niedziela, 30 grudnia 2012

Noworoczne Życzenia

Jutro Sylwester 
wielu z Was będzie go spędzać
w miłym towarzystwie w domach
lub na imprezach ;domówkach.
Życzę więc Wam i sobie
by ten Nowy Rok 2013
nie był pechowy ,
by obfitował w wiele zaskakujących 
i radosnych wydarzeń
By by jeszcze lepszy od tego
starego,
by Wam i mi pospełniały się najskrytrze marzenia
...

sobota, 29 grudnia 2012

22.12.2012

Było sobotnie popołudnie.Szykowałam się do wyjścia.
Mama w nerwach ,bo mróz. Ubrała mnie i wypuściła z domu
pod tym jednym warunkiem,że będę ubrana tak jak mieszkaniec Syberii.
Zgodziłam się ,bo chciałam pójść do M. na wigilie.
Na naszą przyjacielską wigilie.
Te święta ; czas przed świąteczny  był bardzo trudny 
dla mnie jak co roku. I podsumowując święta były słodko gorzkie.
Słodkie ,ponieważ cieszyłam się tą  wigilia u M. z P.
 Piękne mieszkanie ,meble sprawiało moje wyciszenie
 i blask lampek na choince.
I nasze rozmowy , żarty i podśpiewywania
i wspólny film , wspolne siedzenie na kanapie.
Dla kogoś to nic ,a dla mnie tak wiele.
I głodna jestem takich ciepłych chwil i gestów.
Następna szczypta słodyczy to wigilia u mojego brata.
Pierwszy u naszych nocleg. 
Było miło,przytulnie i smacznie.
Leżakowanie na kanapach,
I mnóstwo śmiechu w czasie odwiedzin Mikołaja.
I cieszyłam się radością dziecka z otrzymanych prezentów.
I ja byłam zaskoczona upominkami ...
A gorycz? No,cóż powrót do siebie,do domu.
A raczej tych kilku ścian ,ktore mają być domem.
...


piątek, 28 grudnia 2012

Dziś

Dziś było ciastko i kawa,zaczynało się dobrze,słonko zaczynało
wychodziś za chmur.
Lecz zerwała się zawieja,która wygnała planetę światła
i znów zapanował mrok...

wtorek, 18 grudnia 2012

Wieści z ,,frontu ''

Kilka dni temu światło migało nam w dużym pokoju,wczoraj okazało się że już się nie zapali.Gdzieś się przepaliła instalacja. Aby zobaczyć gdzie ,tato rozkół ścianę tu i uwdzie.Niestety nie znalazł miejsca gdzie się przepaliło i nie dało się tymczasowo dosztukować kabla. Dobrze,że tv działa i choinka [jeśli będzie],będzie się palić.Po świętach czeka nas generalny remont na który nie mamy funduszy.A szkoda,bo przydałaby się tam nowa podłoga. Szkoda też,że ta instalacja nie wysiadła 3 lata temu ,bo juz bysmy mieli ten remont z glowy i mogłybyśmy się już cieszyć jego efektem.
***
Ach ,jutro dokańcze prezent dla małej i jeszcze trzeba posegregować upominki.Zapakować i włożyć do torebeczek.

 



niedziela, 16 grudnia 2012

Ach te święta

Nadchodzą święta ,to było zawsze moje ulubione święto ; magiczne, roodzinne ,do czasu. Pózniej zawsze było coś, coś chrobotwórczego. Zazwyczaj tą chorą byłam ja.Teraz od kiedy ja w miare funkconyje,to mama słabnie bardzo. I  przez te wszystkie lata po śmierci mojej siostry chyba tylko raz było tak jak powinno być w święta.
Więc świętowanie u brata będzie dla nas ratunkiem. Zostaniemy u nich na noc .Pewnie się nie wyspie ,bo spanie z mamą w jednym łóżku nie będzie komfortowe,ale co tam. Dam rade. Myslę,że u brata będzie fajnie.Ale tak podświadomie czekam na ten czas po wigilijny ,bo  wszelkie moje niespełnione oczekiwania znikną. Do kościoła też nie mam jak iść w święta,choć bardzo bym chciała. Bez tego Boże Narodzenie jest takie jakieś jałowe.
Jednak zmieniłam jedno w tym roku,nie domagam się postawienia choinki, bo to mame denerwuje. Więc postanowiłam się nie upominać. I zobacze co z tego wyjdzie a raczej co nie wyjdzie ...Jedynym sposobem  by się nie stresować i nie myśleć jest praca. Więc robie rzeczy ,które miałam już nie robić,robię zupełnie niepotrzebnie ,pracuję i dzięki niej mam zajęty umysł.
***
Kochani życzę Wam rodzinnych
Świąt Bożego Narodzenia
wiele śmiechu, rozmów 
przy barszczyku,pieroszkach i makowcu,
śpiewania kolęd z bliskimi,
a pod pachnącą choinką
znalezienia wymarzonych prezentów.
***

wtorek, 27 listopada 2012

Stowarzyszenie

Dziś mieliśmy kolejne spotkanie naszego stowarzyszenia.W dzisiejszym dniu byliśmy kreatywni i robiliśmy kartki.Ja  nic nie robiłam,bo było mi nie poręcznie na wózku,jednak mogłam pomagać koleżance i to było fajne. No i prosiłam czasem panie z końca stołu by uzyczyły nam co nie co z przyniesionych przez siebie przydasi ,bo moje kolezanki jakoś się krępowały,One! To ja jestem ta nieśmiała hi.Mówiły ,,Nie ,nie proś,coś tu znajdę '' ,a ja ,,,czy mają panie jakieś kartki do wycięcia ? itp. :)) Na następnym spotkaniu będą tworzone stroiki .Też sobie popatrzę,jak Bóg da zdrowie.
Moja G. ma talent artystyczny,bardzo ładną stworzyła dziś kartkę.Ma te wyczucie artystyczne.Zreszta pięknie wymalowała ściany dziecięcego pokoju..A M. spodobało się nawet robienie takich karteczek.Fajnie,że  G. należy do stowarzyszenia, bo wszystkie możemy cieszyć się naszym towarzystwem.Było dziś wesoło :))))

