wtorek, 31 grudnia 2013

23 i półgodziny do Sylwestra


Dziś miałam wieczorne odwiedziny,koleżanki z dawnych szkolnych lat,ktora mieszka na stałe w UK.Od pewnego czasu sie widujemy,jak tylko ona przyjeżdza do rodziców, to i ja cieszę się na nasze spotkanie i na nie liczę.
Bardzo ono było mi dziś potrzebne,bo czuję się samotna.Swięta zawsze wprowadzają mnie w taki nastrój,
a im Sylwester blizej tym ja smutniejsza.
Każdego roku odczuwam brak kogoś dla siebie,kto chciałby spędzić ten wieczór w moim towarzystwie.
Ale bąć co bąć jestem trochę ciężarem niż frajdą do towarzystwa,zdaję sobie z tego sprawę.Trzeba przy mnie poskakać,znieść,gdzieś ze mna przejść,lub ewentualnie wtarmosić do samochodu i zawieść i znów wyjać i znów posadzić na wózek,ubrać w kurtkę i rozebrać ją. Sami widzicie za dużo zachodu...Jestem nudziarą ,a kto chce w Sylwestrową noc spędzić z nudnym człowiekiem.W grupie byłoby rażniej. ..
Jestem jak Irena Kwiatkowska, która mówiła o sobie,że ona zawsze była ciekawa świata i wszystko musiała dotknąc,powąchać ,posmakować ,doświadczyć.Taki miała apetyt na życie.Ze mną jest podobnie.
Nigdy nie byłam na żadnej zabawie noworocznej,czy karnawałowej.Na pierwszej domówce w swoim życiu byłam w tym roku. Nie miałam swojej 18-stki i na zadnej nie byłam...Więc chcę dotchnąć i posmakować prawdziwej Sylwestrowej zabawy,poczuć  śmiech i radość ,z radości przebywania z drugim człowiekiem,nie jednym ale choc  dwoma... Wspólnie z usmiechem odliczać 10 ,9,8,7,6,4,3.... i krzyczeć Szczęśliwego Nowego Roku ! w miłym towarzystwie.
Mój poprzedni post miał 53 wyświetleń,to chyba znaczy,że ktoś tu jednak zagląda...,tylko po czym to wiadomo ,że to on był czytany i wyświetlany tyle razy??

czwartek, 26 grudnia 2013

Już prawie po...

Tak,tak,już prawie po świetach,jutro wiekszość osób wróci do pracy.Ja jednak jeszcze przeciągnę świetowanie do Sylwestra....
W tym roku Mikołaj bardzo mnie obdarował.Czyżby uznał,że byłam dostatecznie grzeczna?? 
Naprawdę nie wiem,w każdym bądz razie zostałam obdarowana  przez wiele osób.
Przed świetami dużo pracowałam ,ponad siły i niestety  ,,otpręzenie''
 a raczej stres wyszedł w sama wigilię.Byłam małomówna ,zmeczona i syta od samego powietrza.
Skubnełam wigilijnych potraw bo wypadało,choć po kilku lyżkach owocowej zupy już czułam się najedzona.
Bratowa zrobiła panna cotta ktorą tak lubię .I co miałam odmówić?
Leżałam ,wiec myslałam,że cieżkość mi przejdzie ,no ale tylko pogorszyłam sprawę.
Zjadłam...Powrót do domu nie był zbyt miły dla moich trzewi i żoładka...
Muszę jakoś wykabinować by na przyszły rok przed świetami mieć wolne i nie pracować.Prezenty porobie [jesli jakieś będę robić] w ciagu roku; nawet już mam pomysły. Dzieki Bogu powaznie nie zachorowalam
 jak to bywało kiedyś...Jednak mam nowo-stare  problemy,z jedzeniem oraz piciem.
Jedzenie nie sprawia mi przyjemności,bo po nim czuje sie żle,łomocze mi serce i czuje jakbym biegła.
Jem więc mało a jesli wiecej to tylko gdy leże. Lubiłam jeść ,ale po za domem zwyczajnie nie mogę ,
bywa to bardzo przykre i kłopotliwe...Przykre gdy jest sie w towarzystwie i przyjaciele czestują ,
specjalnie szykują jedzenie...
Chciałabym jak człowiek przyjmować pożywienie,kosztować,śmiać się w pozycji pionowej .
Nie martwić się ,że zaraz poczuje ucisk i bede zwracać...Przez to jem coraz mniej..
Na Sylwestra nic nie przewiduję wedle tradycji.
 Jedyne co wedle niej zrobie to wyjdę na balkon by popatrzec w niebo na tak ulubione
przeze mnie fajerwerki.

Poprawiam ten tekst by jakos byl zwarty ,ale im bardziej poprawiam to tym gorzej wizualnie wyglada.Nie pojmuję czemu. :-(

środa, 18 grudnia 2013

Mróweczka

Moje ostatnie tygodnie,a w zasadzie już prawie
 3 miesiące dzień w dzień pracuję.
Siedzę po wiele godzin i pracuję artystycznie.
Obecnie robię prezenty dla najbliższych. I gonię się z czasem.
Już niedługo meta i chyba czas wygra, ale drugie miejsce
nie jest takie złe. Lubię gdy wszystko mi się udaje,
to co sobie wymyślę,zaplanuję.  Nie lubię rezygnować
z obranych ścieżek,gdy muszę to zrobić bywam rozdrarzniona.
Najgorsze jest też ,gdy kupi się coś co ma nam służyć
do naszej pracy i za chiny ludowe nie można tego znaleść ,
gdzie to schowaliśmy.Najpierw się człowiek wścieka,
a póżniej opadają ręce i przychodzi  pogodzenie z faktem.
Ciekawa jestem gdzie ja znajdę tą serwetkę.
Ciekawe gdzie to dostępne miejsce jest...
Dziś pracowałam najdużej ,8 i pół godziny.
 Teraz choć dochodzi 3 w nocy , czuje tylko leciutkie znużenie.
Jem .Wiem ,wiem, po nocach się nie je.
Bardzo się cieszę,że mimo tak wielkiego wysilku
 i eksplatacji mojego organizmu  przez tak wiele tygodni
jestem zdrowa.W mienionych latach wysiłek oznaczał chorobę.
Teraz jest inaczej. I to mnie bardzo cieszy.

Niedługo Święta Bożego Narodzenia 
i Nowy Rok
życzę wam z tej okazji 
dużo zdrówka,pogody ducha,
spełnienia marzeń , 
 realizowania wytyczonych 
sobie celów
i sukcesów na różnych polach życia.


poniedziałek, 18 listopada 2013

Takie moje

Za horyzontem,za horyzontem 
widzę twoją twarz,
za horyzontem, za horyzontem 
jest gdzieś mój świat.
Z horyzontem marzeń
wirują światła barw ,
Nadzieja miłości,
spotkania smaku słodkich warg...



Takie moje pisane z potrzeby serca,
to nie wiersze,bo pisać ich nie umiem.
Po prostu piszę ,bo w danej chwili tak potrzebuję

czwartek, 7 listopada 2013

Zaduszkowe muzykowanie

 Byłam na koncercie Nocnej Zmiany Blusa
w naszym domu kultury.
Dotarłam na koncert jako pierwsza z pierwszych
i zostałam przywitana
przez drektorka tejże instytucji .
Trochę byłam zdziwiona,że pamięta
moje imię, bo styczności ze sobą nie mamy.
 Zdjęcia są kiepskie ,bo jak to ja zwyczajnie
wstydziłam się je robić.
Siedziałam w pierwszym rzędzie,
bardzo ,bardzo blisko sceny.
Aż troszkę przyguchłam po koncercie .lol
Ten pan perkusista podobny jest trochę do Banderasa,serio.
Koncert był super,szkoda, że taki krótki.
Oczywiście trwał 1,5 godz
jeśli dobrze pamiętam. Jednak było tak fantastyczny,
 że mi było za krótko.

wtorek, 5 listopada 2013

Moi Kochani

Chcę wszystkim bardzo serdecznie podziękować za przekazywanie na moją rzecz swojego 1% podatku .
Dzięki wam wszystkim ,serdecznym mi osobom  zebrałam w tym roku  4562,06
Bardzo bym chciała w przyszłym roku wyjechać  z koleżankami nad morze do sanatorium .
Jesli otrzymam dofinansowanie z Pcpr-u i dołożę resztę z 1% to kolejny rok będę mogła cieszyć
się dwoma tygodniami niezależnosci.Tą niezależność daje mi mój ukochany wózek elektryczny oraz możność  kozystania z niego bez problemów na wyjeżdzie poza domem...
Gdyby nie wasze wpłaty nie mogłabym nawet marzyć i  planować wakacji ,więc jeszcze raz dziękuję.


