środa, 23 grudnia 2015

Otrzepałam się i życzę

I znów jakoś idę do przodu.
Do następnego razu...
Czemu ja tak piszę środkiem??
....
Aha ,już wiem...
Idą święta i o Was pamiętam[brzmi mi w głowie Kot]
Jutro Wigilia
więc życzę Wam moi czytelnicy
by były miłe,nie kłóćcie się przy stole
nie przepychajcie się łokciami kto pierwszy do karpia 
w galarecie...
Patrzcie sobie w oczy z miłością,szacunkiem ,radością.
Nie poganiajcie by szybko szybko jedli,
bo świerzbi was by otworzyć prezent...
Napawajcie się atmosferą,
bo nie wiadomo czy za rok uda Wam się usiąść
do wigilii w tym samym składzie...
Niech te Boże Narodzenie 
będzie jak z filmów z kominkiem,
kubkiem gorącej czekolady,
niech będą błogie,nigdzie się nie śpieszcie.
A w Nowym Roku
by Wam było 
dostatnio,bez zmartwień,bez łez.
Życzę ja
Heecha
 

piątek, 18 grudnia 2015

Boże czemu wyrywasz mi serce.

Ciągle czekam na ciebie,myślę sobie czy ten nieznajomy ,to może w końcu  ty.Ten wyczytany z ręki i z kart pasjansa... tak ,chciałabym byś był prawdziwy a nie iluzją i pragnieniem,tylko moim pragnieniem.
Chcę czuć to co czułam kiedyś,chcę motylki w brzuchu,chcę czuć się piękna i kochana. I akceptowana taka jaka jestem... Chcę by ktoś trzymał mnie za ręce ,sprzeczał się,dyskutował i ocierał łzy gdy trzeba...przytulał  Chcę czuć,że mogę przenosić góry,że moje życie ma sens.
Teraz czuję tylko szarą prozę życia,bolesną jak papier ścierny.Trze i trze mnie nie ustanie i powoduje nieustanny nieznośny ból...nie cieszą mnie rzeczy,choć ludzie i ja sama chcę sobie sprawić nimi radość.
Już nic nie kupuję i już nic nie chcę. Patrzę na różne rzeczy i nic nie czuję.
Idą święta i pierwszy raz nie obchodzi mnie ,że jak zwykle jest bałagan większy niż w ciągu roku,że mama żle się czuje ,że głównie śpi,że drugi dzień świat spędzę samotnie przed tv lub komputerem,bo mama ze zmęczenia i stresu padnie jak w ubiegłych latach .Tak bardzo co roku chciałam iść na święta do kościoła,ale co planowałam,co znalazł się ktoś co by chciał pomóc wyjść,to ja byłam chora. Teraz niby mogę,ale nie mam z kim i jak i nawet moje serce już nie pragnie i już nie proszę nie planuję...  I Sylwester podobny do świąt ;sama przed tv lub kompem.Póżniej patrzenie w niebo  i o 2 spać.Nawet juz nie kupuje od kilku lat szampana,bo co tu świętować.To,że człowiek starszy o rok i że ma coraz mniej sił i nadziei ,i że bliscy chorują i że można zostać samemu ,bo rodzic ma poważne problemy ze zdrowiem...
Nie mam  z kim cieszyć się ,z końca starego roku ,nie mam z kim się bawić;pośmiać  i mieć nadzieje na nowe lepsze jutro...



środa, 16 grudnia 2015

Rozpierducha

Wiesz,czasem płaczę przy Tobie ,a Ty nawet tego nie wiesz... Raz się uśmiecham i się śmieję,ale gdy gasną światła... uciekam. Nikt mnie przecież nie widzi.
*********
Czasem mówią ,to nie dla Ciebie,Ci to niepotrzebne,to nie takie super jak Ci się wydaje...ale jednak oni pragną tego samego i dążą do tego samego czego ty pragniesz... jednak TO nie dla ciebie... 
Twoim powołaniem jest samotność....A WIĘC PYTAM DLACZEGO? WŁAŚNIE JA !
**********
Gdy tak sobie planowałam początek swego końca,dzwonisz do mnie i zapraszasz na pierwsze urodziny swego dziecka. I wszystko mi psujesz... bo nie wiesz ,że bardzo tego chciałam.Po cichutku było mi smutno,bo chciałam być ciocią i należeć do rodziny...Twojej rodziny,być,choć maleńką jego częścią...może trochę na siłę,bo przecież Ty tak mnie nie potrzebujesz jak ja Ciebie... Psujesz ,bo muszę żyć jeszcze trochę. Zmuszasz mnie do chęci życia,do planowania, do dbania o siebie,dla niego,dla szkraba...
Chcę zminimalizować swój świat,znów pozbyć się tego co mnie nie cieszy,co ogranicza ,ale to takie trudne pozbyć się przeszłości,wspomnień zaklętych w przedmiotach,książkach,pocztówkach i innych... czasem w nich zaklęte jest poczucie winy....Zminimalizować go do tego stopnia,że gdy już sobie pójdę,nikt nie będzie miał kłopotu z moimi szwargałami...Napiszę co komu dać,co ewentualnie sprzedać....i wyrzucić.
Nie cieszą już mnie rzeczy...teraz rozumiem mamę...

Chciałabym tej odrobiny normalności,ładu,porządku, ładnych ścian,nie obdartych tapet ...dziur w ścianie...ścian w kolorze który lubię... Mieć młodsze meble od siebie... taki żyrandol jak ja chcę ,a nie taki jak ktoś mi kupi byle najtańszy... Chciałabym odrobiny normalności,nie luksusu... ale tyle by nie wstydzić się wpuszczać ludzi do domu... ale lepiej już nie będzie...
Tylko gorzej jak co roku...
**********




Jusz nie udzwignę...

Oglądałam ostatnio takie rekolekcje ,które w jednym z tematów było o tym jak zły czyha by tylko nam przyp... odpowiedniej chwili,chwili naszej słabości tam gdzie nas boli najbardziej...naszła ta chwila u mnie...
Czułam ,że to nastąpi,jakiś czas temu o tym myślałam ,bałam się tego i bardzo chciałam byle nie przed świętami ...i stało się...teraz...
Ale ja już więcej nie zniosę ,naprawdę nie mogę.
Zrobię porządek i się pożegnam....
Tak strasznie boli  ,gdy potrzebujesz przytulenia ,potrzymania za rękę,bliskości a wiesz ,że nigdy to nie nastąpi....

piątek, 27 listopada 2015

Sen

Miałam wczoraj sen...sen o moich uczuciach i odczuciach i ostatnich rozterkach...w sumie nie wiem po co on był,przecież nie trzeba mi pokazywać co czuję i jak jest,przecież to wiem.
Śnił mi się pies, to był Hovawart. Dziwne śnić o rasie której się nie zna i znajduję się  ją i poznaje przez google...
Był biały,a raczej jasno biszkoptowy.
Szłam z dwoma osobami do kogoś kto miał tego psa. Ta jedna osoba [to był chłopak] bal się  wejść.Wiec mu mowie,ze trzeba być pewnym siebie to pies nie atakuje. Ja i mój przyjaciel weszliśmy na posesje bez spinki.[Tego wstępu nie bardzo rozumiem,chyba byłby zbędny]
Siedzimy w pokoju .Ja na wózku przyjaciel przede mną od lewej strony na krześle a koło mnie ten pies.Najpierw z lewej a póżniej od przodu siedział.Tylko ze ten pies był poraniony.Na pysku głowie i gdzieś na łapie nie miał włosów. Był jakby poparzony,lub raczej miał wyrwane włosy,ale tam gdzie nie miał sierści skóra była biała ,zdrowa.Miejsca braku sierści były duże. Pies patrzył się na mnie,a ja zaczęłam czuć się nieswojo ,zaczęłam się jakby bać reakcji psa.Najpierw chciałam go pogłaskać a póżniej niepokój narastał . Aż w końcu się odepchnęłam i odjechałam na pół metra od psa i ... I wtem przyjaciel odepchnął się [pies znikł ] i podjechał  na krześle na kołkach na którym siedział [co przedtem nie dostrzegałam]  i był zaraz koło mnie blisko.Teraz już z prawej strony...
Większość rozumiem z tego snu,cały jego sens . On opowiada o moich relacjach z bliska mi osoba.Pies to symbol przyjażni. Nawet tą sierść rozumiem...Jak to mózg sobie przetwarza ...niesamowite...

środa, 25 listopada 2015

Mysli nieuczesane...

Nie blagam,bo to nie w mej naturze...
Uslyszalam...
i zaraz,przepraszam nie tak jak myslisz,
...
Nie , nie myslalam tak wcale a wcale...
Chciałabym usłyszeć
KOCHAM CIĘ
bez ale,bez tlumaczen,bez obaw
co pomysle...
po prostu tak ufnie...


poniedziałek, 16 listopada 2015

Oddech...

Momentami czuję się jakbym tonęła i wynurzała sie z wody z wielkim trudem by zaczerpnąć powietrza...
powtarzam sobie,nie myśl ,nie przetwarzaj,nie pragnij,nie tęsknij...nie...
Niby znalazłam patent ,żeby to oswoić,niby to dobrze,jest spokój ,ale to cisza przed burzą...
Nie radzę sobie z kontaktami z ludzkimi,jestem nierozumiana ,kolezanki czuja się zranione a ja tego nie widzę. Wydaje mi się,ze postepuje dobrze...Staram być się być delikatna ,ale wychodzi na to ,że brak mi tej wrazliwosci, delikatnosci ...zgubilam ja gdzies po trodze swoich problemow nawarstwiajacych sie od lat...
Wiec cisza przed burza....tonę...
Ale nie mam juz sil by rozpaczac ,jest jak jest ,jest co ma byc...
 

niedziela, 1 listopada 2015

1 listopada

Dziś Dzień wszystkich Świętych...tak dużo chciałam napisać ,ale gdzieś moja wena  uleciała. Szkoda ,bo to co chciałam napisać wiązało się z moimi ostatnimi trudnymi tygodniami ,chciałam podsumować ten czas,taka refleksja nad życiem miała być...
Nie poszłam na groby,chyba nigdy we wszystkich świętych nie byłam na grobach.Zazwyczaj chorowałam,albo byłam osłabiona. Już sama nie wiem,czy powinnam tam być czy nie.W końcu moja siostra nie mieszka w grobie...myślę nawet ,że nie ma tam nawet jej skrawka ciała...Dziadek i babcia też tam nie mieszkają...Babcia ma domek z białym płotkiem i pięknym ogrodem tak jak zawsze chciała i rosną w nim bujany...Zapewne przychodzą na swoje groby...bo ich myślami przywołujemy...podobno te lampki i światełka są dla nich ważne;dla dusz . Na cmentarzu nagrobek to tylko symbol ,że kiedyś ktoś taki żył...Ważniejsza jest modlitwa ...
Nie jestem zwolenniczką cmentarza i nie rozumiem tych codziennych odwiedzin grobów .Mam sąsiadki,które dzień w dzień tam chodzą.Żeby chociaż ci mężowie byli jeszcze  kochający...Wiem,po śmierci wszystko się wybacza...
Ja bym chciała  żeby ze mnie wykiełkowało życie.Taki jest patent ,by ze zmarłych wyrastały drzewa...Patrzcie jakie piękne lasy by były...Parki przyrody.Każdy by był drzewem,żyłoby po nim wspomnienie,namacalne ... Czy to nie romantyczna śmierć? I istnienie po niej tu na ziemi? Dająca innym jeszcze coś z siebie ...tlen,cień, spacer po lesie, runo leśne,dom ptakom,owadom itp ...  A nie ciężkie szare nagrobki ,zabierające połacie ziemi...

Zostawiam Wam piękną muzykę,
bardzo trafną na te refleksyjne piękne dni ,
autor Yiruma


niedziela, 18 października 2015

Zawsze...

Gdy było lato i wszyscy gdzieś jechali,też chciałam wyjechać.Zrobić coś szalonego,odważnego ,odpocząć i trochę, uciec.Ale ilekroć próbuje uciekać to ,to przed czym uciekam mnie dogania, gdziekolwiek jestem.
Ciągle stykam się z niepełnosprawnymi którzy ślubują lub mają zamiar..Poznaję takie osoby ,dlaczego ? Po co mi to... Ten temat jest dla mnie ostatnimi czasy trudny...Mam taką koleżankę,którą była najmłodsza z rodzeństwa.Gdy ją poznałam była 6-7 letnią trzpiotką,dużo dużo młodszą od swoich sióstr.Teraz ta trzpiotka ma synka .W wieku w którym ją poznałam. Czas mija ,nieubłaganie. Świat się kręci,mój jakby w żółwim tempie. Biegnę po bieżni ,noc zmienia się z dniem...jakaś wycieczka,raz na 5 lat kino ,ale w zasadzie nic konkretnego,nic co by ....nawet nie wiem jak to określić. Przyjemne to sprawy,przygody,wyjazd z  przyjaciółmi ,wyjścia i jestem za to bardzo wdzięczna ,ale czekam na BUM! ,na to co czekam od ...powiedzmy 15go roku życia.Najpierw czeka się na motylki w brzuchu ,zauroczenie ,młodzieńcze uczucie . Póżniej czeka się jeszcze z nadzieją,że przyjdzie to,to uczucie,gdy będziemy się dojrzalszym i że na to będzie jeszcze czas,czas bardziej odpowiedni .A czas mija i nie przychodzi. A nie staję się młodsza ,ani ładniejsza,sprawniejsza.Wiem,wiem powiecie ,że kobiety bardzo niepełnosprawne nie znajdą drugiej połówki,ale ja znam takie właśnie co maja drugie połówki.
Więc czego mi brakuje? Doszłam do wniosku,że jestem mdła i nijaka... Nie kłótliwa ,tylko stonowana,cicha ,skromna [powiedzmy] ,czyli nijaka. Faceci lubią inne. I wiem dokładnie jakie.Dobrą jestem obserwatorką...bardzo dobrą.
Jutro poniedziałek ,żałuję ,bo muszę.Co muszę?Wszystko? A ja nie chcę niczego.
Muszę wymyślić prezent dla dziecka i mamy.Choć ich kocham ,na nic nie umiem się zdecydować. Pustka w głowie,a nigdy tak nie miałam .Jest dużo pięknych rzeczy tylko pieniędzy brak. Zawsze miałam głowę pełną  pomysłów...byłam zdecydowana co chcę... Teraz wiem jedno chcę płakać,ale nie mogę...

czwartek, 15 października 2015

Zmęczona

Nie mam sił na nic...starałam się popracować na leżąco.Tyle o ile.Nie mam sił nawet by jeść,Głowa nawet na leżąco mi opada...Nie czuję nic,nie jestem zmartwiona, będzie co ma być...Pustka,totalna obojętność. Gdyby ktoś mi powiedział dziś,że jestem bardzo chora i muszę iść do szpitala tez bym nic nie poczuła. Tylko tą pustkę,którą czuję. Po co to wszystko? Po co ten teatr i spektakl z naszym,moim udziałem?? Ja już nie chcę w nim grać,chcę zejść ze sceny... Kiepska obsada w roli głównej... Monotonia i mało wartkiej akcji...może sporo nieznośnej tragedii ...
Tyle chciałam zrobić przez te marne me życie,ale nic nie zdołałam,nic nie osiągnęłam dzięki sobie samej.Coraz mniej sił i chęci by walczyć z wiatrakami,bo ileż można??????? Walczyć i przegrywać...
Już się myśli,że może jednak coś się zmieni,że  może i mi się wreszcie uda,że uśmiechnie się los. I gdy wierzę w siebie i zaczynam siebie lubić,znów dostaję kopa,który stawia mnie ,,do pionu'' i mówi,że wcale tak nie jest. I już nie patrzę w lustro[nie znoszę lustra] i  już nie dbam o nic ,bo nie mam dla kogo...Nie ma motywacji  .Bo jaki jest sens wysilać się jak nikomu nie jest się potrzebnym...Nie jest się dla nikogo ważnym... Oprócz naszej matki. Kocham Cię Mamo,ale mi to już nie wystarcza....

