piątek, 26 czerwca 2015

sobota, 20 czerwca 2015

Ktoś się nami opiekował

Ostatnio przeszłam samą siebie.Wpadłam na wariacki pomysł wyjazdu do sanatoryjnego miasta,ale po co i na co ,to zaraz.
Moja koleżanka którą znam od 10 lub nawet więcej lat i z którą miałam do niedawna  kontakt tylko pisemny wybrała się na tygodniowy wypoczynek do sanatorium .Chciała mnie odwiedzić,ale że u mnie w mieście nie ma gdzie się na osiedlu spotkać a i pogoda nie sprzyja przebywaniu na zewnątrz wymyśliłam sobie wycieczkę.
Następny kłopot z kim mam jechać,kto by chciał.Zapytam przyjaciela. Przyjaciel pracuje ,ale co kilka dni ma dzień wolny. Może by chciał ? Okazało się,że chce,ale ma też przykre wydarzenie w rodzinie i dzień przed naszym potencjalnym wyjazdem będzie rodzina.Więc poprosiłam by dał mi znać na wieczór czy nasz wspolny wyjazd będzie możliwy. Głupio mi było tak go prosić,ale nie miałam kogo.
Okazało się,że jedziemy. Byłam szczęśliwa podwójnie. Spędzę czas z kumplem,poznam koleżankę . Co tu chcieć więcej.
Zamiast wyjechać o 13.00 wyjechaliśmy po 14.00 ale to jakoś mnie wcale nie zmartwiło.Byłam uchachana i po prostu cieszyłam się naszym towarzystwem. Moja mama przygotowała wyżerkę jakbyśmy jechali na koniec świata. Więc było co jeść i pić. Przyjaciel mówi mi ,że nie bardzo wie jak jechać i pamięta jak przez mgłę ostatnią tam podróż i to mnie nie zmartwiło,bo to taka jego kokieteria. Choć co jakiś czas pytałam czy dobrze jedziemy,bo głupio było by nie dojechać ze względu na dziewczyny. Ale Sparrow doskonale wiedział gdzie jechać. Koketeria...
Gdy dojechaliśmy wyszło słońce. Przed sanatorium był rząd samochodów ,ale zaraz widzimy piękną lukę na jeden i pół samochodu. Jak dla nas. Podziwiam tego mojego przyjaciela,że mu się tak chce ze mną wygibasy robić,powinien medal dostać- złoty. Przy  siadaniu na wózek z auta nachichrałam się . Kto nie widział niech żałuje. I to taka Zosia samosia,nie poprosi o pomoc nikogo, a by mógł.Chociażby przechodnia. Jest ambitny.Chce sam.
Spotkanie było super. Planowałam ,że pojedziemy na dwie godziny.Było tak miło,że nic nie wyszło z wcześniejszego powrotu. Wieczorem poszliśmy na spacer w czwórkę ,ja ,przyjaciel koleżanka i jej siostra. Po 22  czas było się zebrać do domu.Sparrow troszkę się zdenerwował,bo przecież rano do pracy ,trochę mi było głupio bo powinnam tego przypilnować. Zapakowaliśmy się do samochodu i w drogę. Za miastem zaczęło padać ...no i wpadliśmy w poślizg. Obróciło nas i wepchnęło na sąsiednie pobocze. W tym czasie przebiegło mi tylko przez myśl,że te samochody z naprzeciwka w nas zaraz uderzą.Było mi wstyd jak zatrzymaliśmy się na poboczu ,bo się darłam. Dokładnie mówiąc zdrobniałe imię Sparrowa z takim przeciągnięciem jakby te moje krzyki miały nas uratować od złego. A po sekundzie się poddałam, że będzie co ma być. Zatrzymaliśmy się pod pomnikiem radzieckim . Mój przyjaciel był długo roztrzęsiony [choć to złe słowo] ,a mnie szybciutko minęło. Życie mnie nauczyło,że po złych chwilach trzeba o nich zapomnieć,choć też bywa ,że analizuję coś bez końca. Ale nie to. Myślę,że się przejął ze względu na mnie,bo jest bardzo odpowiedzialny. Jeszcze drogę przebiegł nam lis i kuna. Tak dla rozrywki w egipskich ciemnościach. Gdy dojeżdzaliśmy pomyślałam by przestało padać i przestało. Zajechaliśmy pod mój dom o 24.30 . U mnie kawusia na pobudzenie i start do domu o pierwszej w nocy....Czekam na kolejną wycieczkę z moim przyjacielem.I już nie mogę się doczekać. Będzie fajnie.
Ps. Mama oczywiście o niczym nie wie i niech tak zostanie.


poniedziałek, 1 czerwca 2015

Taki głupi los

Wystawa coraz bliżej a antybiotyk nie działa...Podobno płuca zainfekowane,a ja nawet tego nie czuję.
Dostałam nowy antybiotyk,który jeśli nie zadziała po 3 dniach ,to jeszcze mam 2 alternatywy.Zastrzyki lub szpital.
Moje plany by zrobić coś dobrego rozchodzą się we mgle.To miała być  moja duma.
To będzie moja ostatnia wystawa.Już nie będę nastawiać się na taką ze spotkaniem z autorem.To jest moja osobista wielka porażka.Już nie chcę więcej rozczarowań.
Czemu nie mogłam być chora miesiąc przed wystawą? czy dzień po niej ?