niedziela, 3 listopada 2013

O uczuciach

Co to jest miłość?
Zawsze miałam swoje wyobrażenie o miłości,
jak ono powinno wyglądać między dwojgiem ludzi. 
Nigdy nie było mi dane być w związku ,jednak wiem 
co jest ważne by związek mogł się utrzymać 
i by bycie razem miało sens.
Gdy mój brat się zakochał,patrzyłam jak jego uczucie
rozkwita,co łączyło go z jego dziewczyną.
Te ich drobne gesty okazywania sobie uczuć
były piękne.Teraz są małżeństwem od kilku lat
i nadal obserwuję jak ich bycie razem się rozwija.
Bywają trudne dni ,ale jest tam główna podstawa
ktora powinna być w każdym związku 
by ono mogło przetrwać.
Oprócz miłości ,Szacunek i oddanie.
Co mam na myśli pisząc oddanie?
Aby być za sobą  a jesli coś
nam sie nie podoba w partnerze powinno się z szacunkiem
do ukochanej osoby zwracać ,umieć polemizować,
bronić swojej racji lecz z poszanowaniem drugiej osoby.
W cztery oczy mowić co nas boli czy kłucić się
 lecz nie przy świadkach.
Nie atakowaniem ,poniżaniem czy mieszaniem z błotem
partnerki czy partnera.
Takiego traktowania nie rozumiem i nigdy nie zaakceptuję!
Takie zachowanie prowadzi do oddalenia 
i zamknięcia się na drugiego człowieka
nie prowadzi to do jedności a do rozpadu 
uczucia narastają negatywnych emocje ,niechęć
a i czasem nienawiści ...
a najdziwniejsze jest to,że niektórzy są w tak toksycznych
związkach i nie potrafią czy nie chcą dostrzec ,
że między nimi nic nie ma,że nie pasują do siebie 
i powinni się rozstać ,by nie zniszczyć się na wzajem. 


 

wtorek, 29 października 2013

Oh babeczki !


Dziś dostałam pożegnalne cupcake. 
Żegnam się na pół roku z rehabilitantką z wentylacji domowej
i taką mi sprawiła niespodziankę.
Ogólnie dziwi mnie,że ludzie mnie jakoś polubiają,
bo ja w zasadzie nic takiego nie robię. 
Nie tryskam jakimś wielkim czy szczegulnym poczuciem humoru ,
nie mam za bardzo co opowiadać,bo non stop
niemal siedzę w domu . A jednak ,
lubią mnie. Może czują,że jestem szczerą,oddaną dla przyjaciół
osobą, na ogół spokojną...
Jeszcze zostały mi dwie babeczki. 
Ta z miętową czupryną i z wisienką.

 

poniedziałek, 28 października 2013

Malowania ciąg dalszy

Koszulka już niemal skończona.Dosłownie zostały drobne wykończeniówki.Pomaluję tylko oczy pirani ,górną płetwę i bąbelki powietrza. Jeśli nie dziś to jutro po śniadaniu. A tym czasem możecie pooglądać.
 Tak wygląda przód,
 a tak tył .
 Rybka znajduję się tak na łopadce mniej więcej.
Koszulka trafi do przemiłej 7 letniej dziewczynki.

czwartek, 24 października 2013

Taki króciutki wpis

Dziś byłam z przyjaciółmi na jesienym spacerze.
Pogoda dopisała,było cieplutko i przyjemnie.
Szczerze ,myślałam że w tym roku już nie uda mi się na spacer wybrać.
Dziś  Sparrow miał czas i ochotę na spotkanie .
Do wycieczki przyłączyła się  też Florcia z czego się bardzo cieszę.
Obraliśmy kurs na park,oddalony kilka kilometrów 
od mojego miejsca zamieszkania.

 Od 14.00 do niemal 18.00
byliśmy na świerzym powietrzu.

 Lubię szum liści pod kołami ,
jesień jest jednak piękna...




 Lubię stare drzewa,powyginane od starości,pokryte mchem.

Pięknie tam prawda?
Nawet sowy przybierają kolorowe upierzenie ;-)
[2 zdjęcia wyżej]

sobota, 12 października 2013

Kolory pażdziernika

Środowy spacer przed spotkaniem u kolegi.
 Pogoda dopisała,było niemal bezwietrznie i słonecznie.
Nawet robaczki się budziły.


czwartek, 10 października 2013

Miało być trochę o czymś innym

Musze powiedzieć,że w tym roku ,choć były emocjonalne wzloty i upadki i niemalże wakacje przesiedziałam w domu to na szczęście takie rzeczy szybko zacierają się w pamięci i zostaje ta reszta,a tą resztą  są wypady z przyjaciółmi.Myślałam,że jak przyjdzie pażdziernik to pewnie wszystko się skończy ,lub bardzo przystopuje. 
A tu niespodzianka,jednak nic sie nie kończy. To super,ponieważ odbijam sobie czasy samotności gdzie były tylko spacery po moim mieście ,które pokonywałam tymi samymi oklepanymi scierzkami.Wprawdzie z moją kochaną mamą,jednak ile można z rodzicem? ...Poza letnimi spacerami było chorowanie,od pażdziernika aż  do maja .Co 3 lub 4 tygodnie brałam antybiotyki . I ta nieustanna walka o siły ,a póżniej już obawa o zdrowie i ciagłe napięcie z tym zwiazane....
Teraz czyli od 3 lat ,zaczełam nowy rozdział w swoim życiu.Rozdział ,który wprowadzał mnie w normalność.To był powolny proces ,właściwie on nadal trwa. Przestałam bać się o to ,że może ubrałam się za lekko i teraz złapię chorobę,nie przejmuję się tak tym bardzo jak kiedyś. Nie boję się wychodzić zimą. Pewnie ,że kondycja fizyczna nie będzie taka  dobra  jak przed feralnymi feriami w Tleniu '93...żałuję czasem ,że straciłam wiele sprawności  bezpowrotnie,straciłam przez te ferie tak wiele...
Przez  namowy Florci zdecydowałam się na  respi  i to była najlepsza decyzja jaką mogłam podjąć,bo moja męka z zapaleniami płuc się skończyła .
Dzięki Florci odkrywam na nowo radość życia,przyjażni,spełniam przy jej pomocy i radości swoje  marzenia,te duże i te maleńkie.Mogę spotykać się z przyjaciółmi w ich domach,co nigdy tego nie robiłam .Nie spotykałam się w taki sposób towarzysko.Zawsze bardzo  tego pragnełam i chciałam poczuć jak to jest.Nikt nigdy nie zapraszał mnie na urodziny, domówki i inne imprezy,choć miałam koleżanki. 
Dzięki Florci  mam przyjaciela .Gdyby nie ona nie miałabym szansy go poznać. I on nie miał by szansy mnie polubić. Teraz robię rzeczy z przyjaciółmi o których wcześniej mogłam  tylko śnić; koncerty ,kino ,potańcówki i wariactwa jak wygłupy,siadanie pod drzewami i na murkach...
Co jeszcze mnie czeka? Może lot balonem,albo przejażdzka super szybką wyścigówką? Nocny spacer? Myślę,że to i wiele więcej jest możliwe. 

poniedziałek, 7 października 2013

SDM

Byłam na koncercie Starego Dobrego Małżeństwa .Chłopaki [no już nie tacy chłopcy ;-) ] zechcieli zagrać w naszej małej mieścince sobotniego wieczoru. Bilety były w bardzo korzystnej cenie  w porównaniu do tego ile kosztują naprawdę. Nie będę kłamać,nie jestem fanką SDM,nie mam płyt,ale znam zespół,ponieważ mój brat za czasów zawodówki słuchał ich namiętnie.Z trzy piosenki utkwiły mi w pamięci i ze 2 bardzo lubię. Moi przyjaciele za to mają wielki sentyment do ich muzyki i wszyscy szli na koncert ,no to i ja chciałam. Miałam obawy,czy mi się spodoba.Teraz śpiewają głównie nowy repertuar.Chciałam też być ,,fanką '' w pewnym sensie.Chciałam by coś jeszcze nas zespoliło bardziej jako przyjaciół  i zespoliło. Koncert był super.Dojrzałam do poezji śpiewanej,polubiłam ją już kilka lat temu. Dostałam dwa bilety  w prezencie od  przyjaciółki E. Więc na koncert poszłam ze Sparrowem .Florcia też była ,ale siedziała gdzieś indziej ,ponieważ wyszła szybciej z domu. My usiedliśmy koło E. zupełnie przypadkowo. 
Muzyka na żywo to jest to co Heecha lubi. Lubi brzmienie gitary ,elektrycznej i akustycznej ,no i harmonijki 
oczywiście. Był też duży kontrabas ,który był na nie jednym koncercie,było to po nim widać. Lubię też brzmienie skrzypiec i saksofonu. Skrzypce lubię we współczesnym brzmieniu.
Wracajmy jednak do koncertu  fajnie jest móc tak spędzać czas wolny z przyjaciółmi,siedzieć obok siebie,szeptać i słuchać i chłonąć muzykę całym sobą.