poniedziałek, 12 października 2015

Przeżyłam

...ale jakbym trochę umarła. Byłam.00.10. Byłam ,bo nie chciałam być gorsza od innych,nie chciałam by mnie coś ominęło,bo zrobiłam to dla niego...i może trochę dla siebie...W kościele miałam kryzys.Usłyszałam tą piękną pieśń i powtarzałam sobie ,nie słuchaj słów,nie słuchaj słów. Opanowałam się i nie słuchałam...Było pięknie.Miejsce w stylu chic vintage,tak jak lubię...Sama gdybym ....zresztą nieważne...
Czułam się dobrze,byłam ,wiec chciałam wyciągnąć z imprezy tyle ile się dało.Wszyscy tacy piękni,tylko ja jakaś taka wymięta...Tańczyć ile się da...na pożegnanie...
Teraz nie muszę się starać,spinać. Teraz mogę czuć co,chcę i czego nie chcę. Zamknę się w swoim pudełeczku,małym i bezpiecznym. Bo po co się otwierać jak i tak zawsze kończy się tym samym...Chcę być sama.W swoim świecie bez uniesień,bez żaru, bez motylków w brzuchu...bez ekscytujących zmian które w radosny i pozytywny sposób zmieniają nasz osobisty mały świat. Które pozwalają uwierzyć,że coś jesteśmy warci ,potrzebni ,że nasze istnienie ma sens.Wydarzenia które podnoszą na duchu i odczuwamy radość...W moim życiu tego nie ma,nie będzie...nie chcę by było,jeśli nie potrafią u mnie zagościć na prawdę i potraktować mnie na poważnie.To nie chcę...Nie potrzebuję złudzeń ,omamów.Nie chcę by los sobie ze mnie drwił. Mówił mi los\: To dla ciebie,a pożniej z drwiącym uśmieszkiem  ,,słyszeć''  żartowałem.

czwartek, 24 września 2015

Nic nie wiem

To dla mnie taki nerwowy czas...nie mój ślub...nie moje wesele ,a jednak nerwy mam duże.
To moje uczestnictwo w tej uroczystości jest  ważne dlatego,że po 1 ] więcej już nie będzie.
To ostatnia osoba z przyjaciół która ślubuje. Po 2] to bardzo ważna osoba.
Chciałabym dobrze czuć się sama ze sobą , ładnie wyglądać,mieć coś adekwatnego do uroczystości i nie pójść w tym samym w czym byłam u przyjaciółki 2 lata temu. Niestety to jest tak   karkołomny wyczyn,że wręcz niewykonalny. Kiedy nie ma się jak pojechać do centrum handlowego to jest się spalonym na starcie... uroki  mieszkania w pipidówie ...Moja frustracja i gorycz osiągnęła bardzo wysoki pułap.
Próbowałam zamówić bluzkę z allegro,moje pierwsze i chyba ostatnie zamówienie.Pechowe jak cholera.
Zamówiłam  satynową białą ,kosztowała mnie ta zabawa koło 100zl. Czekam i czekam i nic .Jak bluzki nie ma tak nie ma.Odpowiedzi na mojego maila też nie.Najgorsze,że nic z tym nie mogę zrobić,bo mama zawieruszyła przekaz pocztowy,wiec dowodu nie mam ,że dokonałam wpłaty. Pocieszam się,że na szczęście to nie 300-czy 200 zł... Ale zawiedżona i tak jestem.
Wczoraj poprosiłam więc przyjaciółkę M. o kupienie mi bluzki w galerii. Bo czas nieubłaganie biegnie,pędzi i uroczystość zbliża się wielkimi krokami.Dziś M.zapakuje i prześle mi pocztą.
 Muszę prosić osoby trzecie by mi pomagały.To trudne tak fatygować osoby ,o których wiesz,że są bardzo zabiegane...
Oby mi zdrowie i siły dopisały ,bo ostatnio bardzo różnie z tym jest .Jak znam mój ,,fart'' jeszcze  może mi  coś nie miłą niespodziankę wywinąć...
 A chciałabym naprawdę miło spędzić czas na weselu z przyjaciółmi...

piątek, 21 sierpnia 2015

Niestety

****
Ludzie powinni być odpowiedzialni za swoje uczucia
i to jakie mają postępowanie w stosunku do innych.
Nie wiem czy to zupełnie nieświadome,
....



środa, 19 sierpnia 2015

Szaleństwo

Jak dla mnie zrobiłam coś bardzo szalonego,jednak gdyby nie zgoda mamy nic z tego by nie wyszło.
Tego lata nigdzie na turnus rehabilitacyjny nie wyjeżdżałam,z braku funduszy.Lato jednak pogodowo dopisało.
Słońce zaczęło wręcz męczyć i trudno było wytrzymać te 40 stopniowe upały w mieście .Beton niemiłosiernie się nagrzewa. Znajomi zaczęli wyjeżdżać nad morze i przyznam się,że trochę pozazdrościłam.
Pomyślałam... jadę ,też chce.Więc ,jadę do koleżanki ,która zapraszała mnie do siebie i z  którą spotkałam się pierwszy raz w lipcu tego roku. Przedtem kontaktowałyśmy się wyłącznie przez net. W sumie się trochę wprosiłam,zapytałam czy mogę przyjechać na 4 dni.Mogłam. Jedynie co mi zostało,to  namówić mamę i poprosić brata czy mógłby mnie zawieść. Zgodzili się. Miałyśmy na spakowanie się 4 dni,ale było tak upalnie,ze trudno było się zebrać i zrobiliśmy [ mama ]  to na dzień przed wyjazdem.
W dzień wyjazdu jeszcze próbowałam pofarbować włosy ,jak to u nas wszystko na ostatnią chwilę.To było mamine szaleństwo.Niestety pierwszy raz w życiu miałam reakcje alergiczną i musiałam zmyć farbę po 15 minutach. Na szczęście farba załapała.
Do Władysławowa jechaliśmy 4 i pół godziny ,obyło się bez korków,podróż była przyjemna.
U koleżanki byłam 5 dni .Mieszkałam u niej w domu.Bardzo serdecznie i gościnnie nas przyjęto .
To niesamowicie ,że można być tak ciepłym ,sympatycznym i otwartym do osób ,
które się praktycznie nie zna. 
To było dla mnie nowe ,bardzo sympatyczne doświadczenie.  Każdy dzień spędzony z K. oraz B, był sympatyczny ,I te nasze rozmowy i żarty i spacery. Szkoda,że nie dłużej byłyśmy ,bo dopiero pod koniec pobytu zaczęłam orientować się w terenie.
 Naprawdę było to szaleństwo na które nie zdecydowałabym się chociażby rok wcześniej,
to dla  mnie  duży krok
Bardzo odważny .
Byłam ,jestem z siebie dumna.
 A to widok z okna.
 Przelewające się morze w kadrze ,niestety 
zdjęcie robione słabymi rękoma 
i to efekt.
 Budka ze słonecznego patrolu.
 Władysławowo jest rajem hortensji .Są w każdym ogródku.
Na każdym skwerku.
Powrót do domu też był przyjemny i o pół godziny krótszy,
chyba dlatego,że autostradą.
Wracaliśmy w piątkę ,bo mój brat
z rodziną był na jednodniowym pobycie nad morzem 
i podjechali po nas i wróciliśmy razem do domu.

sobota, 25 lipca 2015

Piąteczek

Weekend zaczęłam z przytupem.W końcu pojechaliśmy odwiedzić naszą koleżankę .Wyjazd o 11 .00 ... miał być,jednak była obsuwa  i to ponad półgodzinna .Ja byłam gotowa na czas. Ale przyjaciel jak to on ,a to gadu ,gadu na komórce i tak jakoś zawsze schodzi .Jak to my. Jednak nie spodziewałam się ,że podróż będzie trwać 3 godziny.Poprzednim razem było o godzinę krócej-dam sobie palec uciąć.
Zajechaliśmy wymaglowani ,po mimo otwartych okien.Już mieliśmy dość samochodu i cieszyliśmy się na piesze spacery po mieście.Poszliśmy na rynek na którym był koncert muzyki ludowej.
 Mnóstwo na około było różnych narodowości,
oraz kolorowych pięknych strojów.


Póżniej poszliśmy do parku. Park jest bardzo ciekawy ,duży z kilkoma mostami [nie mostkami] ,trzy duże stawy .Szkoda,że nie zrobiłam zdjęć altanką; przytulnym romantycznym. Naliczyłam cztery.
 Na mapce widać dokładny  plan parku.

 Dużo drzew ,dużo zieleni.Zresztą w całym mieście  jest zielono 
i jest dużo rabat z kwiatami.

 No i baszta.
Miło spędziliśmy razem czas,jednak to co dobre szybko się kończy. Czas było wracać.Droga powrotna okazała się dla mnie  bardzo trudna. Bałam się tego gdy o tym wcześniej  myślałam,że może się zdarzyć i bardzo nie chciałam by z moim przyjacielem to się zdarzyło.Chciałam by uważał mnie za normalną i nieproblematyczną,po prostu się tego wstydzę.Niestety zrobiło mi się bardzo niedobrze,przez całą podróż do domu miałam rewolucje żołądkowe .Wszystko tragicznie mnie bolało...
Nawet nie mogłam patrzeć na cztery sarenki które pasły się na poboczu.
Sparrow spisał się rewelacyjnie ,był bardzo troskliwy ,choć starałam się na niego nie patrzeć,by uniknąć upokorzenia ,jak już napisała wstydzę się tego. Sparrow ma ten dar,że stara się żartować w uroczy sposób,co trudne sytuacje trochę  rozlużnia. I to w nim uwielbiam.
Sam w dzieciństwie i nastoletnim życiu dużo przeszedł ,więc się łatwo niezraża i nie obrzydza. 
Jestem szczęściarą mając takiego przyjaciela.
Pod moim blokiem byliśmy o 24.30 .Jakoś ta godzina przypadła nam do gustu lol . Oczywiście mój przyjaciel był w domu 40 minut póżniej.
I ot kolejna wycieczka za nami.

niedziela, 12 lipca 2015

Ostatnio...

Ostatnio zalewał mnie smutek.Duży i łatwo było mnie zranić...Tak bardzo chciałam jechać do Lichenia ,pomodlić się  odbić się od dna.Pojechałam z przyjacielem z mamą i nią.Ona ma duchowe problemy i jechała osobno[teraz już wiem czemu nie chcieli jej w autokarze] Dużo ludzi nie wierzy w Boga w dobro i zło.Ja jechałam samochodem z kobietą opętaną... nie chorą psychicznie ,autentycznie mającej w sobie złego ducha... Nadal jak myślę,to się boję..Jeśli myślicie ,że diabeł to bajki ,to się bardzo mylicie. Mama miała gorzej bo siedziała obok niej ...
Bazylika jest piękna ,zachwycająca ,ale  nie zwiedziłam,mamę podróż z ,,nią'' tak rozbiła,że nie chciała już wracać w tym samym składzie.... Ściągnęłam mojego brata .Sparrow zamiast miło spędzić czas udzieliła się nerwowość mojej mamy... szukając mojego  brata ,który za wcześnie przyjechał i siedział 4 godziny w samochodzie.Bo mama mu nie powiedziała,że najpierw idziemy na mszę... I zamiast cieszyć się Ojcem Bashaborą ,myślałam długo o wszystkim , nie o tym co powinnam,a jak już się uspokoiłam,to okazało się ,że brat wściekły,że nie mogę zostać z przyjaciółmi ,tz Sparrowem i jego dziewczyną...
Ten dzień to jeden wielki chaos....
Ale jedno wiem ,nie potrafię się na niego gniewać,tak naprawdę się nie gniewałam, tylko było mi przykro...
Nie lubię chaosu,bo sprawia,że sama tracę głowę... 

sobota, 11 lipca 2015

Jak obuchem w łeb

Wiedziałeś,wiedziałeś i nic mi nie powiedziałeś???? Wolałabym byś skłamał,że nie byłeś ...Jestem kompletną idiotką...zawsze tak mam ,że jak kogoś bardzo lubię to myślę o nim gdy  słyszę,że gdzieś coś jest związane z tego kogoś zainteresowaniami to mu ,jej o tym piszę,nawet jeśli wiem,że ten ktoś jest lepiej poinformowany ode mnie...ale o mnie nikt tak nie pomyśli...Tak blisko było coś ktoś WAŻNY dla mnie ,a Ty mi nawet nie powiedziałeś...przecież sam kiedyś zabrałeś mnie a takie rekolekcje ... Opowiadałam Ci o czymś tak ważnym . A Ty nawet o tym nie pomyślałeś... Teraz już wiem jak mam postępować...co mam zrobić.To będzie bardzo bolesne dla mnie .Aczkolwiek potrzebne...Ciekawe czy w którymś momencie poczujesz że coś jest nie tak... jednak jak znam życie to nie...Bo czy jestem czy mnie nie ma ,nie ma to jednak dla Ciebie znaczenia...

środa, 8 lipca 2015

Haos w mej głowie

..gubię się,to wszystko w jakimś uśpieniu jest,a póżniej wybucha od nowa i od nowa z wielką siłą od jednej małej iskry...przerabiam to ciągle  i ciągle nie  umiejąc wyciągnąć wniosków z poprzedniego razu ,szamoczę jak mucha w pajęczynie...czemu nie potrafię tego uciąć ,odrzucić...stać się zimna bez emocji, bez litości ,wredna...wyrachowana? Czemu nie umiem przestać czuć,przestać się przejmować. Traktować to jak inni? Wpadam w otchłań swych pragnień,swych słabości,szukam czegoś by się złapać i zaczepić...przy okazji się niszcząc,zabijam ból bólem.Nie fizycznym lecz psychicznym...Nikt nie poda ręki,nikt nie czeka na mnie na tej drodze...Nikt realny z krwi i kości. By wyłowić mnie z bagna mych emocji... Wszystko pulsuje ,po co mam serce,które nie może komuś dać swej miłości?... Po co mi ręce,które nie mogą przytulać?... po co mi usta,które nie mogą mówić,że kochają ?...które nie mogą całować? Po co to wszystko, nie dostrzegam już sensu swego istnienia. To wszystko pali od środka,chciałabym krzyczeć,ale nie potrafię ,jakby mnie ktoś  związał. Chciałabym to z siebie wyrzucić...
Chciałaby zostać sama,by wszyscy dali mi spokój,by mnie odrzucili jak ja odrzucam siebie sama ,a z drugiej strony chciałabym by ktoś pokazał,że mu naprawdę na mnie zależy...Chciałabym  nie musieć  przybierać masek.  Dziś się uśmiechać ,jutro śmiać ,rozmawiać o czymś o czym nie chcę,co mnie nie interesuje. Czuję,że już nie mam sił na to wszystko . Chciałabym mieć,lecz nie mam... Zawsze pomagam innym ,wysłuchuję ich,wspieram ...Kto wysłucha mnie?Kto nie będzie oceniać?Kto zwyczajnie zrozumie? Popłacze ze mną? Poda chusteczkę,zje przysłowiowy kubek lodów? Ponarzeka ... Chcę się poczuć zrozumiana,nie wyśmiana czy zlekceważona,zbagatelizowana. Nie chcę obracać tego w żart. ... Ale czy umiem o tym mówić?opowiadać? Zawsze się tego bałam,okazywania swych słabości,a oto ona ,największa-pragnienie bycia dla kogoś najważniejszą,bycia kochaną...

poniedziałek, 6 lipca 2015

Tak po prostu

...tęsknię..wiem jakie to niedorzeczne i głupie...ale tak czuję niemiłosiernie...

myślę,że poza jedną [a tą jedną jest moja mama] ,to nie wiem czy ktoś taki istnieje...może jeszcze Florcia...
ale pewna nie jestem...

