.Tym razem pojechałam
na prożbę  mojej mamy. Osrodek jest położony w fajnej lokalizacji.
Wszędzie od niego jest blisko i do parku ,ktory jest po drugiej stronie ulicy
i do deptaku do którego idzie się po prostej i do tężni ,sklepów ,koscioła.
Mój pokój 119 miał dosyć wąskie wejście,tz korytarzyk i wieżdzanie elektrycznym wozkiem
było prawie na sytk. To duży minus.

 Łazienka jest dosyć duża.Po drugiej stronie we wnęce
jest prysznic.Do ściany jest przykręcony stołeczek prysznicowy.
Jednak nie ma on podłokietników.W pokoju pod biukiem stał kolejny
prysznicowy taborecik.Pod prysznic można podjechać wózkiem.
 Pokój 120  jest znacznie obszerniejszy i jaśniejszy niż był nasz 119.
I chyba łatwiej byłoby do niego wiechać
 Nasza ulubiona winda.Są dwie.Ja wolę tą która znajduje 
się w drugim skrzydle ośrodka.Jest obszerniejsza i nie trzeba 
dużo czasu na nią wyczekiwać.

 Tu widać windę,której nie lubię.A za moimi plecami prowadzi korytarz
do tej fajnej.
Przez te okna widać fajne patio na którym w ładną pogodę
są potańcówki.[Ktoś wysłuchał moich myśli i zrobił tam piękne miejsce
z parasolami i potancówkami,bo to mój pomysł z przed 5 lat]
 Stołowka.Stoliki po prawej są za małe na 4 osoby ,
mogłyby być większe.I na 100% wózkiem elektrycznym się nie podjedzie
by wygodnie zjeść.Przynajmniej nie każdym modelem.

 Patio i okna stołówki.
 Można kupić lody i piwko.Nie widać tu zaopatrzeniówki,
jest bardziej na lewo,nie zmieściła się w kadrze.

 A tu rotunda.Bardzo fajne miejsce.

 Po prawej zjazd ,po lewej schody.

Opowieści o Ciechocinku 
ciąg daszy nastąpi...