czwartek, 22 listopada 2012

Konkurs

Nie wygrałam ,bo okazało się ,że jednak żle zrozumiałam temat konkursu.
Więc choć moja jedna z prac uzyskała sporo głosów [a podobno głosy miały decydować o wygranej] to i tak nie została wybrana.Uważam ,że selekcja prac [zgodnych z konkursem] powinna  byc przed głosowaniem a nie po nim.Z resztą to nie  tylko moja opinia. 
Nie jestem ani trochę rozczarowana i nie piszę tu tego z rozrzalenia .Większą radością i nagrodą jest dla mnie docenienie moich prac przez moich bliskich.Ich uśmiech jest dla mnie najmilszym wyróżnieniem :))

Praca

Bardzo dużo pracuję,nie mam czasu na nic.Codziennie otaczona jestem skrawkami papierów,wstążek ,klej,nożyczki i różności.Od 13- do 17 ,dzien w dzień.Po tym juz nic mi się nie chce.Nie słucham muzyki,mało co tv .Wstaję w południe,nie chce mi się wstawać,nic mi się tak naprawdę nie chce...Jednak gdy wstanę znów się rozkręcam i jest dobrze.

piątek, 16 listopada 2012

Zirytowana

Nie rozumiem.... Ok,wiem wiele rzeczy się w moim życiu nie wydarzy,może mi się nie należą, może nie zasłużyłam. Czemu ze wszystkim mamy pod górkę???! Nawet głupiego filmu w necie nie mogę obejrzeć?!
Miałabym  ochotę cholerny laptop wypieprzyć przez okno! A może to ja ,moja wiedza o komputerach jest minimalna ,czemu nie mam umysłu informatyka ,moglabym coś naprawić podrasować a tak?, mogę sobie wyrywać kłaki z głowy. A wkurzające jest to ,że we wtorek jeszcze wszystko działało. Nawet tym sobie nie mogę umilić czasu ? Jestem rozgoryczona...
W domu też wszystko się psuje,krany ,zlew ,kuchenka....Jestem poirytowana,bardzo

sobota, 10 listopada 2012

Stare nowe hobby

Nigdy nie lubiłam za bardzo konkursów. 
Nie potrafiłam na temat konkursowy
wymyślać  pracy.
Jakaś dziwna presja się u mnie pojawiała. Teraz pomysł 
przyszedł mi  łatwo .
Niestety głosowanie jest  kiepsko  zorganizowane.
Jedyną moją nadzieją jest jury.
Jednak to pierwszy i ostatni  konkurs na jakimkolwiek portalu 
w jakim wzięłam udział. Mocno się zniechęciłam.

Fo pa

Rany jak niektóre sklepy na portalach społecznościowych  mają durne pomysły. Powiedziałabym że bardzo ,nietaktowne i nieprzemyślane. Jeden z moich ulubionych sklepów zrobił losowanie nagrody pełnej drobiazgów do robienia robótek ręcznych. Bardzo apetyczna nagroda ,którą można wylosować.A co trzeba zrobić?  Napisać życzenia dla chorego na raka chłopca i w ten sposób [niby ] wesprzeć jego rodziców  w jego terapii .Nie wiem jak dla Was ,ale dla mnie to jakieś fo pa.
Choć ja bym chciała wygrać te przydasie ,to nic tam nie napiszę,dla zasady. Bo nie chcę pisać tam coś tylko po to by brać udział w wylosowaniu. Z resztą czy takie byle jakie słowa jak  trzymamy kciuki ,bądż dzielny  itp są szczere? Czy pomogą rodzinie mniej bać się o życie swojego dziecka? Życzenia od kilku obcych osób .Dla mnie nie miałyby kompletnie znaczenia napisane w takich okolicznościach . A takie połączenie jest nie na miejscu.

wtorek, 6 listopada 2012

Sobota

Spróbuje coś napisać,choć nie bardzo ostatnio mam wenę do tego. Piszę coś a póżniej zawieszam się w innej czasoprzestrzeni myślowej...Mój ołówek zawiesza się nad klawiaturą czekając kiedy moje myśli podadzą mu do zapisania kolejne literki,a one nie przychodzą ,bo moje myśli są całkiem gdzie indziej.
***
W ostatnią sobotę byłyśmy  u mojego brata .Dawno jego i jego żony  nie odwiedzałśmy,bo trudno nam było zgrać się w czasie. Jednak wreszcie się udało.Jak było...miło,ciepło,po prostu rodzinnie. Dawno się tak nie czułam . Leżakowaliśmy na kanapach ,oglądaliśmy bajki .Swoją drogą polecam wam ,,Rio '' ,bardzo fajna bajka,no i o moich ukochanych zwierzakach,papugach.
Wracając jednak do mojej rodzinki,nawet piesek który raczej do mnie nie przychodził ,a jesli już to tylko po to by mnie lizac ,polubił mnie.Przychodził i kładł się obok i na słowa ,,nie wolno''  ,przestawał lizać.Słuchał się.Bardzo mądry piesek im się trafił. Grzeczny york. Na komendy usiądzie,poda łapkę ,a teraz nawet się położy.
Mam przemiłą i kochaną bratową,tak się dla nas starała a ja znów zawiodłam,a właściwie mój żołądek.I sama naprawdę nie rozumiem czemu. :( Bardzo mi smakował obiad i te przystawki w postaci śliwki zawiniete w boczek.Takie nic a jakie smaczne. Dużo nie jadłam ,jak zawsze na wyjazdach.

