piątek, 12 lipca 2013

Moje radosne podróżowanie

Powrót do domu z sanatorium nastał w środę rano a wraz z powrotem wróciło gorące słońce. Czwartek calutki przeleżałam ,póżniej dowiedziałam sie ,że w piątek idę na grilla z naszym  stowarzyszeniem .Spotkanie było bardzo miłe i udane odbyło się w ogródku koleżanki. W sobotę znów regenerowałam  siły na niedzielę.
W niedzielę 7.07 czekała naszą paczkę wyprawa,w każdym razie dla mnie była to wyprawa! 
Tego dnia nie stresowałam się ,zero nerwów tak jak  kiedyś  pojawiał się przed każdym niemal ważnym wyjsciem czy wyjazdem. Ekscytowałam się i cieszyłam się ,naszczęście bez złych skutków ubocznych.
Wyruszyłyśmy o 11.30 w stronę Bydgoszczy ,potrzebny był nam kompan .W komplecie nasze trio ruszyło
w stronę Chojnic .Na spotkanie naszej drogiej B. 
W samochodzie było tak jak miało być,czyli idealnie ...no jedyny minusik ,to troszeczkę za gorąco ,ale to  się stawało  mało istotne w takim fantastycznym  towarzystwie.Nasza podróż trwała ponad dwie godziny,a ja tego wcale nie odeczułam ,nie dużyła mi się droga ani troszkę.
Po przyjeżdzie do celu trochę odsapneliśmy i pogawędziliśmy a następnie całą czwórką wybraliśmy się nad jezioro Charzykowskie.
Ja kocham wodę,jeziora .Zawsze tęskno i przykro  mi było gdy moj brat jako nastolatek z paczką przyjaciół jeżdził nad wodę pływać żaglówkami. 
Tam nad tym jeziorem tak pięknie,zielono ,chodniki,plaża, deptak oraz promenada ciągnie się wzdłuż ogromnego jeziora. Duża przystań dla żaglówek,motorówek,łódek.Są cztery czy pięć pomostów. Taki widok cieszy oczy. 
Bawiliśmy się jak dzieci,wygłupów było co niemiara.Dawno się tak nie śmiałam. A śmiech to zdrowie.
To co dobre szybko się skończyło i czas było wracać do domu.W drodze powrotnej zaczeliśmy śpiewać zgodnym chórem . Moglibyśmy założyć bend śpiewających inaczej ,oczywiście żartuję , bo Florcia śpiewa naprawdę ładnie. Ja fałszowałam za dwóch hihihii. 
Zajechałyśmy do domu o 23.00 zlekka zmęczone ale szczęśliwe i naładowane dobrą energią ...




środa, 10 lipca 2013

Odwiedziny

Pobyt w Ciechocinku był miły aczkolwiek brakowało mi kogoś do pogaduszek w moim wieku lub kogoś  młodszego.Czasem rozmawialiśmy z przemiłym małżeństwem z którym dzieliliśmy stół w jadalni.Wspaniała para,wieloletnie małżeństwo ,widać było że się szanują i kochają i przyjażnią.Tylko raz każde z nich było bez małżonka na jakimś turnusie.To nie łatwe kochać się i być tak zgodnym po tylu latach razem.Każde z nich było po 70siątce.Gdyby nam tego nie powiedzieli nigdy bym się nie domyśliła.Wyglądali na znacznie młodszych...Czlowiek jak na nich patrzył to sam marzył o tak dobrym mężu jakim był pan P...
Wracając jednak do mnie.
Nie cieszyły mnie już tak spacery jak kiedyś... bez przyjaciół było monotonnie.W niedzielę jednak mnie odowiedzili czekałam na to z radością,pogoda dopisała aż nadto! Był ukrop. Ale nic to! Pierwszy gość,a raczej gościówa przyjechała o 11.30. Fajnie było się wreszcie zobaczyć w ubraniach a nie piżamach w cierpieniach na łóżku szpitalnym. Następni goście przybyli o 12.30 moja gromadka G.i P. I M. 
Poszliśmy do parku a póżniej na tężnie .Wedle tradycji [jak to było gdy poznałam P. a było to w Ciechocinku około  3 lat temu] rozpadało się.Postaliśmy pod parasolami i było wesoło.
Po południu przyjechał mój brat z rodziną i w sumie było nas razem 9cioro. Rany jaki to był cudowny dzień,nie do opisania.Przepadam za moimi przyjaciółmi, uwielbiam z nimi spędzać czas,zawsze jest tyle żartów i śmiechu.A póżniej jeszcze dołączył mój brat z rodzinką i już nic do szczęścia nie było mi trzeba...
Poszliśmy razem raz jeszcze do parku  do fontanny Jasia i Małgosi i poszliśmy posluchać koncertu folklorystycznego pałuk.To było śmieszne,bo na scenie śpiewał zespół bardzo tropikalny.Piosenkarze o karnacji bardzo brązowej i piosenki byly bardzo wakacyjne, ,,Waka,Waka'' itp. Super.
Rozstaliśmy się o 21.oo .Część gości wyjechała nie co wczesniej ,szkoda.
Póżniej  tuż przed powrotem do domu odwiedził mnie jeszcze raz P. z narzeczoną.To też był miły wieczór,spacer niemalże nocny .
Księżniczka i jej rydwan .

