piątek, 7 sierpnia 2020

6 sierpnia

 Kolejny spacer za mną.  I to pierwszy dzień  tak upalny po kolejnych dwóch  dniach deszczu. Zaczynam się   starzeć, bo zaczynam gwałtowniej reagować  na zmiany pogody. Na nagłe upały reaguję bólem głowy . Jednak nie takim zwyczajnym bólem ,a jednej żyłki  na prawej skroni. No i tak sobie wyszłam z bólem . Na szczęście się nie potegował,więc ruszyłam na podbój własnych słabości. Ruszyłam na " stare miasto",wybierając dobrze znane skróty. Po drodze zapragnęłam zrobić kilka zdjęć i tu zaczęły się schody.Trzymałam w ręku  błyszczyk,  packę na owady ,którą odgarniam włosy lub drapię się choćby po nosie . Postanowiłam zebrać swoje wszystkie możliwe  siły i schować ten błyszczyk  do torebki. Odpięcie  torebki na około pół centymetra było nie lada wyczynem. Ten błyszczyk wcale a wcale nie chciał wleść do środka,o nie! Nie poddał się  bez walki. Później postanowiłam sfotografować  ślimaki,które wspięły się  stadnie na drzewo jakby chciały  mieć jakąś   najlepszą miejscówkę  do wygrzewania  się  na słońcu. 

Mój telefon w nowym futerale jest cięższy niż w innych. Futerał"specialistyczny" prosto z Alixpress  by móc  przyczepić smycz. Więc próbuje podnieść telefon sapiąc  przy tym jakbym sztangę  podnosiła. Usiłuję postawić  telefon  w pionie opierając o kolano . Nie ma już opcji by móc  podnieść telefon w dłoniach. Pamiętam,że nie tak dawno potrafiłam robić zdjęcia aparatem fotograficznym .😐 Te czasy definitywnie minęły... Więc sapię, stekam i w tem, mój duży paluch u ręki ugrzazł mi w kułeczku  pod który podpięta jest smycz. Stałam na środku ścieżki  z paluchem w kółku,absurd! Na szczęście długo  się nie męczyłem by go z niego wyjąć. Pyk zdjątko jest,tylko coś  się przestawiło  i nie wychodzi. Znów pyk,znów nie to... I kolejne i kolejne podejście  i pyk  coś wyszło, ale co i jak zobaczę dopiero w domu. Uff jaka ta sztuka fotografìi jest wymagająca. 

Postanowiłam pójść na ul. Podgórną,nigdy tam nie byłam . Jeśli szłam w tamtą stronę  ,to szłam na cmentarz i spowrotem. Nigdy dalej. Podobno idzie się tam pod górkę i ciężko  podjeżdża się rowerem. Górek było kilkanaście-chodnikowych  ,innych nie widziałam . No ale mój  wózek ma napęd elektryczny a nie pedałowy, więc  odczucia są  inne.Pojechałam na Podgorną,bo chciałam  zobaczyć cos innego ,choć nic specjalnego tam nie ma. No może, po za fajnymi kwiaciarniami . 

W jednej są  papużki faliste,nie widziałam ich ale je slyszałam. Pooglądałam kwiatki i ozdoby ogrodowe, 



Ponad sześć  kilometrów zjechałam i by zrobić kilka zdjęć się  porządnie nasapałam.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz