sobota, 10 czerwca 2017

Ech tam

Moje życie byłoby o 70 % a nawet 80%  piękniejsze gdybym nie miała tych swoich dolegliwości,które mnie nękają od 20 lat . Nie znam dnia ani godziny ,kiedy to zaatakuje i popsuje mi moje i tak sporadyczne radości,które mam.
Kiedy widzę jak niektóre osoby,które znam piszą na ulotkach 1 % że mają tyle chorób współistniejących a póżniej jedzą to czego nie powinni i zwyczajnie nic sobie nie żałują,to tak naprawdę nie wiedzą co znaczy prawdziwy problem... I dobrze,tylko denerwuje mnie te litowanie się nad sobą ,,oj taka chora jestem''  no ale to biznes.
Chciałabym by ktoś mnie zrozumiał,ale to niemożliwe. By przytulił...Czuję się w tym osamotniona
i gdy zdarza się nieuzasadniony problem z żołądkiem psycha siada. I nie ważne ,że biorę leki i przygotowuję się do wyjazdu ,to i tak dopada i się pastwi. 
Nie mam wielu wypadów z domu czy  za miasto ,można by policzyć na jednej ręce 
te super rozrywki.
Nie ma w moim życiu teatru ,choć bym chciała,koncertów ,kina i wycieczek.
Czasem gdy dopada mnie żołądek i '' TE'' wszystkie problemy z nim związane przy osobach przy których nie chciałabym by się wydarzyły,to rozumiem czemu nie ma przy mnie mężczyzny,kto by chciał taką dziewczynę mieć ? Z którą jest tyle problemów,z którą nie można pójść do restałracji ,,do ,,teściowej '' na podwieczorek.Jedzenie jest bardzo ważną częścią kontaktów
 między ludzkich ,społecznych. 
Nigdy nie poznałam rodziców przyjaciela i chyba wiem dlaczego.Jego mama jest bardzo gościnna ,[tak ją odbieram z opowieści] jak miałabym jej wytłumaczyć,że nic nie mogę jeść czy pić? Nawet przyjaciółka do niedawna tego nie rozumiała do puki nie zobaczyła skutków zjedzenia niewinnej szarlotki.
Lubię chodzić z przyjaciółmi  do kafejek, dla atmosfery,towarzystwa ,dla klimatu i normalności. Niestety nikt mnie nie zabiera, bo po co. Byłam dwa razy w całym swoim życiu.