czwartek, 3 października 2013

Piórko z Twych skrzydeł

Dziś  się pojawiłeś,w mym cichym cierpieniu , który w darł się w moje życie nagle obracając moje nadzieje w proch. Jak anioł przyszedłeś ,nie mogąc na jawie ,zawsze we śnie. Ukoić mój ból . Jesteś uśmiechasz się, przytulasz i dajesz ogrom wsparcia. 
Roztaczasz ciepło bez słów i spokoj wkoło...nie ma bólu. Śnię o o śnie w Twych ramionach... Po prostu tak zwyczajnie...

niedziela, 29 września 2013

Sierpniowy wspominek

Jak ten czas mija szybciutko. Chciałam opisać trochę o moi pobycie u koleżanki .Wiem,że teraz nie wyjdzie to tak ładnie,bo emocje już opadły,choć wspomnienia są nadal miłe i uśmiecham się do siebie gdy myślę o tamtym dniu. Koleżanka A. mieszka blisko ,jakieś 15 może 10 min jazdy samochodem od mojego miejsca zamieszkania . Jednak moja mama nie kieruje samochodem ,a prosić tatę koleżanki by po nas przyjechał było dla mej mamy krępujące.Więc pomysł odwiedzenia A. zawsze rozpływał się w obowiązkach dnia codziennego. Jednak od kiedy Florcia chodzi regularnie  do  A. jakoś łatwiej było się umówić.Florcia była tym łącznikiem .Cieszę się,że jednak udało się nam spotkać, A . tak pięknie mieszka,w tak pięknym otoczeniu drzew,sosen ,po prostu zieleni. Takie otoczenie bardzo odpręża . Cudnie... Pojechałyśmy w trójkę,same kobietki ,było bardzo sympatycznie ; rozmowy ,ognisko ,śmiechy ...i kura.Tak tak,terapeutyczne głaskanie kury...
Nawet skorzystałam z leżaczka  koleżanki...

niedziela, 15 września 2013

Ja biegam

Tu i tam,no bo kiedy jak nie teraz? Puki możemy,puki mamy czas ,puki pogoda I zdrowie dopisuje.Wczoraj zaskoczyła mnie aura,było ciepło... może to nie koniec przyjemnych spacerów,tudzież wypadów?
W ubiegły weekend ,w sobotę miałam pojechać z przyjacielem na impreze plenerową,z muzyką na żywo i fontannami stworzonymi na Brdzie.Niestety pokonał mnie stres i ból żołądka.Jak wiadomo wywarło to na mnie negatywny wydzwięk ,naszczęście przyjaciółka wyrwała mnie z dołka i zabrała na wycieczkę,a właściwie spacer za miasto.
A wczoraj zorganizowałam swoją pierwszą domówkę. I to nie u siebie w domu. Czyżbym miała talenty organizacyjne? Każdy z nas przywiózł ze sobą jakieś jadełko. A Sparrow użyczył nam mieszkanka i swojego towarzystwa. Część gości niestety była krótko a dwoje niestety wcale nie dotarło.My i tak potrafiliśmy cieszyć się swoim towarzystwem i było sporo śmichów chichów przy kładzeniu mnie na kanapę przez Sparrow-a .Jako pan domu czynił te wątpliwe honory . Ja jak to ja zawsze muszę ,,zaliczyć'' każde łóżko. Bo jak Heecha zje coś  nie ma zmiłuj ,lepiej się położyć.Żołądek musi odpocząć w pozycji horyzontalnej jakiś czas. I tak też czynię.Sparrow ma madejowe łożę,ani trochkę nie mięksciejsze od podłogi. Jak on na tym śpi?
I znów czas było się rozstać...i wrócić do szarej ,ostatnio stresującej i nie wróżącej dobrze rzeczywistości... jeśli mojej mamy zdrowie pozwoli   zabiorę się do pracy i postaram się za dużo nie rozmyślać...

niedziela, 1 września 2013

Ukradzione

Ukradzione od blogowej znajomej z jej bloga.Mam nadzieję,że nie będzie miała nic przeciw.Bardzo podoba mi się ten tekst.
Powiedz jej ,że ją uwielbiasz .Powtarzaj,że ci na niej zależy .Kiedy jest smutna przytul ją mocno do siebie.
Wyróżniaj ją wśród innych dziewczyn .Podnoś gilgotając ją i siłując się [dodam od siebie ,że wystarczy tylko żartować ] .Baw się jej włosami . Mów jej dowcipy. Przynoś jej kwiatki tak po prostu.Trzymaj jej rękę... po prostu trzymaj .
W nocy rzucaj kamykiem w jej okno .Pozwól jej zasypiać w Twoich ramionach .Pozwól jej się na ciebie złościć. Mów jej ,że pięknie wygląda . Kiedy jest smutna zostań przy niej .Nawet jeśli nic nie mówi ,
popatrz jej w oczy i się uśmiechnij . Całuj ją po szyi . Tańcz z nią nawet bez muzyki . Całuj się z nią
w czasie deszczu ...kiedy się w niej zakochasz...

Ładne słowa wymyślone przez beznadziejnego romantyka....

wtorek, 27 sierpnia 2013

Gorzko-słodkie życie

W poniedziałek spotkało mnie coś wrednego i coś miłego.Już bardzo dawno nie traktowano mnie przedmiotowo.Zawsze takie zdarzenia wytrącają mnie z równowagi,po prostu jestem wściekła.Weszłam [czyt wiechałam] do sklepu z pamiątkami.Jest to sklepik na moim osiedlu.Bardzo go lubię,jedyny mankament jaki ma to to ,że jest bardzo wąski .Na końcu sklepu jest miejsce na pamiatki i tam zawsze podjeżdzam.Aby wyjechać muszę w miejscu się odwrócić i wyjść ze sklepu.Tym razem nie miałam takiej możliwości ,bo podłoga była nieco  zastawiona towarem .Więc wycofałam się wózkiem tyłem i zaczęłam obracać się w pierszej części sklepu,gdzie jest bardzo wąsko.Jednak aby to zrobić moja mama poprosiła jedną panią [klientkę] przy ladzie by się nachwileczkę przesunęła. Nie chciałam jej potrącic czy coś.No i pani wielce oburzona mówi ,,gdzie z tym wózkiem'' Zawrzało we mnie. Powiedziałam,że jestem człowiekiem i że też mam prawo tu być.A ona z pogardą ,,no oczywiscie'' .Nie chcac blokować sklepu wyjechałam.Gdy do niego wchodziłam nie było nikogo a zaraz po moim wejściu  zaroiło się 4ma klientami w tym dziecko na rowerku.Mówię do mamy ,że ona przecież też może jutro znaleść się na wózku i ciekawe czy chciałaby być tak traktowana.Moja mama będąc też poddenerwowana wróciła się i to właśnie jej powiedziała.
Podobno przeprosiła i przytaknęła,że faktycznie żle się zachowała. Nietkórzy tak się śpieszą,czują się tak ważni ,najważniejsi ,że jak zabierzę się z ich życia choćby minutę lub dwie,to czują wielką krzywdę.I strzelają focha... Takich jak ja nie postrzegają jako pełnoprawnych ludzi ,postrzegają za to tylko wózek,sprzęt rzecz. I odbierają nam prawo do bycia istnienia. Zapominając,że nie daj Boże jutro ktoś z ich bliskiego otoczenia może jutro znaleść się w podobne sytuacji jak ja...
Ale co tam wyszłam i poszłam dalej.W duchu mając nadzieję na spotkanie Kasik.No i się spotkaliśmy.Umowiłyśmy się na po południową  kawę.Rozmowa nam się rozkręciła i nie chciało nam się rozstawać.Ale spać było trzeba iść i rostałyśmy się o 23.30 .
Cieszę się ogromnie z tego naszego spotkania,że się udało .Często myślałam o Kasi wspominałam z sentymentem naszą przyjażń, ten  czas spędzany w trójkę, ja Kasia i moja siostra.Pamietam jakby to było dziś,gdy Kasia pierwszy raz przyszła z moją siostra do naszego domu i jak byłam zazdrosna ,że mnie moja siostra  nie zawołała by przedstawić mi swoją nową koleżankę...Drogi nam się rozeszły na bardzo długie lata,ale mam nadzieję,że teraz będziemy utrzymywać kontakt .

