niedziela, 26 kwietnia 2015

Dziś było wyjątkowo

Wyjątkowy dzień z wielu względów,że wyszłam na dwór i  byłam na długim spacerze,że byłam na spacerze z przyjaciółką i że poznałam A. W końcu, zupełnie przypadkowo.
Dziś ciepło,choć wiało. Poczuć wiatr   na twarzy  to coś cudnego,bezcenne.Móc pójść na spacer samodzielnie ...tylko akumulatory mi padają w elektryku... to jedyny minus... No ale wracając do spaceru...
Wyszłam z mamą i poszłyśmy na ławki pod drzewami. Po chwili podeszła do mnie jakaś młoda kobieta.Okazało się,że to mama Zosi ,która ma SMA1 .Miałyśmy się poznać rok temu ,ale nie wyszło. Zosia ma już 3 i pół roku. Porozmawiałyśmy chwilę i się rozstałyśmy.Póżniej dryndła Florcia ,że jest na spacerze z synkiem ,więc dołączyłam do nich.
Gadałyśmy i szłyśmy w stronę skwerku lodziarni i tam spotkałam po raz drugi  A .tym razem  z córeczką Zosią. Zosieńka jest śliczną dziewczynką z długimi włoskami  aż do pasa.Zna cały alfabet ,pięknie mówi  i lubi książeczki ,jest dzieckiem raczej leżącym ,porusza rączkami ,ale nadal samodzielnie oddycha. Widać,że ma silny organizm i duży apetyt na życie,bo wyrwała się śmierci po ciężkiej chorobie.I oby dobry Bóg nie dał jej już tak ciężko chorować.Spacerowałyśmy we trzy. Póżniej Florcia nas opuściła :-/ [we trzy to zawsze weselej ;-) ]Ale jak byłyśmy same też było miło. Wróciłam do domu o 17nastej.
Zapewne w pon nie wyjdę a też ma być pięknie i ciepło,ale to nic ,robota czeka.

piątek, 3 kwietnia 2015

sZOK

Doznałam szoku ile my się już znamy.
Jak na 5 lat powinniśmy się znać jak łyse konie i mieć mnóstwo do wspominania.
Tych wszystkich przegadanych nocy[chociaż jakieś pare] ,wycieczek razem przebytych ,lub chociaż powinnam znać Twoje ulubione miejsca w Twoim rodzinnym mieście.
Niestety niczego takiego nie było i już nie będzie...
Byłam u Ciebie zaledwie 3 razy i to w towarzystwie innych.
Byliśmy tylko na 3 spacerach tylko we dwoje i jednym wyjeżdzie razem.
Czuję spory niedosyt,ciekawe czy Ty czujesz jakiś?
Pewnie nie...
Być może ja mam zbyt duże wyobrażenie o przyjażni ,ale wiem jak ona czasem wygląda u innych.
Nie muszę daleko szukać...
Ja już do końca życia będę czuć niedosyt i żal ,że moja choroba tak utrudniła nasze relacje , nasze kontakty i możność cieszenia się swoim towarzystwem ...mogłoby się tyle wydarzyć do wspominania ,co się nie wydarzyło...




środa, 1 kwietnia 2015

Taka mądra myśl

Jak się nie ma co się chce ,to się chce co się ma. 
W każdym razie lepiej ,że jest tak niż miałoby
tego kogoś nie być wcale.
Jednak to szalenie trudne
tak po prostu się pogodzić.