sobota, 4 lipca 2015

33 C

Taka aura za oknem,szkoda,że jutro niedziela,gdyby to był poniedziałek i 35 C które u nas mają być mogłabym wyjść wieczorem,na przykład o 19nastej i cieszyłabym się wieczornym a póżniej , póżno wieczornym ciepłym spacerkiem...Taki mi się marzy.Śmieszne mam marzenia ,prawda? Spacer w letnią ciepłą noc z przyjaciółmi...lub lem.
Wczoraj byłam na spacerze ,było znacznie cieplej niż przedwczoraj.Słońce piekło i wiatr choć był mocniejszy ,to już był cieplutki ,moje granatowe letnie  spodenki grzały mnie niemiłosiernie,na szczęście tylko momentami. Do mnie jakoś nigdy słońce nie ciągnęło, a tym razem tak mi spiekło ręce  że hej. Boli ,ale co tam,mam opaleniznę! ...
Spacer wczoraj był wyjątkowo miły ,bo spędziłam go pierwszy raz razem  z moją przyjaciółką E.Znamy się ponad 19 lat a ja sobie nie przypominam byśmy razem na takowym były.Po prostu nie było sposobności. Więc tym bardziej byłam szczęśliwa ,że razem chodziłyśmy kilka godzin,a póżniej jeszcze E. weszła do mnie do domu .My nigdy nie umiemy się rozstać,nagadać się nie możemy.
Takie spacery napawają mnie radością,jeszcze jakaś wycieczka by mi się przydała do full  szczęścia.
Oto rybki z naszej rzeczki.

 

piątek, 3 lipca 2015

27 C

Taka dziś była temperatura,ale wietrzyk momentami był ...chłodnawy.Więc w cieniu lekko a w słońcu no cóż, hot. Słoneczko piekło ,wszyscy stękający,że duchota ,że nie ma czym oddychać. Ja mam gorset,a  oni nie.Czy ja mam inny termostat czy co? Mi było oki.
Oczywiście musiałam się kłócić o to bym mogla pójść na spacer sama. Udało mi się. Mój plan był taki, pojechać samej nad rzekę. Z osiedla nad wodę mam 1,9 km .Musze przejść dość ruchliwą ulice.Dziś była wyjątkowo ruchliwa i ciesze się ,że nie zdecydowałam się przejść przez park i na 3 przebiegać przez ulice,bo w tedy miałabym bliskie spotkanie z policja i pewnie dali by mi  mandat. Bo oni są do łapania biednych obywateli w biały dzień a gdy włamują się do apteki w nocy to tylko można liczyć na żałosne wolanie alarmu,bo policji ani widu ani słychu...
Czemu przechodziałbym na trzeciego? Bo przejeżdzałabym tam gdzie są niższe krawężniki,bo tam gdzie są pasy jest przeważnie do luftu .
Zawsze mam to szczęście ,że gdy przechodzę przez ulice,to nie robię tego sama. Nie lubię sama bo gorzej mi popatrzeć w swoje lewo,mam ograniczone pole widoczności pojazdów.
Jechałam żwawo, tak jak lubię.Dojechałam na miejsce trochę pokrążyłam ,by się poopalać,poprawiłam torebkę ,która nie chciała ładnie leżeć na kolanach ...patrzyłam na drzewa i byłam bardziej niż zadowolona...do szczęścia przydałby się ktoś do kochania ...byłoby cudownie...miałabym anioła -[Sparrow] i swą miłość  upragnioną i w końcu spełnioną...W drodze powrotnej wstąpiłam do lodziarni by kupić sobie rożek ze śmietaną ...Z 5 lat temu bym tego nie zrobiła ,wstydziłabym się sama poprosić...Wiem to głupie ,ale  to do siebie ma nieśmiałość,... jutro kolejny spacer przed mega upałami...

Dziś widziałam tą kaczuszkę tyle że wyrośniętą
czarną z czerwonym dzióbkiem.
Ale spryciula szybciutko schowała się w szuwarach.

środa, 1 lipca 2015

Co za fajny dzień

Miało go nie być,bo miałam nie jechać. Byłam tak słaba. Wczoraj jednak przyjechała rodzinka i mała dzisiejsza solenizantka pyta czemu ciocia nie przyjedziesz? I jak tu dziecku wytłumaczyć,że jej dziadek a mój ojciec ledwo sobie ze mną radzi a gdy jestem tak słaba,to całkiem może to być ze szkodą dla mnie.Kiedyś przy wchodzeniu ;tz wnoszeniu mnie do auta skręciłby mi kark...
To mój brat stwierdził : mam czas to przyjadę po Was i super... Wiecie co, kocham jazdę samochodem,gdy tylko siadam na fotelu obok kierowcy czuję endorfiny szczęścia! Szkoda,że częściej nie mam jak jeżdzić. Dziś zdecydowanie samopoczucie super. Pojechaliśmy do restauracji,to mój drugi raz w życiu i zawsze czuję tremę,bo wiem że nie wszystko mogę zjeść,po drugie często jedzonko ma przyprawy których ja nie mogę i zamiast się póżniej cieszyć dniem i towarzystwem ,walczę z moim  żołądkiem...no  i  porcje są gigantyczne.A ja jem tyle co wróbelek.
Dziś zamówiłam sobie łososia w koperkowym sosie z ziemniaczkami. Było dobre i bezpieczne dla mnie .Zjadłam 1/4 tego co było na talerzu...Dla mnie idealne porcje to byłaby z 4 gwiazdkowej restauracji ,tam są takie mikroskopijne dania jak dla jorków hi,hi. Ja właśnie mam żołądek jak taki mały  piesek. Zjadłam i było wszystko ok ,nie czułam ciężkości w żołądku .
W domciu u rodzinki czekał tort. Poprosiłam o cieniutki kawałeczek i serce na pierwszy kęs zaczęło wariować,nawet dobrze jeszcze nie pogryzłam,choć gryżć nie było czego ,bo to idealny był torcik na lato;truskawkowy,bardzo smaczny.Rozpływający się w ustach.Póżniej poleżałam sobie na sofce ,a póżniej nabrałam ochoty na drugi kawałek tortu.U mnie to wyjątkowa sytuacja, by  tyle czy w ogóle jeść po za domem. Pić nic nie piłam,bo przekroczyłabym limit szczęścia. Solenizantka ucieszyła się z prezentu,z czego się z babcią bardzo cieszymy.
A jutro oby wypalił spacer.

piątek, 26 czerwca 2015

sobota, 20 czerwca 2015

Ktoś się nami opiekował

Ostatnio przeszłam samą siebie.Wpadłam na wariacki pomysł wyjazdu do sanatoryjnego miasta,ale po co i na co ,to zaraz.
Moja koleżanka którą znam od 10 lub nawet więcej lat i z którą miałam do niedawna  kontakt tylko pisemny wybrała się na tygodniowy wypoczynek do sanatorium .Chciała mnie odwiedzić,ale że u mnie w mieście nie ma gdzie się na osiedlu spotkać a i pogoda nie sprzyja przebywaniu na zewnątrz wymyśliłam sobie wycieczkę.
Następny kłopot z kim mam jechać,kto by chciał.Zapytam przyjaciela. Przyjaciel pracuje ,ale co kilka dni ma dzień wolny. Może by chciał ? Okazało się,że chce,ale ma też przykre wydarzenie w rodzinie i dzień przed naszym potencjalnym wyjazdem będzie rodzina.Więc poprosiłam by dał mi znać na wieczór czy nasz wspolny wyjazd będzie możliwy. Głupio mi było tak go prosić,ale nie miałam kogo.
Okazało się,że jedziemy. Byłam szczęśliwa podwójnie. Spędzę czas z kumplem,poznam koleżankę . Co tu chcieć więcej.
Zamiast wyjechać o 13.00 wyjechaliśmy po 14.00 ale to jakoś mnie wcale nie zmartwiło.Byłam uchachana i po prostu cieszyłam się naszym towarzystwem. Moja mama przygotowała wyżerkę jakbyśmy jechali na koniec świata. Więc było co jeść i pić. Przyjaciel mówi mi ,że nie bardzo wie jak jechać i pamięta jak przez mgłę ostatnią tam podróż i to mnie nie zmartwiło,bo to taka jego kokieteria. Choć co jakiś czas pytałam czy dobrze jedziemy,bo głupio było by nie dojechać ze względu na dziewczyny. Ale Sparrow doskonale wiedział gdzie jechać. Koketeria...
Gdy dojechaliśmy wyszło słońce. Przed sanatorium był rząd samochodów ,ale zaraz widzimy piękną lukę na jeden i pół samochodu. Jak dla nas. Podziwiam tego mojego przyjaciela,że mu się tak chce ze mną wygibasy robić,powinien medal dostać- złoty. Przy  siadaniu na wózek z auta nachichrałam się . Kto nie widział niech żałuje. I to taka Zosia samosia,nie poprosi o pomoc nikogo, a by mógł.Chociażby przechodnia. Jest ambitny.Chce sam.
Spotkanie było super. Planowałam ,że pojedziemy na dwie godziny.Było tak miło,że nic nie wyszło z wcześniejszego powrotu. Wieczorem poszliśmy na spacer w czwórkę ,ja ,przyjaciel koleżanka i jej siostra. Po 22  czas było się zebrać do domu.Sparrow troszkę się zdenerwował,bo przecież rano do pracy ,trochę mi było głupio bo powinnam tego przypilnować. Zapakowaliśmy się do samochodu i w drogę. Za miastem zaczęło padać ...no i wpadliśmy w poślizg. Obróciło nas i wepchnęło na sąsiednie pobocze. W tym czasie przebiegło mi tylko przez myśl,że te samochody z naprzeciwka w nas zaraz uderzą.Było mi wstyd jak zatrzymaliśmy się na poboczu ,bo się darłam. Dokładnie mówiąc zdrobniałe imię Sparrowa z takim przeciągnięciem jakby te moje krzyki miały nas uratować od złego. A po sekundzie się poddałam, że będzie co ma być. Zatrzymaliśmy się pod pomnikiem radzieckim . Mój przyjaciel był długo roztrzęsiony [choć to złe słowo] ,a mnie szybciutko minęło. Życie mnie nauczyło,że po złych chwilach trzeba o nich zapomnieć,choć też bywa ,że analizuję coś bez końca. Ale nie to. Myślę,że się przejął ze względu na mnie,bo jest bardzo odpowiedzialny. Jeszcze drogę przebiegł nam lis i kuna. Tak dla rozrywki w egipskich ciemnościach. Gdy dojeżdzaliśmy pomyślałam by przestało padać i przestało. Zajechaliśmy pod mój dom o 24.30 . U mnie kawusia na pobudzenie i start do domu o pierwszej w nocy....Czekam na kolejną wycieczkę z moim przyjacielem.I już nie mogę się doczekać. Będzie fajnie.
Ps. Mama oczywiście o niczym nie wie i niech tak zostanie.


poniedziałek, 1 czerwca 2015

Taki głupi los

Wystawa coraz bliżej a antybiotyk nie działa...Podobno płuca zainfekowane,a ja nawet tego nie czuję.
Dostałam nowy antybiotyk,który jeśli nie zadziała po 3 dniach ,to jeszcze mam 2 alternatywy.Zastrzyki lub szpital.
Moje plany by zrobić coś dobrego rozchodzą się we mgle.To miała być  moja duma.
To będzie moja ostatnia wystawa.Już nie będę nastawiać się na taką ze spotkaniem z autorem.To jest moja osobista wielka porażka.Już nie chcę więcej rozczarowań.
Czemu nie mogłam być chora miesiąc przed wystawą? czy dzień po niej ?

niedziela, 17 maja 2015

Takie tam

Napisane jakiś czas temu.

Tak bardzo jesteś mi drogi
i choć bym się wspięła
na ostatni szczebel marzeń
i tak cię nie dosięgnę.
Jesteś jak wietrzyk w gorące dni ,
który muska moj policzek
dając wytchnienie.
Gdy zostaje w samotności duszy
pszychodzi deszcz
zimny i nieczuły na podrywy
mego serca.

Żeby było wiadomo,nie piszę wierszy ,nie umiem ich pisać . To są takie moje dumki i tyle.


wtorek, 12 maja 2015

5

Piąty spacerek zaliczony,było miło i miłe towarzystwo. Tylko trudno mi pocieszyć i wesprzeć osobę,która tego potrzebuje a ja nie wiem jak . Bo tak szczerze nie jestem w stanie przy największych chęciach.

Wisienka na torcie dzisiejszego dnia

To jest niesamowite mieć Ciebie.Nie mam Cię ,,dla siebie'' i to trudne jest...ale mam Ciebie...
Ty jesteś mym błogosławieństwem,a ja jestem mym przekleństwem. Ja sama dla siebie .To problem mój i tylko mój.To co mówisz czasem mnie wzrusza  i jest dla mnie czymś niesamowitym.

sobota, 9 maja 2015

To już koniec

Nasza znajomość zaczęła się 16 sierpnia 2010 .Nie udało mi się czerpać z niej tyle radości ,wspólnych wypadów; ile bym chciała.Nie nacieszyłam się Tobą. Przeszkoda była jedna  ja sama; moja pie... choroba . Nie,nie SMA ,to pikuś.Gdyby tylko było SMA, byłabym o wiele szczęśliwsza.Byłoby super.
Wiem ,Ty nie zauważasz zmian... choć różnica jest ogromna...Już nie piszesz,dzwonisz raz na 2 tyg,albo i rzadziej . To ja piszę ,bo tęsknie po 2 tyg Twojego milczenia...To już koniec...
Koniec już magicznej więzi między nami...a może nigdy jej nie było? Może ja bardziej ja widziałam,bardziej jEJ  potrzebowałam... teraz znów jestem sama.
Oczywiście jesteś w moim życiu i będziesz,ale muszę nauczyć się przestać tęsknić,przestać pisać,bo nawet nie łapiesz moich dogryzek i aluzji ....żyjesz swoim nowym życiem ,zaaobsorbowany nim całkowicie i nie ma w nim już zbyt wiele miejsca  dla mnie.

sobota, 2 maja 2015

Zaplątana

Zakupy dadzą Ci chwilkę radości i puste konto w banku lub w portmonetce... słodycze nie zastąpią bliskiej osoby  i nawet nie smakują tak jak jej obecność...Nie jedzenie nie sprawi ,że kogoś będzie to obchodzić,niejedzenie nie sprawi,że będziesz ładniejsza ...niejedzenie nie sprawi,że nie znikniesz bezboleśnie...
Chciałabym te wszystkie negatywne emocje wylać na papier ,chciałabym by eksplodowały i by zrodziło się z tego coś dobrego,pozytywnego i inspirującego...ale nie ,bo czemu akurat mi... chyba już nie potrafię...jestem za słaba... zbyt mało utalentowana... Wszystko siedzi w głowie i nie chce wyjść...
Więc choć przestań kupować ,objadać się pustymi kaloriami .Opamiętaj się. Przestań ...przestań...

niedziela, 26 kwietnia 2015

Dziś było wyjątkowo

Wyjątkowy dzień z wielu względów,że wyszłam na dwór i  byłam na długim spacerze,że byłam na spacerze z przyjaciółką i że poznałam A. W końcu, zupełnie przypadkowo.
Dziś ciepło,choć wiało. Poczuć wiatr   na twarzy  to coś cudnego,bezcenne.Móc pójść na spacer samodzielnie ...tylko akumulatory mi padają w elektryku... to jedyny minus... No ale wracając do spaceru...
Wyszłam z mamą i poszłyśmy na ławki pod drzewami. Po chwili podeszła do mnie jakaś młoda kobieta.Okazało się,że to mama Zosi ,która ma SMA1 .Miałyśmy się poznać rok temu ,ale nie wyszło. Zosia ma już 3 i pół roku. Porozmawiałyśmy chwilę i się rozstałyśmy.Póżniej dryndła Florcia ,że jest na spacerze z synkiem ,więc dołączyłam do nich.
Gadałyśmy i szłyśmy w stronę skwerku lodziarni i tam spotkałam po raz drugi  A .tym razem  z córeczką Zosią. Zosieńka jest śliczną dziewczynką z długimi włoskami  aż do pasa.Zna cały alfabet ,pięknie mówi  i lubi książeczki ,jest dzieckiem raczej leżącym ,porusza rączkami ,ale nadal samodzielnie oddycha. Widać,że ma silny organizm i duży apetyt na życie,bo wyrwała się śmierci po ciężkiej chorobie.I oby dobry Bóg nie dał jej już tak ciężko chorować.Spacerowałyśmy we trzy. Póżniej Florcia nas opuściła :-/ [we trzy to zawsze weselej ;-) ]Ale jak byłyśmy same też było miło. Wróciłam do domu o 17nastej.
Zapewne w pon nie wyjdę a też ma być pięknie i ciepło,ale to nic ,robota czeka.