sobota, 24 sierpnia 2013

I po burzy słońce

Nie tak dawno  jedna osoba zaproponowała mi wycieczkę za miasto.Przyznam się,że było to dla mnie zaskoczeniem.Ona jest moją rehabilitantką a ja jej podopieczną. Lubimy się, żartujemy, ale nigdy bym nie pomyślała,że zechce mnie wytaśtać z domu. To było bardzo miłe...Choć troszkę się stresowałam ,mój pulsoksymetr  zwariował i pikał i serducho mi waliło. Tak to jest gdy robię coś pierwszy raz.A to był mój pierwszy wypad z A.P.
Tęskniłam za Bydgoszczą,tak dawno w niej nie byłam. Poszłyśmy do plastyczno-kraftowego sklepu na Długiej.Zakochałam się w nim.Jest tam wszystkiego po trochu,myślę,że każdy znajdzie coś dla siebie.Ja znalazłam. Póżniej powędrowałyśmy  na Niedzwiedzią do ,,Katarynki'' Pierwotnie nie miałam w planach
nic konsumować, tylko być dla towarzystwa ,jednak czekając z AP na jej danie zgłodniałam.Poczułam zsanie w dołku. Uczknęłam koleżance z talerza  6 kluseczek ze szpinakiem.Były pyszne.Teraz takie robię sobie w domu...a jako dziecko nie cierpiałam tej zieleniny. Obydwie  zadowolone i najedzone poszłyśmy spacerkiem wzdłuż Brdy na ulicy Młyńskiej. Pogoda zaczęła się chmurzyć i była grożba ulewy. Po zapakowaniu się w samochód leciuteńko pokropiło.Czekało na nas najlepsze,spotkanko u moich przyjaciół tak dawno przeze mnie niewidzianych .Gdy weszliśmy do domu  i ledwie się rozebrałyśmy okazało się ,że na dworze leje... Czas spędziłyśmy miło .Tak lubię,na pogaduchach. O 20.30 było trzeba się zbierać ,ubrać w bluze i wyjść.A tak było miło... Wróciłam do domciu o 21.30 Poza domem byłam 7 i pół godziny.
Następna imprezka czeka mnie u Florci pod koniec tygodnia .Będziemy świętować zdobycie przez nią tytułu magistra.A tym czasem będę trzymać ciukole.

Moje wcześniejsze dylematy odeszły.Było żle  naprawdę i coś pękło,puściło .Otrząsnęłam się,po burzy i sztormie nastał cichy czas.Jestem teraz jak spokojna łódeczka ,która spokojnie sobie dryfuje po spokojnych morskich wodach.Już  ,na ten czas mnie nie szarpie. Już się nie ścierają ze sobą moje dwie tak skrajne cechy jak romantyczna natura i mocne i racjonalne stąpanie po ziemi. Czy to wogóle możliwe by mnieć te dwie cechy? A możliwe. Czasem tworzy to mieszankę wybuchową.

środa, 14 sierpnia 2013

Kamień na sercu

Oddam głupotę,ktoś chce ?  Teraz tylko muszę sobie ją wybaczyć,to tylko i wyłącznie ja psuję sobie swoje życie.Oczywiście gdy choruję nie ze swojej winy ,to jest siła wyższa ale teraz ? Jak mogłam dopuścić do tego do czego dopuściłam?!!...Muszę wreszcie dorosnąć w wziąść odpowiedzialność chociaż za swoje zdrowie. To musi mnie otrzeżwić.Muszę,siebie zmienić na taką osobę z której mogłabym być dumna,bo teraz to mi bardzo wstyd,jeszcze nigdy tak żle się nie czułam i tak się nie wstydziłam... Tyle życiu brałam antybiotyków ze zapomiałam jak są niebezpieczne i  to nie jest panaceum na wszystko, od tak sobie wezmę i będzie git.Zaprogramowałam się.Już zapomiałam jak cudne było to pół roku bez chorób bez antybiotyków ?  Zapominam tak szybko o bólu i skutkach ubocznych.Tak nie może być ! Już nie!
Tylko z powodu Florci tak mi strasznie przykro i żle ,bo nie wiem czy będę mogłabyć na jej uroczystości .Czy siłowo dam radę po tym wszystkim. I tak strasznie mi z tego powodu przykro,tak strasznie. Mam nadzieję,że to mnie otrzeżwi. Musi . Muszę wytrwać w postanowieniu i obrać kurs na jasną pogodę życia i starać się nie zbaczać z wytyczonego celu.

wtorek, 13 sierpnia 2013

Zrozumieć siebie

Pogubiłam się już nie wiem na czym mi zależy... musi mi zależeć na sobie,bo jak nie mi to komu? Czemu nie uczę się na błędach ,tylko biadole po błędzie a póżniej i tak się nie poprawiam,albo poprawiam się polowicznie ... Samoistna destrukcja? Chcę być szczęśliwa ale nie umiem być? Tak przyzwyczaiłam się do stresu ,że jakoś go szukam? Jeśli nie mogę być normalnie zdrowa ,to muszę zaakceptować ubieranie się na cebulkę gdy inni łażą w koszulkach i wkładanie waty do uszu . Czemu wiatr normalnie nie może mi dmuchać w uszy jak innym bez konsekwencji? 
Czemu ciągle jak nie ,,urok to sraczka''. Rany zawiodę przyjaciół i zawiodłam siebie.A obiecałam sobie,że będę dbać o siebie... Muszę coś zmienić tylko od czego zacząć,jak...

sobota, 10 sierpnia 2013

Ach te stare czasy

Zaczęłam   wspominać   lata 80te ,a dokładniej   program    ,,W starym kinie'' .Pamiętam ,że to był mój stały punkt niedzielnego  dnia.
Naoglądałam się  mnóstwa klasyków kina polskiego i amerykańskiego. 
Niezapomiane role Merlin Monreo ,Elizabeth  Taylor, James Dean-a  Undrey Hepburn,Catharine Hepburn .Tą ostatnią aktorkę bardzo lubiłam ,szczególnie w komediach ze Spencerem Tracy. 
Nasze rodzime przedwojenne produkcje też są warte wspomienia,bo były równie dobre jak te Hollywoodzkie.
Wtedy nasza kinomatografia była ambitna,nie to co ten dzisiejszy szajs,często nagrywany na siłę.Nie umiemy stworzyć własnego  dobrego scenarjuszu więc ,,kopiujemy'' za oceanu.Jeśli w USA ,,Kac Vegas'' odniósł sukces ,to ,,Kac Wawa'' u nas się sprzeda.Tak chyba myślano . Tyle że ten pierwszy  jest zabawny i sensowny,to  ten drugi  jest żałosny  i wart politowania.Nieliczne mamy dobre filmy ,jest ich mało.
Zastanawiam się czemu by nie uratować od zapomienia tych przedwojennych naszych filmów; przenieść je we  współczesne czasy lub po prostu nagrać film  kostiumowy. Zrobić ich remake . Ja bym z ciekawością  obejrzała nową wersję filmów ,, Piętro wyrzej'' , ,,Zapomiana melodia'' i wiele innych  .To  mogloby być bardzo ciekawe.

czwartek, 8 sierpnia 2013

Plany

Byłam dziś na dworze,ładna ciepła pogoda.Jednak lubię i znoszę dobrze wysokie temperatury, 33C nie są takie złe i nie ma co się ich bać .Kiedy jestem w ruchu jest fajnie.Wystawiłam buzię do słonka by się troszkę opalić.Mama się dziwiła  na moje ,,fanaberie'' hi hi. Upały się kończą więc trzeba się opalić.Ciekawe jaki będzie wrzesień,mam nadzieję,że niezbyt zimny. Moje  przezorne leczenie chyba przyniosło dobry skutek i mam nadzieję będę jednak zdrowa. Ta niedziela jest już zaplanowana,spotkanie z przyjaciółmi ,już nie mogę się doczekać.Póżniej wyjscie w poniedziałek jeśli pogoda dopisze,następnie wypad do Bydzi z moją rehabilitantką A. Nigdy A. mnie jeszcze nie znosiła ,więc nie wiem jak to nam wyjdzie ; wchodzenie do samochodu i wychodzenie oraz sadzanie na wózek.Nie każdy sobie z tym radzi. No i w niedziele 17 wypad do koleżanki z którą nie widziałam się na żywo już wiele lat.
Jednak zawsze boję się planować ,bo gdy planuję,to nic z tego nie wychodzi,oby teraz było inaczej.