czwartek, 1 listopada 2012

Wspomienia

Dawno tu niebyłym ,jakoś nie bardzo mam o czym pisać ,a może po prostu nie chce mi się .A może to już nie ma znaczenia ,bo błahe ,nie znaczące i ma to tylko dla mnie jakich tam wydźwięk.
Dziś jest szczególny dzień ,1 listopada .Święto zmarłych.Nie byłam na cmentarzu ,bo jestem tuż po antybiotyku i pogoda nie dopisała,wiało mocno i padał intensywnie deszcz. 
Moja mama ,tato i brat pojechali na groby a ja zostałam z bratową i małą. Miło było nam samym, a później razem .
Na cmentarzu mam babcie i dziadka oraz moją siostrę, tez chorującą na SMA .Gdyby żyła miałaby teraz 39 lat.
Moja siostra była niesamowicie zdolna,pisała artykuły,wiersze i gdyby spisywała te opowiadane przez siebie w dzieciństwie mi bajki,to byłaby bajkopisarką.Opowiadała je doskonale! Była samoukiem,uwielbiała Esperanto ,Angielski i zamierzała zacząć  uczyć się Niemieckiego. Malować też umiała pięknie ,tyle że to nie było jej największą pasją jak książki...

Pewnego dnia odlecę stąd
na skrzydłach białych żagli 
Zostawię dom ,bezpieczny port
pozwolę nieść się fali.
Pewnego dnia dosięgnę nieba
odkryję ląd nieznany 
Nadziei tylko mi trzeba
Nadziei i wiary...
          wiersz napisała                  
przez                         
śwp. Dorota F.                


***
Someday I'll flay away
on wings of the white sails
I'll leave my home  the safe port
I'll let to float myself  by waves
Someday I'll  touch the sky
I'll discover an unknow world.
I need only to keep the hope 
 The hope and the faith. 
Poem written by                   
sainted                           
Dorota F.                      











sobota, 20 października 2012

Duże zmiany

Postanowiłam zmienić ten blog ,
Długo nad tym myślałam i miałam ochotę zrobić to od jakiegoś czasu.
I ja postanowiłam się zmienić,przestać tak bardzo przejmować 
się wszystkim .Zaufam Bogu i jemu powierzam wszystko.
Postanowiłam pisać
o wydarzeniach faktycznych.
Choć czasem napiszę swoje opinie
na jakis temat,po obejrzeniu jakiegoś programu czy filmu.
Tak jak robiłam to dotychczas. 
Niektóre posty wykasowałam ,nie będę już się cofać w czasie i pielęgnować trudnych emocji.
Które były i minęły.I nie chcę do nich wracać.
Koniec z tym.

środa, 17 października 2012

Koszulkowy wątek cd

Kolejny dzień pracy za mną.Jestem zmęczona ,jednak bardzo z siebie zadowolona,a wierzcie mi rzadko tak bywa. Kolejna koszulka w 70 % gotowa. Została mi do namalowania kotwica i kilka muszelek. Dziś dokończyłam  cały motyw na plecach  i na rękawie.
Malowanie na koszulkach nie jest zbyt proste,sama sobie nie radze z układaniem jej na stole czy odkręcaniem farb. Zawsze musi mi ktoś w tym pomagać.

niedziela, 14 października 2012

I znowu to samo

Kolejny rok prawie się kończy,bo co to jest ponad 2 miesiące.I tak sobie myślę,że miałam tyle planów na ten rok i co? Nic nie udało mi się zrealizować,nawet połowy z tego co planowałam. Szkoda,że mam tak mało sił. Od 3 lat tak haftuję ,,moją'' gęsiareczkę . Ciągle brak czasu ,bo coś innego jest ważniejsze,bo wyjazd,bo spacer ,bo coś...

sobota, 13 października 2012

Nastroje

Ostatnio moje wpisy nie są zbytnio optymistyczne .Prawda jest taka ,że dużo emocji we mnie ,,wrze '' ,to są bardzo różne emocje .Co będę kłamać, dużo we mnie ostatnio goryczy i czasem ta gorycz musi znaleźć ujście. Dziś jest dobrze,nie jestem ani smutna ,ani jakoś tam wesolutka. Jestem raczej śpiąca. Wczoraj praca mi dobrze szła ,więc zadowolona z siebie byłam.I te zadowolenie przeszło na dziś.

czwartek, 11 października 2012

Nic mi nie dzie

Dziś wstałam tragicznie późno.Obudziłam się około 11.00 ale zanim się ubrałam ,umyłam... Gdy siadałam na swoje krzesło była już pierwsza. Powinnam być wyspana a jednak czuje się teraz jakby było bardzo późno,a jest dopiero 20.21 Tyle planów [no dobra jeden] miałam na dziś .Niestety nic mi z niego nie wyszło.Mój nastrój nie pomaga mi w pracy .Boje się ,że coś popsuje ,a popraweki w tym projekcie  są niemozliwe.
Jedyne co mi dziś wyszło to te loga dla stowarzyszenia i kilka szkiców,narysowanych  od tak, by dzień całkiem nie poszedł na marne.