piątek, 3 kwietnia 2015

sZOK

Doznałam szoku ile my się już znamy.
Jak na 5 lat powinniśmy się znać jak łyse konie i mieć mnóstwo do wspominania.
Tych wszystkich przegadanych nocy[chociaż jakieś pare] ,wycieczek razem przebytych ,lub chociaż powinnam znać Twoje ulubione miejsca w Twoim rodzinnym mieście.
Niestety niczego takiego nie było i już nie będzie...
Byłam u Ciebie zaledwie 3 razy i to w towarzystwie innych.
Byliśmy tylko na 3 spacerach tylko we dwoje i jednym wyjeżdzie razem.
Czuję spory niedosyt,ciekawe czy Ty czujesz jakiś?
Pewnie nie...
Być może ja mam zbyt duże wyobrażenie o przyjażni ,ale wiem jak ona czasem wygląda u innych.
Nie muszę daleko szukać...
Ja już do końca życia będę czuć niedosyt i żal ,że moja choroba tak utrudniła nasze relacje , nasze kontakty i możność cieszenia się swoim towarzystwem ...mogłoby się tyle wydarzyć do wspominania ,co się nie wydarzyło...




środa, 1 kwietnia 2015

Taka mądra myśl

Jak się nie ma co się chce ,to się chce co się ma. 
W każdym razie lepiej ,że jest tak niż miałoby
tego kogoś nie być wcale.
Jednak to szalenie trudne
tak po prostu się pogodzić.

wtorek, 31 marca 2015

Obiecałam,

Jeśli nie napiszę tego dziś,nie napiszę wcale.Więc...
Niedzielne popołudnie zapowiadało się super,mieliśmy się spotkać w większym gronie wreszcie u Florci .
Zobaczyć ją wreszcie i dzidżkę  .Jednak nagle grono się drastycznie wykruszyło i moja wizyta wydała mi się niemożliwa.Szczególnie ,że to była niedziela palmowa.
Moja Florcia ma wspaniałego szwagra i to on pomógł mi do niej dotrzeć i wrócić i jeszcze polecił się na przyszłość. Zresztą fajny z niego człowiek. Oni wszyscy są fajni;rodzina Florci.
No i wreszcie ja i nasza koleżanka dotarła gdzie chciałyśmy.Bobas podobny do taty.W końcu chłopak.Ale podrośnie i zobaczymy też w nim kawałek  mamci. Fajnie było ich odwiedzić,dzieci te maleńkie są takie niewinne,mają piękne rączusie i stópki...Nie mieści mi się w głowie,że można z premedytacją krzywdzić je. Traktować jak rzecz czy obiekt seksualny...Nasz bobas ma kochającą rodzinę i wszyscy go kochają.I tak powinno mieć każde dziecko...
Trzymałam tak sobie te maleństwo,tak wygodnie i stabilnie siadło u cioci,że ciocia miała ochotę go potrzymać dłużej,może jeszcze kiedyś mi się uda za nim będzie za duży,za ciężki i zbyt ruchliwy.
Tak sobie go trzymałam. I poczułam ,że życie tych drogich mi osób idzie do przodu ,zmienia się w to co sobie wymarzyli wytyczyli cele.Ale te ich życie czasem przyszło dość przewrotnie czasem ono wybrało ich,a nie oni je...A moje życie nawet w małym ułamku nie będzie spełnione i nie będzie kroczyć,płynąć do przodu.Płynie ale płynie w innym wymiarze.Wymiarze osamotnienia,niespełnienia.Dziewczynka zmienia się w kobiete a z kobiety w żonę i matkę.Ja nawet w kobietę swojego faceta się nie zmienię...Tylko czasem będę mogła potrzymać za rączkę nie swoje dziecko.

No dobra...

Skucha. Jutro napiszę o niedzieli. Temat musi trochę przeleżeć i nabrać mocy,jak to u mnie.
Niestety mój żołądek wraca do niechlubnej normalności. A tak było pięknie,ech...

poniedziałek, 30 marca 2015

Niedziela

Dziś miałam przemiłe babskie popołudnie.A jutro poniedziałek i znów nowa codzienność której nie chcę,która mnie stresuje a nie mogę z niej [tej nowej sytuacji] zrezygnować.O dzisiejszym dniu napisze jutro.
A tym czasem dobrej nocy.Idę zmyć makijaż i wybiorę się spać.

piątek, 27 marca 2015

Mamy post

A co za tym idzie jakieś rezygnacje z przyjemności,zabawy.
Próbowałam zrezygnować z najpopularniejszego portalu społecznościowego.Nie udało się. Gdybym miała jednak bujniejsze życie,to na pewno bym za nim nie tęskniła.Niestety spacerów brak,przyjaciół brak,do kina nie chadzam ,do teatru choć bardzo bym chciała nie mam jak ani z kim.Z resztą z moimi problemami jest trudniej wyjść gdzieś ,gdzie nie wypada wychodzić w razie potrzeby w czasie aktu ...
Siedzę w 4 ścianach mojego pokoju jak w celi.Więc można powiedzieć,że się umartwiam.
Zrezygnowałam ze słodyczy w środy i piątki oraz staram poprawić pewną swoją słabością.Jeśli wytrzymam dłużej niż 1 miesiąc będzie super.
A tak po za tym dość dużo pracuję artystycznie,ale to i tak nikogo nie interesuje,wiec rozpisywać się nie będę.
Kończę brać antybiotyk na ucho.Tak,tak,to moja nowa przypadłość w zastępstwie za zapalenia płuc.Jakaś rozrywka musi być,no nie?
Zadziwiająco dobrze go zniosłam,bo kompletnie przestałam brać leki osłaniające żołądek ,które ostatnio nic mi nie pomagały, a wręcz pogłębiały problem. Poczułam się jak osoba zdrowa,która co rusz nie musi sięgać po lek zobojętniający kwasy żołądkowe.Zjadłam dwie kostki czekolady i nic,prażynki ,nic.To było piękne uczucie. Stres niestety wszystko niszczy. I żołądek niestety też ...
Ach i żeby była jasność ,nie piszę tego po to by było mnie szkoda,tylko piszę jak jest u mnie i tyle. 

czwartek, 12 marca 2015

Znów wieje wiatr

Znów zaczyna mnie w środku nosić [wiać przysłowiowy wiatr tęsknoty i niepokoju ]  i nie mogę sobie miejsca znależć...a to nie zapowiada nic dobrego :-(
A po za tym ,mam dużo pracy i to mnie trochę ratuje.

wtorek, 10 marca 2015

Powrót do punktu wyjścia?