środa, 7 sierpnia 2013

13tka

Nie wierze w żadne zabobony ,ale ten rok 2013 nie jest dla mnie zbyt przychylny,lato mnie nie rozpieszcza. Szczęście czy fart jakoś opusicło mnie na ,,wakacje'',choć ja wakacje mam od kilku lat dzień w dzień. Jednak tylko w miesiącu czerwiec, lipiec i sierpień zawsze dużo wychodziłam i korzystałam z pogody,a teraz pogoda jest rewelacyjna .Jeśli wrzesień bywał ładny też korzystałam ze świerzego powietrza. Teraz głównie mam zmartwienia. Lipiec zaczoł się super ,super wypadem do koleżanki .Zaraz tydzień po tym dopadło mnie zapalenie ucha ,które wyłaczyło mnie z życia na 3 tyg. W niedziele wyszłam wieczorem i niestety już nie było tak ciepło,byłam troszkę za długo i znów czuję,że coś mnie bierze... 
Czy ja nie mogę normalnie pożyć i cieszyć się życiem??? Czy nie mogłabym choć raz nie musić myśleć co ubrać ,czy coś jest za ciepłe albo zbyt lekkie [zazwyczaj zawsze ubiorę się nieodpowiednio do pogody] itp...Jestem zmęczona tymi wszystkimi troskami... Co pytam to słyszę,że osoby z SMA mają normalną odporność ,czemu i ja nie mogę? 
Miałam  w ten weekend wyjeżdzać do Lichenia ,nie wiem czy do niego dojdzie ,czy dam fizycznie rade. Psychicznie też nie jest za dobrze... jestem zestresowana i zmęczona ...

poniedziałek, 29 lipca 2013

Poprostu smutno

Kłopotów ciąg dalszy.Gdy nie ma się mężczyzny w domu który by wzioł pewne rzeczy w swoje ręce i zrobił by to z troską,to jest bardzo trudno i przykro. Od przeszło 5 lat trzymam wózki elektryczne poza domem.Nie mam wyboru ,nikt przecież nie wtacha ich na pierwsze pietro i z powrotem. Oprócz wózków do rozwalającej się już szopki trafiły 2 schodołazy,jeden z instrukcja w jezyku niemieckim posklejaną po jakiejś powodzi za tem nie idzie odczytać oraz drugi kompletnie zaniedbany-nieładowany .. Mogłabym go sprzedać lub oddać ,ale nie był ładowany przez 3 lata. Nie miał kto się zainteresować.Bo to niczyja sprawa. Nikomu sie nie chce a ja kompletnie nie wiem czego tam brakuje a czego nie...
Moj stary wózek meyra chciałam przynieść do domu bo jest na chodzie i ma dobre akumulatory .W tym roku ciagle zapominałam by go naładować. Niestety teraz nie mam czym bo ładowarka która leżała sobie na siedzeniu  wózka po prostu znikła. Nie ma ... Ktoś sobie wzioł,tak jak zabrał starą pralkę franię drugą ładowarkę od schodołazu no i od wózka. 
A ten cały garaż to woła o pomste do nieba! Żal i przykrość bierze,że człowiek jest naiwny i ufny...

Dołek

W piątek wyszłam na spacer ,po 10 dniach bólu i psychicznego mega dołu.Totalna mieszanka wybuchowa emocji .Te wyjście było mi mega potrzebne by odrząsnąć się i wydostać z negatywnych myśli. Niestety przy tym kogoś bardzo zraniłam ,bo ktoś  mi bliski chciał do mnie przyjść i podzielić się ze mną radościami z wakacji,chyba w tych godzinach co ja musiałam uporzątkować wszystko w głowie. Wolałam wybrać miejsze zło,na tamten czas takie ono dla mnie było.Wydawało mi się ,że lepiej spotkać się nie co póżniej i umieć  wysłuchać i naprawdę się cieszyć z radości przyjaciólłki czy udawać, że wszystko jest ok ,kiedy nie było.Ciągle ryczałam.
Teraz czuję się lepiej psychicznie, niestety teraz jasno umiem spojrzeć na sprawe. I wiem jak żle ktoś to może odebrać z drugiej strony..Jeszcze jeden moj błąd jest taki ,że nie zadzwoniłam,tylko smsowałam, a przeciez to nie jest dobry sposob na wyjasnianie nieporozumień...
Nie jestem dobra w kontaktach miedzyludzkich .

sobota, 27 lipca 2013

Afryka dzika

Temperatury mamy iście afrykańskie.Marzy mi się już od kilku lat póżno wieczorny spacer gdy już się świecą lampy. Mamy 22,22 godz  i 24 C.
Dziś wyszłam na balkon ,nie dużo większy niż 2 skrzynki na warzywa.A ponieważ na dworze było nie wiele lepiej niż w domu usiadłam bez gorsetu.Bardzo żałuję,że nie potrafię kilku godzin tak wysiedzieć i że dość szybko się męczę i kręgosłup czasem boli. Bardziej się akceptuję krzywą aczkolwiek wolną i kobiecą niż prostrzą ale... toporną.W tak gorące dni zrzucenie z siebie fatałaszków które grzeją ,jest konieczne i przynosi ulgę.Jednak są momenty gdy  gorsetu 100% sztucznego nie da się  zdjąć,naprzykład poza domem.
Już przywykłam do tego ,nawet w tak gorące dni jak 30C ,gdy jestem w ruchu i czuję powiew powietrza na sobie nie czuję,że mi za gorąco.Jest dosyć dobrze w tedy. Gorzej jak przystanę. 
Tęsknię za tym by móc ubrać się w niekrępujące rzeczy,bluzeczki na ramkach... Marzenie ściętej głowy. 


środa, 24 lipca 2013

Niepopularny post

Chciałam coś napisać mój pamiętniczku.Przez moje dorosłe życie cały czas łudziłam się i karmiłam marzeniami...ale taka jest prawda,że moja rzeczywistość jest jaka jest. Czuję się pusta węwnętrznie a zarazem pełna wszystkimi emocjami,tymi  skrajnymi. Chciałabym móc krzyczeć, ale nie potrafię. I ciągle dochodzi do mej głowy prawa,okrudna ...Chcę stąd ucieć, z tej zardzewiałej klatki,duszę się.Jestem w punkcie bez wyjścia.I już wszystko traci sens,wszystko.
Chcę być dla kogoś najważniejsza ,chcę z tym kimś oglądać gwiazdy trzymając się za ręce.Chcę by mi pokazał świat ...Ale to wszystko mżonki. Mżonki głupiej naiwnej marzycielki. Już nie będę marzyć,trzeba dorosnąć...Chciałabym być bez uczuć,zimna jak kamień.Zamknąć się na pewne rzeczy. To co robię kompletnie nie ma sensu i nie jest przydatne. Dziecinada . Żebym chciaż była w czymś naprawdę dobra ,odnosiła sukcesy w tym co ,,umiem''  robić, ale to wszystko takie miałkie i jałowe.Nie przydatne współczesnie. Chciałabym móc być w czymś dobra.Chciałabym się w czymś spełniać. Chciałabym być potrzebna.


środa, 17 lipca 2013

Czarne chmury

Nawet bardzo czarne,ale jak sie jest glupim to trzeba cierpieć. Mam zapalenie ucha ,zaczęło się w niedziele. I choć miałam antybiotyk w domu wzlekałam z jego wzięciem.Czemu? Miałam nadzieję,że się obejdzie ,bo już 5 miesięcy udało mi się go nie brać. I nie bolało aż tak do dzisiaj. Dziś był doktorek z wentylacji ,bo mój domowy jest na urlopie.Wizyta u laryngologa mozliwa dopiero w piątek.
A jak się czuję...boli potwornie boli pół twarzy,jestem spuchnięta .Nie mogę się oprzeć na rzuchwie, leżę na tym uchu ale to bolesne . A leżę na nim bo muszę,tak jem, piszę . Inaczej nie mogę. Mam nadzieję,że antybiotyk pomoże i kropelki ktore zapisze mi zapewne pani doktor. Oby tak jak doktor mówił nie doszło do potrzeby przebijania bembenka... Ten kto wierzy w Boga niech zmówi za mnie zdrowaśkę bym godnie to przetrwała...

wtorek, 16 lipca 2013

Popołudniowa herbatka

Choć za oknem bezchmurne niebo i chyba tość ciepłe powietrze ja bytuję w domu,przymusowo.
Planowałam z uśmiechem w głowie spotkanie, cóż zapominając o swoim postanowieniu by nie planować.Bo gdy planuję,to me plany biorą w łeb i jest żal a czasem i rozgoryczenie. Prawie zawsze są przeciwności losu ,lub ktoś ma inne plany i pomyślunki niż ja.
Tym razem pomieszało mi plany moje niedomaganie.Ból ucha,opuchlizna i jakoś opuściła mnie chęć do czegokolwiek...a miałobyć tak pięknie.No ale co się odwlecze to nie uciecze.
Teraz więc piszę na blogu popijając z filiżanki pyszną herbatę ,,orange dream'' którą dostałam od Monik i dogryzając nową wedloską czekoladom creme brulee .Podkreślam ,że herbate piję bez cukru i naprawdę mi smakuje.