środa, 10 października 2012

Już wiem

Już wiem, co to była za niespodzianka . Znajomy założył u nas w mieście stowarzyszenie dla osób niepełnosprawnych. 
I  przyjaciółka  zabrała mnie  na to właśnie pierwsze zebranie .No i jeszcze poszłam wraz z M. i B.One też były niespodzianką dla mnie.Miło je było spotkać. A później wszystkie 3 poszłyśmy do  G. na pizze do jej pięknego mieszkanka.
Dla mnie ten dzień może nie był najlepszy ,bo mi smutno .  Czuje w sobie pustkę i nie chce mi się rozmawiać
,mówienie sprawia mi trudność w jakimś psychicznym sensie.  Gadam dużo jedynie sama do siebie ,w głowie mi huczy od myśli i słów .Od tego wszystkiego co chciałabym powiedzieć a czego nigdy nie powiem.Po prostu nie potrafię. I tak bym nie została zrozumiana .
Aha,mam zaprojektować logo dla stowarzyszenia,jeden projekt już powstał. Drugi się tworzy.

poniedziałek, 8 października 2012

Niespodzianka

...czeka mnie jutro.Od tygodnia wiem o niej ,ale dopiero jutro przekonam się tak naprawdę czym ona jest.Podejrzenia mam ,mam nadzieję,że to nie to co myślę,czyli zaklepany fryzjer. Po prostu czułabym się głupio i niezręcznie gdyby G. za to płaciła. A jesli nie to,to nie wiem ,co to za niespodzianka.

piątek, 5 października 2012

Smutki i radości

Kielich życia jest zarówno kielichem radości , jak i kielichem smutku .Smutki i radości,żal i zadowolenie ,
żałoba i taniec  nigdy nie występując w nim oddzielnie. Jeśli nie byłoby smutku ,tam gdzie jest radość,kielich życia nie nadawał by się do picia. Dlatego musimy uchwycić ten kielich w swe dłonie  i uważnie się przyjrzeć
się jego wnętrzu ,by pośród smutków dostrzec radość. 
Henri J. Nouwen           



środa, 3 października 2012

Jakie to miłe :)

Już mam 5 obserwatorów mojego bloga . Są osoby ,które uznają moje ,,wypociny'' za warte uwagi .Bardzo to miłe i budujące . Cieszę się,że przychodzicie i czytacie i że zostawiacie komentarze. Dzięki nim mogę z Wami rozmawiać i dzielić się kolejnymi przemyśleniami...
*************
Byłam dziś z przyjaciółka na spacerze, było  pięknie i ciepło ,słońce raziło w oczy.Dzień warty wykorzystania na spacer. Niedługo z braku odpowiednich warunków pogodowych prawie wo gule nie wyjdę z domu,postanowiłam więc poodwiedzać tym razem kilka sklepów. Kupiłam sobie w końcu elektryczna szczoteczkę do zębów, melona,którego jadłam z 6 lat temu albo i więcej ,kilka słodyczków na wagę  , cienie do oczu,których kolory tak mnie przyciągały,że nie umiałam sobie ich odpuścić i kolczyki .Na koniec spaceru poszłyśmy na lody [ja zjadłam śmietanę ze względu na moje gardło],z okazji pożegnania ...przedtem lata a teraz ,pożegnania pięknej pogody :-P  A może przywitania jesieni ? Tak czy siak lubię te nasze,żegnania i witania się z kolejnymi miesiącami.

wtorek, 2 października 2012

Porzadki

Kumpel zapytał mnie jakiś czas temu czy nie mam jakiś kaset magnetofonowych,bo potrzebowałby  do słuchania w samochodzie.Ucieszyłam się ,bo mam ich całe mnóstwo i od lat nie słucham.Pokrywał je tylko kurz...Dziś zmobilizowałam się do porządków i zaczęłam odsłuchiwać .Mam pookładanych kaset ponad 70,większość z nich były mojej siostry . A tych niezidentyfikowanych  jakieś 30 .Czas zrobić z tym porządek.

czwartek, 27 września 2012

Wzrost

No właśnie wiecie ile macie ? Pytam te osoby co nigdy nie chodziły .Pomyślicie sobie- wariatka, czym ona się tak cieszy ? Ano cieszy mnie ,że wiem ile mam dokładnie wzrostu .Kiedyś mierzyła mnie mama sposobem ; z powodu przykurczy nie było to łatwe. Miałam tyle co moja przyszywana ciocia -150. Wczoraj mierzył mnie doktorek ,wyciągnął miarę i zmierzył mi ręce ,ramiona[od ramienia do ramienia] i druga całą  rękę. Policzył ,zsumował i wyszło mu jakieś 158 cm. Yupii !

TLC

Oglądam właśnie na tym kanale  program o Jonatanie ,który ma deformacje twarzy ,zespół Treachera Collinsa. Lubie oglądać prawdziwych ludzi i ich zmagania z codziennością. 
Tak sobie oglądam ten program i dochodzę  do wniosku,że jeśli chcę zakochać się ze wzajemnością
to muszę wyprowadzić się do UK. Tam moje szanse chyba by wzrosły.

środa, 26 września 2012

Lekarz

...był dziś . Jakie wrażenie? dobre ,nawet bardzo dobre.Patrze a tu wchodzi miły ,przystojny i młody [myślę sobie technik medyczny ] w trampkach i bluzie na luzie :D ,a on się przedstawia ,że jest lekarzem.Szczena mi opadła,bo wygląda na jakieś 24 lata.Oczywiste jest ,że jest starszy.Miły ,dobre wrażenie zostawił po sobie.

wtorek, 25 września 2012

Sny

Kiedyś często miałam je ciekawe ,były jak filmy długometrażowe.Czasem niektóre spełniały się w życiu.Miałam takich kilka.
Teraz spanie nie jest miłą czynnością,budzę się bardziej zmęczona niż jak szłam spać. I znowu te nieszczęsny  bezdech się pojawił . Spałam dziś do 11.00 a nadal jestem senna. :(  I te sny, trzęsienie ziemi ,jacyś ludzie uciekający z Finlandii przed wojną a wyglądający jak jakieś gnomy porośnięci niezbyt gęstymi  ,kręcącymi się czarnymi włosami po większości powierzchni ciała,nawet na dłoniach . Później śnił mi się ptaszek [tym razem nie papuga] którego musiałam złapać w dłonie,by nie latał po domu. Dziobał mnie w dłoń niemiłosiernie ,ale co klatki dla niego nie było to nie było.Martwiłam się,że ktoś otworzy okno i wyfrunie. Później szukałam jedzenia dla ptaszka i w czym mogę dać mu wo gule pokarm. Naprawdę bardzo się zmęczyłam. 