Dziś tak piękna jest pogoda,ciepło.Oglądałam pogodę za szyby samochodu,nie było mi dane nacieszyć się chociaż widokami,nie żeby były jakieś cudowne czy wyjątkowe...zwykły domy ,pola i drzewa.Ja tylko skupiałam się na tym by jakoś dojechać do urzędu w jednym kawałku .Nie mamy na szczęście daleko, bo ze 20 minut jazdy samochodem z kawałkiem.W urzędzie spędziłam aż 5 minut. I z powrotem do domu. Ostatnio dużo dzieje się w mojej głowie,zdecydowanie za dużo,póżniej to się przekłada na żołądek.Znów pojawiają się kłopoty z wychodzeniem.Włącza się durny stres gdy ktoś przyjeżdza czy  mam jakieś wyjście i wszystko się wali.Nigdy nie wiem czy dziś da się wyjść czy nie,to ruletka.Ruletka;walka z sobą samą czy podołam opanować emocje czy żołądek zacznie fiksować.A na wiosnę jest gorzej,nawet leki już nie pomagają czasami .Tak jak dziś.Dziś postanowił fiksować i nie dał mi komfortu jazdy.
Czemu nie mogę jak zwykły człowiek pobyć smutna?...opłakać kogoś kto nie może być w moim życiu tak jakbym tego pragnęła. Po prostu pobyć w tym dziwnym nastroju i bólu serca bez takich fatalnych konsekwencji. Ludzie płaczą,smucą się i nie idzie im to ze szkodą fizyczną na resztę życia ,codziennego funkcjonowania...
Wiem,wiem napiszecie ,to się nie smuć,weż się w garść...ale to nie jest takie proste. Jestem w oku cyklonu obecnie,może niedługo mnie on wypluje i zaznam spokoju...

środa, 4 marca 2015

Deszcz za oknem i w sercu...

Mój stan ducha się nie zmienia,przybieram maski odpowiednie ,takie jakie są potrzebne.Nie,nie udaję radości gdy wychodzę ,tylko gdy czasem chce mi się zapłakać udaję ,że wszystko jest oki.Zbieram się w sobie do kupy i udaję sama przed sobą ,że mnie nie rusza.Ale rusza gdy wracam do domu...Nie da się uciec od faktu,od bezlitosnej szorstkiej prawdy. Stanie się to czego nie chcę.Tak bardzo nie chcę... I zapewne w tym co nie chcę będę musiała uczestniczyć i udawać ,że jest super.Nie bedzie od tego ucieczki ,bo jak się kogoś  kocha to robi się też rzeczy dla siebie niewygodne,czy bolesne...Ale to jeszcze trochę do tego...Jeszcze jest czas by ubrać się w zbroję obojętności.
Dziś  usłyszałam bardzo miłe słowa,były mi tak potrzebne ,miło jest usłyszeć pieszczotliwe zwroty pod swoim adresem od mężczyzny-kotku,kochanie.Myślałam,że już nigdy ich nie usłyszę.Niby takie nic, a tak wiele mogą dać. Każda kobieta [lub prawie każda] lubi się czuć kochana ,chociażby to była odrobinka  miłości taka ,prawie tyle co nic...Jednak dla kogoś jesteśmy na tyle ważni by myśleć mówić do nas czule...Mam cichą nadzieję ,że to szczere.Nie, ja to wiem...
Tak naprawdę mam tylko mamę,ona ma mnie.Gdyby nie ona już by mnie nie było...Dawno bym się poddała.Tylko jej na mnie zależy.Tylko ona się stara ,tylko ona okazuje troskę, czy cokolwiek.
Gdyby nie przyjaciele,ich pomysły na spędzanie razem czasu ,to moje życie byłoby bardzo smutne i samotne. I spędzone w 4 ścianach. Bo tylko oni nie uważają ,że nie jestem ciężarem ,kłopotem.Tylko oni i mama zatroskani są tym,że nie mogę wyjść z domu. Oni naprawdę lubią  spędzać ze mną czas... Choć czasem w mojej głowie rodzi się myśl,że po co im ktoś taki jak ja... 

wtorek, 20 stycznia 2015

Byłeś

Czy mi się śniłeś?
Jasne,że tak.
Może nie milion razy ,może nie wiele ,ale śniłam że byłeś
rozmawiałeś  ze mną,a gdy było mi na jawie wyjątkowo trudno,
przychodziłeś nocą ,
pocieszałeś,rozśmieszałeś i przytulałeś...

czwartek, 15 stycznia 2015

Cześć Kochani

Dziś poprawił mi się mocno humor .A czemu? Potemu :-P Dostałam butki na urodziny. Mam słabość do buciorków,a jak mogę coś dla siebie dostać,co mi nóżka  wejdzie, to biorę.
Zakupione w BonPrix .
 Te mają 4 centymetrowy obcas !
To już moje drugie butki z obcasikiem :-D
W sobotę mam wyznaczony termin na komisje by dostać orzeczenie
o niepełnosprawności. A póżniej kartę parkingową. 
Tylko nie wiem czy tam dojadę,bo bardzo dokucza mi żołądek,leki nie pomagają.Zgaga ,ból i mdłości...
Jak leżę na lewym boku jest oki,ale gdy siedzę jest koszmarnie.
Oby do niedzieli przeszło,bo przyjaciel mnie gdzieś porywa .
A tak przy okazji pokażę Wam moje dwa prezenty urodzinowe.
 Taki oryginalny bukiecik
 Podoba się nie tylko mi, ale i moim opiekunką.
W tym roku dostałam dużo kosmetyków .
Ciekawych ,pachnących ,fajnych.
No i też trochę innych rzeczy .

I taką płytkę.To już druga tego zespołu u mnie.
Fantastycznie chłopaki grają ,zakochałam się .
Przerabiają muzykę filmową czy popową
na instrumentalną; na pianino i kontrabas.
Nie lubiłam kontrabasu,bo wydawał mi się smutny,
jednak od kiedy ich słucham definitywnie zmieniłam zdanie.
Polecam.

środa, 7 stycznia 2015

Staram się zrozumieć

Jednak i Wy postarajcie się choć trochę zrozumieć mnie...Chciałam tu napisać swoje nocne przemyślenia ,ale czytając ostatnie komentarze to nie ma sensu...
Wiem ludziska,że chcecie doradzić,chcecie dobrze ,ale zapewne ;być może jesteście sprawniejsi .Patrzycie na moje problemy ze swojego stanu zdrowia i życia...A życie każdego z nas jest bardzo różne.Nie będę tu opisywać wszystkich swoich przeżyć,tego wszystkiego co wpłynęło na stan mojego funkcjonowania ,bo może nie chcę,bo może nie chcę przyznać się do porażek ,może nie jestem tak zdolna jak inni...
Nie wszystko muszę opisywać,coś muszę zatrzymać dla siebie...Nie da się wszystkiego wyjaśnić,po prostu nie da...

piątek, 2 stycznia 2015

Rozomwy niekontrolowane

Znów nawiedziła mnie Mariposa,wieczorem..
ona- przyjechał do mnie ,wiesz
ja- i jak?
ona- on jest przecież coraz starszy ...a jakby młodszy..
ja-?
ona-taki piękny,te jego spojrzenie ,takie łagodne...
mówił coś opowiadał a ja już go nie słuchałam tylko gapiłam się na niego...
ja -I co ja mam Ci powiedzieć?
ona-Nie wiem,pociesz mnie,jakoś?
ja- on ma wady.Wiesz dobrze jakie i wiesz ,że nie jest Wam po drodze...
ona...- niby tak,ale gdy spotykasz kogoś kto Cię rozumie,kto jest mimo tych wad tak dobry...i dzielicie wspólne zainteresowania i ma się podobną wrażliwość to  SZLAG trafia,że los z nas drwi
ona- Kiepsko Ci idzie pocieszanie...
ja-wiem niestety..nigdy nie byłam w tym dobra.
Puenty nie będzie,bo naprawdę nie wiedziałam co jej powiedzieć.Paplałam, ściemiałam  jakieś głupoty...Miłość jest do dupy . Zakochanie w kimś dla kogo nie jest się atrakcyjnym jest  wyniszczające emocjonalnie. Człowiek szuka winy w sobie a winy nie ma tu nikt.Nikt nie zawinił...



czwartek, 1 stycznia 2015

Mamy 2015

W starym roku kilkanaście godzin wcześniej miałam od wczesnego popołudnia odwiedziny.Bardzo niespodziewane i miłe,w prawdzie gość nie został na Sylwestra,ale doceniam,że mu się chciało.Przywiózł ze sobą brzoskwiniowe piccolo.Odwiedziła też rodzinka.
Jak zwykle nachodzą mnie zawsze tego dnia myśli, nie najlepsze refleksje ...Na szczęście  jest już 1 styczeń ...to będzie lżej w dzień.
A jutro czyli dziś zamieszczę rozmowę z Mariposą...
I znów kicham,oby to nie oznaczało znów choroby...