piątek, 12 lipca 2013

Moje radosne podróżowanie

Powrót do domu z sanatorium nastał w środę rano a wraz z powrotem wróciło gorące słońce. Czwartek calutki przeleżałam ,póżniej dowiedziałam sie ,że w piątek idę na grilla z naszym  stowarzyszeniem .Spotkanie było bardzo miłe i udane odbyło się w ogródku koleżanki. W sobotę znów regenerowałam  siły na niedzielę.
W niedzielę 7.07 czekała naszą paczkę wyprawa,w każdym razie dla mnie była to wyprawa! 
Tego dnia nie stresowałam się ,zero nerwów tak jak  kiedyś  pojawiał się przed każdym niemal ważnym wyjsciem czy wyjazdem. Ekscytowałam się i cieszyłam się ,naszczęście bez złych skutków ubocznych.
Wyruszyłyśmy o 11.30 w stronę Bydgoszczy ,potrzebny był nam kompan .W komplecie nasze trio ruszyło
w stronę Chojnic .Na spotkanie naszej drogiej B. 
W samochodzie było tak jak miało być,czyli idealnie ...no jedyny minusik ,to troszeczkę za gorąco ,ale to  się stawało  mało istotne w takim fantastycznym  towarzystwie.Nasza podróż trwała ponad dwie godziny,a ja tego wcale nie odeczułam ,nie dużyła mi się droga ani troszkę.
Po przyjeżdzie do celu trochę odsapneliśmy i pogawędziliśmy a następnie całą czwórką wybraliśmy się nad jezioro Charzykowskie.
Ja kocham wodę,jeziora .Zawsze tęskno i przykro  mi było gdy moj brat jako nastolatek z paczką przyjaciół jeżdził nad wodę pływać żaglówkami. 
Tam nad tym jeziorem tak pięknie,zielono ,chodniki,plaża, deptak oraz promenada ciągnie się wzdłuż ogromnego jeziora. Duża przystań dla żaglówek,motorówek,łódek.Są cztery czy pięć pomostów. Taki widok cieszy oczy. 
Bawiliśmy się jak dzieci,wygłupów było co niemiara.Dawno się tak nie śmiałam. A śmiech to zdrowie.
To co dobre szybko się skończyło i czas było wracać do domu.W drodze powrotnej zaczeliśmy śpiewać zgodnym chórem . Moglibyśmy założyć bend śpiewających inaczej ,oczywiście żartuję , bo Florcia śpiewa naprawdę ładnie. Ja fałszowałam za dwóch hihihii. 
Zajechałyśmy do domu o 23.00 zlekka zmęczone ale szczęśliwe i naładowane dobrą energią ...




środa, 10 lipca 2013

Odwiedziny

Pobyt w Ciechocinku był miły aczkolwiek brakowało mi kogoś do pogaduszek w moim wieku lub kogoś  młodszego.Czasem rozmawialiśmy z przemiłym małżeństwem z którym dzieliliśmy stół w jadalni.Wspaniała para,wieloletnie małżeństwo ,widać było że się szanują i kochają i przyjażnią.Tylko raz każde z nich było bez małżonka na jakimś turnusie.To nie łatwe kochać się i być tak zgodnym po tylu latach razem.Każde z nich było po 70siątce.Gdyby nam tego nie powiedzieli nigdy bym się nie domyśliła.Wyglądali na znacznie młodszych...Czlowiek jak na nich patrzył to sam marzył o tak dobrym mężu jakim był pan P...
Wracając jednak do mnie.
Nie cieszyły mnie już tak spacery jak kiedyś... bez przyjaciół było monotonnie.W niedzielę jednak mnie odowiedzili czekałam na to z radością,pogoda dopisała aż nadto! Był ukrop. Ale nic to! Pierwszy gość,a raczej gościówa przyjechała o 11.30. Fajnie było się wreszcie zobaczyć w ubraniach a nie piżamach w cierpieniach na łóżku szpitalnym. Następni goście przybyli o 12.30 moja gromadka Florcia,Sparrow  i Chichotka. 
Poszliśmy do parku a póżniej na tężnie .Wedle tradycji [jak to było gdy poznałam Sparrowa,a było to w Ciechocinku około  3 lat temu] rozpadało się.Postaliśmy pod parasolami i było wesoło.
Po południu przyjechał mój brat z rodziną i w sumie było nas razem 9cioro. Rany jaki to był cudowny dzień,nie do opisania.Przepadam za moimi przyjaciółmi, uwielbiam z nimi spędzać czas,zawsze jest tyle żartów i śmiechu.A póżniej jeszcze dołączył mój brat z rodzinką i już nic do szczęścia nie było mi trzeba...
Poszliśmy razem raz jeszcze do parku  do fontanny Jasia i Małgosi i poszliśmy posluchać koncertu folklorystycznego pałuk.To było śmieszne,bo na scenie śpiewał zespół bardzo tropikalny.Piosenkarze o karnacji bardzo brązowej i piosenki byly bardzo wakacyjne, ,,Waka,Waka'' itp. Super.
Rozstaliśmy się o 21.oo .Część gości wyjechała nie co wczesniej ,szkoda.
Póżniej  tuż przed powrotem do domu odwiedził mnie jeszcze raz Sparrow ...z narzeczoną.To też był miły wieczór,spacer niemalże nocny .
Księżniczka i jej rydwan .

poniedziałek, 8 lipca 2013

Podsumowanie

Postaram się to wszystko podsumować,choć to nie łatwe bo moje serce wspomina już wczorajszą wycieczkę,która rewelacyjnie się udała...
Ale wracajmy do Ciechocinka i sanatorium Wrzos.
1]JEDZENIE- jesli  masz problemów z żołądkiem
[tz nadkwasote itp] to może być problem,ja nie wszystko mogłam jeść,czasem jedzenie było mocno przyprawione pieprzem,bywało pierne.Ale ogólnie jedzenie jest ok,zupki dla zwykłego zjadacza dobre ,porcje nie za duże,
czasem za małe [jak niepozorna garstka  frytek].Jednak jeśli masz ochotę na frytki idziesz w miasto i cześć .
Jesli jest pogoda w czasie turnusu sa organizowane 4 potańcówki ;2 na 1 tydzień.Można iść na balety do innych sanatoriów. W Ciechocinku otworzono weekendowe kino i są 2 seanse,to też jest jakaś alternatywa.
We Wrzosnie sa przeważnie 4 zabiegi na dzień. Minusem może być opieka  pielęgniarek a raczej jej ich brak , powinny być codziennie  by wrazie czego pomagać,a  w rzeczywistości nie zawsze są . Co znam z opowiadań. Doktor nie robi badań na dzień dobry,tylko pyta co chcesz i ewentualnie coś tam sugeruje. Więc jesli masz żylaki ,to z góry trzeba nie chcieć gorącej borowny lub trzeba pamiętać i samemu wszystko powiedzieć na co się choruje. Trzeba o wszystkim pamiętać.
Kiedy sie jedzie do sanatorium nie można sobie zaklepac pokoju co jest denerwujące,tz numeru.Ale jeśli jesteś na wózku trzeba powiedzieć,że chce sie pokój dla wózkwicza [jeśli jedzie się z kimś to dla 2 osób] na parterze w hotelu głównym...
Jak  mi się coś przypomni to jeszcze dopiszę,a tym czasem to tyle o warunkach w sanatrium.

Sam pobyt był ok,bez żadnych ekzcytacji [do czasu],no bo czy to możliwe przy 5 razie? Choć tym razem było kilka miłych niespodzianek.Miasto dostało kasę z unii i zainwestowało .Ciechocinek wypiękniał i miejsca które znałam z poprzedniesz szaty nieco się zmieniły.Na duży plus.
W Ciechocinku brak młodzieży niepełnosprawnej.Może i jeżdzą ale niezmiernie trudno ich spotkać na ulicach. Nie widać jej,ale to dla tego że żadko kto chce tam przyjechać,niezasłużenie nosi miano kurortu dla emerytów. Do puki sami nie zechcecie tam przyjeżdzać nic się nie zmieni.A jest gdzie spacerować,nawet  urządzać wyścigi na na wózkach jakby ktoś bardzo chciał ,jest gdzie iść na lody,pizze,ciacho  itp

Dla rozrywki starałam się odwiedzać wiewiórki.Jest ich tam mnóstwo i cieszą oko. Dostałam od jednego kuracjusza całą paczkę laskowych orzechów i chodziłam wołając basiabasiabasiabasia .I miałam jedną/jednego ulubieńca który zaraz zbiegał z drzewa.Ochrzciłam wiewiórkę Basią [a jakże inaczej],była przesłodka i owiele śmielsza od reszty gromadki.Zaczełam nawet gadać po ich,co moją Baśkę chyba intrygowało.

 Główna ścieżka jest wykostkowana.




Milusia prawda?



czwartek, 4 lipca 2013

Ciechocinek cz.2

 Deptak w Ciechocinku jest 3 częściowy. To jest część druga.
Na pierwszej znajduje się  kawiarnia Aleksandria, która
wygląda jak domek secesyjny.To moj ulubiony budynek,no jeden z dwóch.