Kilka spraw

Dziś znów dowiedziałam się jak bardzo stereotypy są zakorzenione w ludzkich umysłach. Dziś dowiedziałam się,że ktoś widział mnie z moim kolegą na spacerze i zapytał się mojej przyjaciółki ,czy do mnie chodzi jakiś wolontariusz.To przykre,że temu komuś do głowy nie przyszło nawet,że ktoś może  chcieć się  ze mną po prostu przyjaźnić .
Przykro mi trochę,bo wolontariusz ,to ma taki nieco inny wydźwięk.... 
Albo kiedyś taki tekst ,,Widziałam Twojego kolegę ,ale Ciebie z nim nie było ''A że tenże kolega był ze mną to nikt nawet tego nie zauważył. Nie powiedział ,,Widziałam Twojego kolegę z jakaś dziewczyną [lub Twoją
koleżanką], ale Ciebie z nimi nie było'' . Ja jestem niezauważalna lub mało istotna ,a może to chodzi ,że zdrowy facet to może tylko przypadkiem z kimś takim jak ja rozmawiać ?. Może się tylko mną opiekować? I że ktoś taki jak ja nie ma mu nic do zaoferowania?...
**************
Zgłosiłam się do tej ,,Wentylacji Domowej '' ,oni typowo zajmują się osobami chorymi na zanik mięśni.Jest też ,,Sue Ryder'' ,który jak się okazało zajmuje się też opieka domowa nad zanikowcami. Wielkiej różnicy nie ma ,tylko wiem,że większość ludzi zna i poleca Sue Ryder .Ja do dziś byłam przekonana,że oni po prostu mają hospicja i nic po za tym.Od roku pracuje tam mój kolega ,wprawdzie w administracji ,ale miałabym ,,wtykę ''[żart]. Teraz dużo o tym myślę i nie wiem czy dobrze wybrałam,aż czuje ten niepokój w brzuchu.
***************
Dziś lekarz z tej wentylacji miał przyjechać, ale odwołał wizytę i umówił się na środę. Mama panikuje,czy będzie umiała obsłużyć tą machinę, która mi zostawi na noc.Mam nadzieję,że to nie jest skomplikowane ,bo i ja spanikuję.

piątek, 21 września 2012

Granat bez zawleczki

Ja wczoraj właśnie tak się czułam .Czasem nie radze sobie z TYM wszystkim co koło mnie się dzieje.
Co ma na mnie wpływ a czego totalnie nie mogę zmienić i to mnie dobija.Dotyczy to jak i ludzi ,taki i  
rzeczy w domu. Te domowe szczególnie mnie drażnią ,bo one po zmianie  mogłyby poprawić nasze życie
w mieszkaniu na lepsze. 
A najgorsze jest jak niektóre osoby mi ,,radzą '' , co powinnam zrobić i mówią mi ,że się poddaje.A ja muszę się poddać w niektórych kwestiach ,bo jeśli czegoś  nie można  zmienić samemu,trzeba jakoś żyć i trzeba udawać przed sobą,że nie ma problemu. Matki mentalności się nie zmieni, jej wyborów .
**********************
Z wczoraj na dziś pierwszy raz nie spalam w nocy.Przez jakieś 3 -3 i pół godziny męczyłam się z bezdechami.To był koszmar.Później gdy mi minęło ,minęła mi też senność i od 5 do 6.30 leżałam.Później
już nie sprawdzałam godziny .O 9 rano obudziła mnie sprzątaczka ,która sprząta klatki .Waliła miotłą o
poręcze. Na razie czuję się dobrze,ciekawa jestem o której godzinie mnie zamuli.

czwartek, 20 września 2012

Idiotyzm

Zaczynam wzruszać się na głupich filmach romantycznych . I przestaję lubić takie filmy. To wszystko fikcja ,ci romantyczni mimo wszystko faceci. Wkurza mnie to,bo choć wiem ,że to bujda to serce jednak tęskni i wyciska łzy z oczu ,wrrrryyy :(( Kobieto ! Ile ty masz lat wwwrrryyyy...

sobota, 15 września 2012

Polonez

Nie,nie ,nie piszę o aucie a o tańcu . Dziś na starym rynku w moim mieście została zorganizowana impreza 
integracyjna wraz z próbą bicia rekordu Guinnessa w tańcu. Niestety nie udało się zebrać ponad 200 osób,ale  taniec sam w sobie udało się odtańczyć . Było ponad 60 par.
Impreza też została zorganizowana z powodu ostatniego tygodnia lata .Niestety dzisiejszy dzień wcale nie przypominał aury letniej.Szkoda ,bo odtańczenie poloneza miało być początkiem dobrej zabawy ,a okazał się chyba jej jedyną atrakcją.Po prostu spadł deszcz . 
Ja nie zostałam do końca ,choć perspektywa bycia jurorem w konkursach  była bardzo kusząca.  Poproszono nas o to. No ale uczestnicy imprezy się rozpierzchli i chyba nie byłoby kogo oceniać.
W tym roku mam  wiele styczności z tańcem. Najpierw free style na wczasach rehabilitacyjnych ,a teraz polonez .Trudno się go tańczy na wózku ,ale to było miłe móc go ,,zatańczyć '' ,bo nie miałam okazji tego robić na studniowce . Nikt mnie po prostu nawet na nią nie zaprosił.
Florcia odwaliła kawał trudnej pracy,bo trudno prowadzi się wózek jedna ręką po ozdobnych kocich łbach.
Czemu nie zabrałam elektrycznego wózka?No cóż ..., przydałby się.Na pewno tańczyło by się efektowniej i mniej by się G. zmęczyła   ,ale szczerze nie wiedziałam co będzie lepszym wyborem.Ani ja nie wiedziałam tego ,ani moja partnerka w tańcu  .
Powtórna próba bicia  rekordu z jak największą ilością par w tańczeniu poloneza  będzie w czerwcu przyszłego roku. Jeśli impreza będzie lepiej rozreklamowana ,to kto wie może się to uda.

piątek, 14 września 2012

Audycja


Zgadzam się z wypowiedziami rozmówczyni 
tej audycji ,,Seks a osoby niepełnosprawne''
Te myślowe stereotypy takie są...

sobota, 1 września 2012

Chojnice

 Chojnice to bardzo ładne miasto.
Lubie architekturę ,więc lubię odwiedzać nieznane mi miasta.
Mieszka tu moja przemiła  koleżanka.

 W samym mieście nie ma prawie krawężników.
 To raj dla wózkowiczów.
 Ratusz i elegancka stylowa  fontanna.

 Bardzo lubię witraże,szkoda że na zdjęciach nie widać
ich piękna.

Nie mogłam się napatrzeć na te kamieniczki,
są dla oczu jak cukierki.

piątek, 24 sierpnia 2012

Anastazja-hotel wczasowy

 Tak mniej więcej wyglada ośrodek
Anastazja
 Na parterze po lewej stronie  [na koncu korytarza]
znajduje się winda ,choć ja nazwałabym ją windką .
 Jak można zauważyć nie ma tam dużo przestrzeni.
Wózek jest niemal na styk z drzwiami .
Elektryczny raczej nie wiedzie.
 Nasz pokój 101 na wprost i tam za drzwiami po lewej stronie pierwszy ;-]
 Tu nie było niestety ładnego widoku.
 Mieliśmy 2 piękne obrazy na ścianach.Od tego nie mogłam oderwać wzroku.
 Fantastyczne karnisze i zasłony ,żaden komar nie miał szans się wedrzeć .
 Nasz korytarz,szafa oraz drzwi od łazienki .
 ...
 I ten durny prysznic ,który wyłączał się po minucie .
I trzeba co rusz nadusić na ten przycisk za krzesełkiem
by woda leciała. W razie potrzeby o krzesło prysznicowe trzeba poprosić w recepcji.
Światło w łazience włącza się samo.

czwartek, 23 sierpnia 2012

Podróż życia...

Tak ona już za mną. Życie bywa zaskakujące.Zobaczyć morze ,być nad nim, było dla mnie tak odległym marzeniem,że niemal nieosiągalnym jak podroż do Anglii.
Mielno było moim Londynem.Tak właśnie było.
Zawsze będę powtarzać ,że jestem wielką szczęściarą ,mając taką przyjaciółkę jak G. Takich osób to ze świecą szukać.Nie ma takich słów na świecie ,które potrafiły by wyrazić moja radość ,że ja znam,by wyrazić moje przywiązanie do niej.Po prostu KOCHAM CIĘ moja przyjaciólko.
Moja przygoda z morzem zaczęła się 7 dni temu w piątek.Kilka godzin jazdy samochodem nie był taki trudny.W połowie drogi zaczęłam odczuwać trudy posiadania gorsetu.Wpijał mi się w żebra i powodował ból. Starałam się jednak to  ignorować i myśleć o celu podroży.O Mielnie!
Wyjeżdżałyśmy z domu bez deszczu a w Koszalinie lalo strasznie. Wiec nagłos powiedziałam. Panie Boże proszę o słońce nad morzem,dojeżdżamy a tu słonko wychodzi.Ma się te chody u góry,co nie ? :-P
Pogodę miałyśmy rożną,najcieplejsze były dwa pierwsze dni .Pierwszy raz plażowałam się nad morzem.Jedyne plażowanie jakie pamiętam to te z dzieciństwa nad jeziorkami.Cudnie było leżeć na leżaczku  ze stopami na chłodnym piasku...

Pogoda bardzo ładnie układała się pod nas .Praktycznie zawsze robiło się pogodnie gdy szykowałyśmy się do wyjścia.W Mielnie promenada jest skromniejsza od tej w Kołobrzegu,jednak ma  swój urok i miło się po niej spaceruje. Morze jest tak piękne, ta niekończąca się woda ,przywołuje uczucie nostalgii i jakby cichej samotności... Miałam okazje zobaczyć wzburzone morze, piękne i nieokiełznane.Ciesze się,że pogoda była tak rożna,bo dzięki temu mogłam poczuć potęgę nadmorskiego wiatru.

środa, 22 sierpnia 2012

Wspomienie Mielna

 Wiele osób zastanawia się gdzie pojechać na wypoczynek.
Wiele osób bywa zagubionych.Ja taka byłam.Chciałam jechać nad morze,
nie wiedziałam tylko gdzie byłoby najlepiej .To był mój najwarzniejszy wyjazd tego roku
i chciałam wybrać dobrze.
 W wyborze miedzy innymi pomogły mi osoby
z portalu ipon .I tu im za to dziękuję,za rzetelną
i szczera pomoc.
 Promenada jest dostępna dla wózków ,też elektrycznych. Bez problemu 
można po niej kursować.
 Ta chatka ,,czarownicy ''; w każdym razie wyjęta jakby z bajki
wyglada niesamowicie,cała z drewna .Niestety te zdjęcie jest bardzo 
ciemne i niewiele widać.Nie macie wyjścia ,musicie tam pojechać ;)
i zobaczyć na własne oczy,póki jeszcze stoi .Niestety jest zaniedbana
i spróchniała.A szkoda,bo mogłaby być niezłą atrakcją.
 Kiedy zejdzie się trochę z głównych ulic ,niektóre chodniki nadal są dobre 
[przynajmniej na tej ulicy]
i jest bardzo zielono.Bardzo mi się podobało.