 Tak wyglada wieczorowa pora .
Fontanna zmienia podswietlenie na rózne kolory, 
żółty,turkus,fiolet,czerwień  itp.

 Woda w fontannie rośnie i się obniża. 
Wszystko jest miłe dla oka.

 Dużo tam ,,szpaków'' ,choć ja mam wątpliwość czy to faktycznie 
te ptaki.Szpaki mają widoczne plamki na skrzydłach a te ptaszki były całe czarne,
choć dzioby miały jasne,żółtawe.Te ptaszorki pięknie śpiewają.
Przyjemność dla ucha ,ale i potrafią zaskoczyć swoim śpiewem 
o 2.30 w nocy!

 Park zdrojowy ;zmodernizowany, odświerzony ze zaskakującymi
zmyslnymi ozdobami jak rynienkowe ścieżki wody.
Uciecha dla dzieci.

 Słynne czarne łabędzie.Pewnego popołudnia pan łabędz
pomagał łabędzicy w przesuwaniu gniazda bardziej w cień.
On dziobem rozbierał gniazdo a ona siedząc i nie ruszając
się z miejsca układała to co on przeżucał.
Łabędzie łączą się w pary na całe życie.

 Nad tężniami krajobraz bardzo się zmienił .
Naliczyłam się 5ciu fontann ,które nocą zmieniają kolory.
Myślę,że jest ich tam o wiele więcej,bo nie doszłam 
do tej drugiej i trzeciej tężni,niestety.
Tu na zdjęciu widać mgiełki wody, fajny efekt.

Niestety nie udało mi się zrobić więcej zdjęć,
ale z drugiej strony jeśli wybierzecie się 
do sanatorium w Ciechocinku 
będziecie mieli co odkrywać .
Warto tam pojechać,bo jest mało stromych krawężników,
jest gdzie pojeżdzić wózkami,nawet poszaleć,bo tłoku nie ma.
Warto umówić się z przyjaciółmi ,wybrać jeden ośrodek 
i pojechać razem.Wtedy i towarzystwo nam dopisze 
i wakacje się na pewno udadzą.

środa, 3 lipca 2013

Sanatorium Wrzos

 Dziś wróciłam z sanatorium Wrzos.
To był mój piąty tam pobyt.Tym razem pojechałam
na prożbę  mojej mamy. Osrodek jest położony w fajnej lokalizacji.
Wszędzie od niego jest blisko i do parku ,ktory jest po drugiej stronie ulicy
i do deptaku do którego idzie się po prostej i do tężni ,sklepów ,koscioła.
Mój pokój 119 miał dosyć wąskie wejście,tz korytarzyk i wieżdzanie elektrycznym wozkiem
było prawie na sytk. To duży minus.

 Łazienka jest dosyć duża.Po drugiej stronie we wnęce
jest prysznic.Do ściany jest przykręcony stołeczek prysznicowy.
Jednak nie ma on podłokietników.W pokoju pod biukiem stał kolejny
prysznicowy taborecik.Pod prysznic można podjechać wózkiem.
 Pokój 120  jest znacznie obszerniejszy i jaśniejszy niż był nasz 119.
I chyba łatwiej byłoby do niego wiechać
 Nasza ulubiona winda.Są dwie.Ja wolę tą która znajduje 
się w drugim skrzydle ośrodka.Jest obszerniejsza i nie trzeba 
dużo czasu na nią wyczekiwać.

 Tu widać windę,której nie lubię.A za moimi plecami prowadzi korytarz
do tej fajnej.
Przez te okna widać fajne patio na którym w ładną pogodę
są potańcówki.[Ktoś wysłuchał moich myśli i zrobił tam piękne miejsce
z parasolami i potancówkami,bo to mój pomysł z przed 5 lat]
 Stołowka.Stoliki po prawej są za małe na 4 osoby ,
mogłyby być większe.I na 100% wózkiem elektrycznym się nie podjedzie
by wygodnie zjeść.Przynajmniej nie każdym modelem.

 Patio i okna stołówki.
 Można kupić lody i piwko.Nie widać tu zaopatrzeniówki,
jest bardziej na lewo,nie zmieściła się w kadrze.

 A tu rotunda.Bardzo fajne miejsce.

 Po prawej zjazd ,po lewej schody.

Opowieści o Ciechocinku 
ciąg daszy nastąpi...

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Tak by było wiadomo

Znam takiego gościa którego nazywam tu Sparrow ,nie chodzi tu jednak o pirata Sparrowa którego znamy z filmów kinowych. Nik jest dosłowny,chodzi o przesympatycznego zwierza ,które nie umie,a raczej niezbyt lubi  usiedzieć na miejscu i fruwa tu i tam.Tam gdzie są przyjaciele ,lub tam gdzie jest coś interesującego... Ma przesympatyczny dziób i nie da się go nie lubić.

sobota, 15 czerwca 2013

Wyjazdów to czas

Za 4 dni wyjeżdzam do sanatorium.Nie ma we mnie podekscytowania ani tego co bylo zawsze kiedyś,jednak cieszę się że oderwę się od swojego domu  ,od miejscowości i od innych rzeczy... Byle zdrowie dopisało. Ma być gorąco więc będzie dużo czasu na spacery. Na przewietrzenie głowy.Czasem ktoś mnie odwiedzi i będzie super... Jakoś to pakowanie mnie stresuje troszkę,by o niczym nie zapomieć...A zatem do usłyszenia w lipcu.

A tak swoją drogą ,udało mi się kupić butki. Pisałam o tym wcześniej ,że nie mam jak jechać itp.Po te czerwone byłam w Inowrocławiu z przyjaciółmi .A niebieskie kupiła mi Migreti. To zabawna historia.W całej Bydgoszczy nie było ani niebieskiego  koloru ani już mojego rozmiaru ,więc Migreti  ruszyła swoje kontakty i poprosiła znajomych z Torunia by kupli dla mnie te niebieściusie.Bardzo się cieszę.Butki niespodziewanie dostałam w prezencie. 


 M.bardzo ale to bardzo Ci za balerinki dziękuję. 

wtorek, 4 czerwca 2013

Niespodziewany gość

Dziś niespodziewanie przybył do mnie gość za oceanu.
Zaskoczona byłam totalnie.No bo niby skąd  przybyła do mnie paczka,paczka za którą nie płaciłam, nic przecież nie zamawiałam? ...a jednak paczuszka leŻała na stole. A w środku był on .Z tak daleka przybył i 
wyjrzał nieśmiało  ze swojego uroczego niebieskiego pudełeczka. Puszysty milusi miś,choć one misiami wcale nie są.
 ***



 Uroczy upominek od serdecznej kolezanki ,
która niedawno miała tą przyjemność
odwiedzić Australię.

Co potrzebują Koale do życia?
Eukaliptusa.
Moj musi wyżyć na olejku eukaliptusowym ,
który kupiłam kilka dni temu hi hi.

THE AND

***

piątek, 31 maja 2013

Mojej Florci

Jak dobrze móc mieć kogoś bliskiego,
takiego jak Ty,
kto uśmiechnie się,pomoże
otworzy na ościerz świata drzwi
Poprowadzi za rękę , porozmawia
opowie co słychać tu i tam
Gdy trzeba otrze  łzy
i powie kocham Cię.

Florciu dziękuję,że jesteś xxx.


wtorek, 28 maja 2013

Szkoda troszke

Nie było mnie tam,gdzie było wielu.Wiedziałam od początku,że nie mam na co liczyć ,że owe możliwości się znajdą. Ale chciałam być tam,by poznać takich jak ja ,podobnych do mnie ,spotkać tych z którymi piszę i znów spotkać Aśkę.Niestety,nie można mieć wszystkiego...Mam za to inne atrakcje.
Lek na SMA to i tak nie dla mnie,już zapóżno..., dieta, no cóż to co zdrowe nie zawsze jest smaczne. Żyję już tyle lat ,pewne rzeczy są już jakoś poza mną.Sprzęt który pokazywano na zjeżdzie do tanich i dostępnych nie należał ,więc i tak oblizałabym się smakiem... Jedynym moim pocieszeniem [marnym bo lepiej by każdy z SMA mógł tam być ] jest fakt ,że nie byłam jedyną która tam nie pojechała...
Nie było mnie tam,miódu i wina nie  piłam.Może kiedys.

piątek, 24 maja 2013

Piąteczek

Mój ubiegły piątek też był bardzo fajny.Uwielbiam przebywać na świerzym powietrzu .Poszłyśmy na zwyczajny spacer po mieście.U nas coraz więcej ładnych miejsc,tz odrestaurowanych ,zmodernizowanych .Nie wziełam aparatu bo sobie pomyślałam,że dziewczyny mnie wyśmieją,że go znów targam a tym czasem były mocno zawiedzione,więc teraz już zawsze,zawsze będę brać go ze sobą.Chociażby  można sfotografować stateczek na noteci czy sroke latającą na brzegu rzeki. Zawsze można coś fajnego znaleść i pstryknąć. A jak nie ,to aparacik jeść nie woła.
Teoretycznie spacer miał być 3 godzinny ,ale przedłużył się do 7 godzin.Tak mnie te dwa dni poza domem naładowały,że do dziś jakoś nie jest mi żal,że nie mogę wyjść . Głównie z powodu pogody.
W poniedziałek Florcia zabiera mnie do fryzjerki .Już nie mogę się doczekać mej metamorfozy. :-)
Te pierwsze promienie majowego słońca mocno mnie opaliły.

sobota, 18 maja 2013

Jak dziecko.