 Z tych wszystkich wrażeń zapomiałyśmy przyjść tu gdy było ciemno.
Wszystko się mieni tysiącami lampek i efekt jest na pewno super.
 Dużo zwracam uwagi na architekturę,ona też cieszy moje oczy.
 Ten wiszący taras po prostu jest cudny!
Bałtyk....

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

To ja



W całej okazałości
Czy myślicie,że przypominam sowę?
Myślę,że troszkę tak :))
Pozdrawiam i miłego tygodnia.

sobota, 18 sierpnia 2012

Balonik

Mam nadzieje,że moja pewność siebie,
która we mnie odżyła nad morzem,
nie uleci  jak powietrze z balonika.
Utrzymanie jej jest trudne,sama nie wiem czemu
to takie trudne tu w domu.
Tu wracają pytania na,które nie ma odpowiedzi,
mnóstwo pytań i myśli  kłębi się w głowie.

wtorek, 14 sierpnia 2012

Zjazd

Przy promenadzie  w Mielnie jest jeden zjazd na plażę
z matą dla osób niepełnosprawnych.
Do zjazdu nie ma się co przyczepić.Jest super.
Mata sięga do tej czerwonej kreski .Szkoda ,że nie z dwa,
trzy metry dalej.
 
Gorzej jest z wjechaniem na matę. Krawędź zjazdu jest wyżej od plaży,
a sama mata odsuwa się z kolejnym dniem coraz dalej .
I człowiek grzęźnie w piachu.
Mata tez nie leży prościutko,tylko jakies dzieciaki ,chyba dla swej uciechy
podbierają z pod niej piach i miejscami są rowy ,co jeszcze bardziej utrudnia przejazd.


niedziela, 12 sierpnia 2012

Podróż życia...

Jest już za mną. Marzenie o pobycie nad morzem było w moim wyobrażeniu tak nierealne jak podroż
do Anglii o której kiedyś marzyłam.
A jednak Mielno stało się dla mnie Londynem.
Po mimo wielu przeciwności  losu w piątkowe przedpołudnie wyruszyłyśmy  w nasza podroż. Ja i G.
Mam wielkie ,niewyobrażalnie wielkie szczęście mieć ja za przyjaciółkę. Czasem zastanawiam się czym sobie  na nią zasłużyłam.Nie mam słów  które potrafiłyby wyrazić moje uczucia i radość z tego ,że G. jest przymnie. Napiszę więc po prostu KOCHAM CIĘ GOSIU !
 Nasza przygoda z morzem zaczęła się 10 dni temu.Wyjechałyśmy w piątek,jechałyśmy kilka godzin .Jazda nie była uciążliwa,choć w połowie drogi zaczęłam odczuwać skutki noszenia gorsetu.Uciskał mnie w żebra i powodował narastający ból.Starałam się w miarę swoich skromnych możliwości, a to przechylić się w jedna stronę a to w drugą i pomagało. Ból na trochę ustawał.Starałam się  go ignorować i myśleć o celu podróży.
O Mielnie!
Gdy wyjeżdżałyśmy z domu nie padało,było nawet duszno.Za to w Koszalinie przywitała nas ulewa. Powiedziałam wiec na głos : Panie Boże  spraw by na miejscu wyszło słonce.I gdy dojechałyśmy słonko wyszło.
Pogoda nam dopisywała .Wręcz dopasowywała się do naszych potrzeb. Gdy szykowałyśmy się do wyjścia
,rozpogadzało się.
Pierwsze dwa dni były bardzo ciepłe , wiec szłyśmy na plaże .Rozkładałyśmy leżaczki i wygrzewałyśmy się na słońcu .Bardzo fajnie było móc postawić stopy na chłodnym piasku.


Następne dni  były nadal ładne,ale zdarzał się deszcz i nad samiutkim morzem mocniej wiało.
Ciesze się,ze pogoda była dynamiczna ,ponieważ dzięki temu mogłam  doświadczyć siły nadmorskiego wiatru.Morze wzburzone jest przepiękne. Szczególnie w jednym dniu wyglądał niesamowicie.Z jednej strony zachodziło słońce a z drugiej szły granatowe chmury ciężkie od deszczu.I ten niezwykły niebiesko zielonkawy  kolor  morza.


W środę  odwiedziłyśmy  Kołobrzeg, niemal na cały dzień. Mielno nie ma   mola ani tak okazałej promenady ,jednak ta mała mieścinka ma swój urok i czar.I będę Mielno polecać innym.
Uważam,że zabranie ukochanej osoby na spacer po promenadzie w Mielnie,trzymanie się za rękę o zachodzie słońca jest bardzo romantyczne...
Wszystko co dobre przemija.Zdjęcia zostają nam na pamiątkę i wspomnienia . Ciesze się,że mam aparat i mogę w nim zatrzymać zastygnięte w pikslach te wspaniałe chwile.



Mewa made in Poland
I moja praktyczna pamiątka z Kołobrzegu.
Takie niby nic, a ile radości potrafi dostarczyć,hi,hi.




czwartek, 26 lipca 2012

Skwar

Tak,taka jest pogoda za oknem,szkoda że tak nie było na turnusie,tylko tak jest teraz. Chciałoby się wyjść teraz na spacer ;jest 18.15 Nadal jest cieplutko na dworze i znacznie przyjemniej niż w 3 godz temu...
Pokażę jaki samochód mi się spodobał i taki chciałabym mieć.Mogłabym w prawie każde miejsce zabierać swój elektryczny wózeczek. Nie musiałabym nawet z niego zsiadać.Wjechałabym po rampie i Witaj Przygodo!

wtorek, 24 lipca 2012

Dojrzałam...

Do czego ? Dojrzałam do decyzji  by postarać się o respirator dla siebie.Nadal dziwnie mi o tym myśleć  a co dopiero pisać. Zawsze się tego bałam,bo to jakby przyznanie się przed sama sobą do gorszej kondycji zdrowotnej,choć wiele osób mówi ,że to poprawi moje zdrowie.Pewnie to prawda.Ja o wentylacji domowej wiem od 5 lat . I tak do nich się zgłaszam od tych 5 lat.
Jednak coraz częstsze bezdechy i coraz silniejsze  zmuszają mnie do tej decyzji . Może faktycznie będę mieć więcej sił , będę mniej śpiąca momentami i przede wszystkim nie będę tyle chorować.
Jeśli uzbieram dość pieniędzy w tym roku z 1% to może uda nam się zakupić  podnośnik ,by mojej mamie łatwiej było się mną zajmować , a co za tym idzie trzeba by kupić łóżko . Łóżko też nie bardzo mi się podoba,bo to takie trochę jak w szpitalach. I też przed nim się broniłam,ale gdy będzie podnośnik ,musi być i inne łóżko . Kółka podnośnika muszą  pod niego móc lekko wjechać.

Parkietowe szaleństwa

Mam dwie sprawy do opisania i najchętniej zaczęłabym od tej drugiej,jednak chce się trzymać jakiegoś porządku ,wiec najpierw opisze czwartek. 
W pewnym sensie to był przełomowy dla mnie dzień .
Jednak od początku .W czwartek była pożegnalna impreza taneczna . P. był zachwycony pomysłem przyjechania do nas na tą imprezę,dziewczyny były zachwycone i go bardzo zapraszały ;-] ja też się cieszyłam,choć mój entuzjazm był wyważony. Wcale nie miałam zamiaru tańczyć, oooo nieee!
Cieszyłam się widokiem innych wywijających piruety na wózkach ,ale sama zawsze nie chciałam znaleźć się na parkiecie,a jeśli już byłam ,to strasznie czułam się głupio i zażenowana.Wiec postanowiłam nie tańczyć.P. usilnie mnie prosił i w końcu uległam jego namowom .Początek był trudny,poczucie że wyglądam idiotycznie nie odstępowało mnie przez dłuższy czas. Jednak gdy ,,mój '' tancerz zaczął fantastycznie wywijać z Piękną na parkiecie,postanowiłam spróbować wyluzować. I poczucie głupkowatości zaczęło obluzowywać  swój uścisk.Na początku trudno mi szło kierowanie dżojstikiem by ruchy były płynne,tym bardziej było to trudne ,ponieważ moja dłoń była bardzo osłabiona dwutygodniowymi niemal całodziennymi wojażami. Wiec bardziej patrzyłam na nogi tancerza,by go nie przejechać niż na jego twarz. Nie postrzegłam się nawet gdy zaczęłam się dobrze bawić , tańczyłam jeszcze z dwiema innymi osobami,było super. Pod koniec [około godziny] doszłam niemal do perfekcji płynności jazdy,przewidywania ruchów P. i gdybym miała jeszcze dodatkowe pół godziny,wo gule przestałabym zerkać na jego nogi ,a patrzyłabym tylko w twarz.
Usłyszałam komplement ,że fajna jestem partnerka,która daje się partnerowi prowadzić w tańcu. Przyjemność po mojej stronie.:))
Dzięki temu tańczeniu coś się we mnie otworzyło, coś zmieniło.Tego dnia byłam bardzo radosna ,bo robiłam coś co myślałam,że nie jest dostępne dla mnie. Mam nadzieje,że będę mieć jeszcze okazje kiedyś poszaleć na parkiecie...

niedziela, 22 lipca 2012

Chciałoby się...

zatrzymać czas . Miejsce wspaniałe,mój organizm fajnie reagował na świeże powietrze.Mimo intensywnych dni ,kompletny brak bezdechów ,brak szczypania i łzawienia oczu.Dobrze mi się tam spało.
Martwiłam się ,że komary nie będą dawały żyć,a okazało się ,że w pokoikach wcale ich nie było. Preparaty na komary nie były przydatne.

Jak już wcześniej pisałam , był to turnus organizowany przez osoby z dystrofią mięśniowa. Co roku [a jak się dowiedziałam niektóre osoby jeżdżą tam po 5-10 lat] rodziny tam się spotykają. Niemożliwe było wbić się do ludzi ,którzy się dobrze znają. Z dystrofią byli sami chłopcy. Mili ,jednak bardzo młodzi ,którzy mieli swoje towarzystwo i szaleli na swoich wózkach jak na wyścigówkach  
Usiadłyśmy z mamą przy stoliku z panią która wydawała mi się miła z twarzy i nic się nie pomyliłam.Bardzo miła sympatyczna z poczuciem humoru .Była z synem, który ma wczesnodzieciecy rdzeniowy zanik,taki jak mój. Z nim nie nawiązałam kontaktu ,nie było nam po drodze. On raczej był skryty nie szukający kontaktu i nowych znajomości. W końcu nie wszyscy muszą tego chcieć :)
Na turnusie była też inna grupa ,pewne stowarzyszenie i tam były dziewczyny .Na pierwszy rzut oka  [i drugi też] bardzo sympatyczne. Jednak zawsze siedziały w grupie i nie miałam odwagi podejść i wtrącić się do ich rozmów.
Myślałam,że tak już zostanie,ale dzięki rehabilitantkom stało się inaczej.Szepnęły o mnie i jakoś zaczęłyśmy naszą znajomość.

Poznałam też fantastyczną osobę,ze Szwecji. Bardzo miłą i otwartą.
Zaprzyjaźniłam się z ... nazwę Ją Piękną. Bo jest ciepła,serdeczna i niemal cały czas uśmiechnięta i ma piękny uśmiech i wo gule jest bardzo ładna. Dobrze się rozumiemy,bo choć mamy inne choroby ,to one jednak są w jakiś sposób podobne do siebie i mamy podobne doświadczenia a przynajmniej odczucia do kilku spraw.