Taka właśnie byłam przedwczoraj.Cieszyłam się na ten nasz wspólny pierwszy po zimię wypad  jak dziecko.Nosiło mnie psychicznie,gdybym chodziła ,chyba bym skakała. 
Było tak sympatycznie i wesoło.I wszystko mnie cieszyło. 
Poszliśmy na solanki . Pewnie nie wiecie że  na tężniach należy siedzieć  i wdychać jod od 15 minut do 30 maksymalnie. Nie więcej. 
A więc poszliśmy .Od jakiegoś czasu [ od 2 lat] chciało mi się usiąść na ławce.Tak po prostu ,posiedzieć jak każdy człowiek i pooglądać świat z perspektywy  ławeczki. A że silny mężczyzna był z nami ,to postanowiłam się ,,nie szczypać'' i poprosiłam o to.No i siedziałam.Jakie to było przyjemne.Czy wy sprawni potraficie dostrzec przyjemność z siedzenia na ławeczce? Czy potraficie z tego czerpać radość ? Wiem,że to trudne jak takie rzeczy ma się na codzień.Człowiek chodzący ma tyle możliwości,może czerpać radość z tylu na pozur prostych rzeczy...
Póżniej pojechaliśmy do galerii handlowej i tam Heecha dostała oczopląsu.Te kolory ,moje kochane turkusy,niebieskości , szkoda [ale tylko taka malucieńka] ,że nie mogłam wejść do ciuszków,ale odbijemy to sobie następnym razem.Moim celem  było zakupić jakieś balerinki.Półtorej godziny na pochodzenie po sklepach to jest bardzo mało a i burczało nam w brzuszkach ,więc jeszcze mieliśmy zamiar coś zjeść. 
Butki udało mi się kupić.Moi kochani tak fantastycznie mi pomagali i doradzali,niestety nie było za dużo butów w moim rozmiarze,bo jest on rozchwytywany i szybko znika z pułek. W sklepie kupiłam balerinki w kolorze pomarańczowym ,ale w domu okazały się ciemno koralowe.To niesamowite jak to światło w sklepach oszukuje. Oczywiście obuwie mi się podoba i jestem z niego bardzo zadowolona. 
Nasz przyjaciel wyczarował zniżkowe kupony na jedzonko i mieliśmy wypasik za małą mamonę. Te popołudnie i wieczór był fantastyczny aczkolwiek krótki,bo zawsze jest go za mało gdy spędza się go z ukochanymi osobami. Wróciliśmy koło 22.00 zmęczeni ale szczęśliwi.


sobota, 11 maja 2013

U mnie to różnie

Często odbijam się ze ściany o ścianę o różnych barwach i odcieniach ,od bieli do szarości i czerni.
I czasem ,,Czasem mam taką ochotę wyjechać gdzieś i uciec od tej codzienności ,z nadzieją 
że tam będzie lepiej. ''
W ostatnich dniach czy tygodniach nie chcę ,,wyjezdzać'' ,lecz ta sentencja nie jest mi obca i takie 
odczucia mniewam. Przedwczoraj odkryłam piosenkę przystojnego Bednarka ,która jest jakby
 przeciwną odpowiedziom na powyższą sentencję.

I tak na marginesie,nie jest tak ,że nie doceniam to co mam. ;-)

środa, 8 maja 2013

Tak po prostu

Tęsknię... ,ale im bardziej mi tęskno ,tym bardziej nie potrafię się odezwać . Czy to ma sens ? Masz swój świat,swoje życie .Wiem ,że jest i dla mnie w nim miejsce ,malutki kawałeczek Twego serca... a mimo to ,tak trudno chwycić za telefon .

wtorek, 7 maja 2013

Męski ród

Od 2010 roku poznaję miłych mężczyzn.Wcześniej ich po prostu nie było w moim życiu, nie miałam dalszych czy bliskich kumpli ,takich z którymi często  czy czasem aczkolwiek regularnie bym rozmawiała. Żyłam w otoczeniu babińca; koleżanek,bliższych i dalszych ,starszych i młodszych oraz całkiem dojrzałych.A teraz poznaję dobrych,opiekuńczych,serdecznych i pomocnych mężczyzn .Jeszcze tacy są, naprawdę są!  Fajnie,że kilku takich mam szczęście znać  i że  mogę z  nimi rozmawiać.Oby tak dalej ;-)

poniedziałek, 6 maja 2013

,,Kwiatek''

Usiadła na ławeczce w parku o poranku czekając na ,,kwiatek''.Siadła na  chłodnej pustej ławce wilgotnej od porannej rosy. Czekała na jeden ,, kwiat '' podarowany choć z ciekawości ,z fascynacji chwilą.Patrzyła jak w słońcu los uśmiecha się do  innych. Obarowanych  z tęsknoty , miłości. A czasem po prostu z namiętności. Bukiety pocałunków delikatnych jak płatki kwiatów lub namiętnych jak cała feria barw .

sobota, 4 maja 2013

Majówka

Dawno mnie tu nie było.Co u mnie? Trochę działam artystycznie mimo słabej kondycji fizycznej. Siedzę na siłę.Po tym miesięcznym leżeniu ,kość udowa daje mi do wiwatu. Za długo nie mogę posiedzieć,bo po 2 godzinkach boli mnie lewy pułdupek lub drentwieje mi noga. I najgorsze jest ,że siedzenie na poduszcze przeciwodleżynowej nic nie pomaga.Boli i już. Plus jeszcze jest taki,że siedząc na wózku nic mnie nie boli. Ale na wózku nie siedzę przy stole gdy coś robię,bo mi niewygodnie.Jednak wolę tak niż na odwrót. Bo w końcu niedługo wybiorę się na dłuższy spacer.Długaśny.
Ale ja nie o tym chciałam...
W piątek 3 maja spędziłam niemal caluchny dzień z moją kochaną psiapsiółką.To niesamowite gdy spędza się dzień z osobą którą się bardzo lubi [ lub uwielbia,jak to jest w moim przypadku] to czas tak szybko mija. Spędziłyśmy razem 7 godzin,a i tak było mi mało. 
Gawędziłysmy sobie,oglądałyśmy film i pałaszowałysmy lody. Było naprawdę super.
Nie byłabym sobą gdybym nie wspomiała o A. ,[rehabilitantce z wentylacji domowej] która pozyczyła mi filmy ze swojej filmoteki. Dzięki niej obejrzałyśmy fajny film...
Zazwyczaj wieczorami bywam przygaszona dzis jestem ...szczęśliwa.Nie może wielce radosna,ale zadowolona i wdzięczna. 

środa, 24 kwietnia 2013

Radość

Dziś wstałam po południu,choć trochę martwiłam się o nogi.Co mama sadzała mnie sobie na kolanach to stopy i nogi zaczynały mnie niemiłosiernie kłuć i swędzieć,tak bardzo,że trudno to było wytrzymać.Tak jakoś dziwnie drętwiały mi .Gdy usiadłam czułam,że coś się z nimi dzieje i modliłam się w duchu by się to ,,rozeszło po kościach '' i na szczęście tak się stało. Z wielką radością zabrałam się do pracy. I wsiąkłam na 3 godziny i 20 minut...
Jak cudownie,że mogę robić to co dawniej i że będę mogła ruszyć się w końcu z domu.Dokładnie miesiąc byłam przykuta do łóżka.Biorę lek na zawroty głowy , na dokrwienie mózgu.Fajnie by było móc odstawić go kiedyś ,bo lek nie jest obojętny dla mojego żołądka. Jednak chyba zabraknie mi odwagi na ten czyn w najbliższych miesiącach i sprawdzenie czy zawroty samoistnie zniknęły,czy jednak są  .

wtorek, 23 kwietnia 2013

JUPIII !

Muszę się z Wami podzielić moją radością . Dziś pierwszy raz usiadłam ! Całe 20 minut siedziałam jupiii. Pierwszy raz po miesięcznej przerwie! Mam nadzieję,że to już zapowiedż normalności. Może niedługo pujdę na pierwszy spacer ? Życzyłabym sobie tego.