poniedziałek, 8 lipca 2013

Podsumowanie

Postaram się to wszystko podsumować,choć to nie łatwe bo moje serce wspomina już wczorajszą wycieczkę,która rewelacyjnie się udała...
Ale wracajmy do Ciechocinka i sanatorium Wrzos.
1]JEDZENIE- jesli  masz problemów z żołądkiem
[tz nadkwasote itp] to może być problem,ja nie wszystko mogłam jeść,czasem jedzenie było mocno przyprawione pieprzem,bywało pierne.Ale ogólnie jedzenie jest ok,zupki dla zwykłego zjadacza dobre ,porcje nie za duże,
czasem za małe [jak niepozorna garstka  frytek].Jednak jeśli masz ochotę na frytki idziesz w miasto i cześć .
Jesli jest pogoda w czasie turnusu sa organizowane 4 potańcówki ;2 na 1 tydzień.Można iść na balety do innych sanatoriów. W Ciechocinku otworzono weekendowe kino i są 2 seanse,to też jest jakaś alternatywa.
We Wrzosnie sa przeważnie 4 zabiegi na dzień. Minusem może być opieka  pielęgniarek a raczej jej ich brak , powinny być codziennie  by wrazie czego pomagać,a  w rzeczywistości nie zawsze są . Co znam z opowiadań. Doktor nie robi badań na dzień dobry,tylko pyta co chcesz i ewentualnie coś tam sugeruje. Więc jesli masz żylaki ,to z góry trzeba nie chcieć gorącej borowny lub trzeba pamiętać i samemu wszystko powiedzieć na co się choruje. Trzeba o wszystkim pamiętać.
Kiedy sie jedzie do sanatorium nie można sobie zaklepac pokoju co jest denerwujące,tz numeru.Ale jeśli jesteś na wózku trzeba powiedzieć,że chce sie pokój dla wózkwicza [jeśli jedzie się z kimś to dla 2 osób] na parterze w hotelu głównym...
Jak  mi się coś przypomni to jeszcze dopiszę,a tym czasem to tyle o warunkach w sanatrium.

Sam pobyt był ok,bez żadnych ekzcytacji [do czasu],no bo czy to możliwe przy 5 razie? Choć tym razem było kilka miłych niespodzianek.Miasto dostało kasę z unii i zainwestowało .Ciechocinek wypiękniał i miejsca które znałam z poprzedniesz szaty nieco się zmieniły.Na duży plus.
W Ciechocinku brak młodzieży niepełnosprawnej.Może i jeżdzą ale niezmiernie trudno ich spotkać na ulicach. Nie widać jej,ale to dla tego że żadko kto chce tam przyjechać,niezasłużenie nosi miano kurortu dla emerytów. Do puki sami nie zechcecie tam przyjeżdzać nic się nie zmieni.A jest gdzie spacerować,nawet  urządzać wyścigi na na wózkach jakby ktoś bardzo chciał ,jest gdzie iść na lody,pizze,ciacho  itp

Dla rozrywki starałam się odwiedzać wiewiórki.Jest ich tam mnóstwo i cieszą oko. Dostałam od jednego kuracjusza całą paczkę laskowych orzechów i chodziłam wołając basiabasiabasiabasia .I miałam jedną/jednego ulubieńca który zaraz zbiegał z drzewa.Ochrzciłam wiewiórkę Basią [a jakże inaczej],była przesłodka i owiele śmielsza od reszty gromadki.Zaczełam nawet gadać po ich,co moją Baśkę chyba intrygowało.

 Główna ścieżka jest wykostkowana.




Milusia prawda?



czwartek, 4 lipca 2013

Ciechocinek cz.2

 Deptak w Ciechocinku jest 3 częściowy. To jest część druga.
Na pierwszej znajduje się  kawiarnia Aleksandria, która
wygląda jak domek secesyjny.To moj ulubiony budynek,no jeden z dwóch.

 Tak wyglada wieczorowa pora .
Fontanna zmienia podswietlenie na rózne kolory, 
żółty,turkus,fiolet,czerwień  itp.

 Woda w fontannie rośnie i się obniża. 
Wszystko jest miłe dla oka.

 Dużo tam ,,szpaków'' ,choć ja mam wątpliwość czy to faktycznie 
te ptaki.Szpaki mają widoczne plamki na skrzydłach a te ptaszki były całe czarne,
choć dzioby miały jasne,żółtawe.Te ptaszorki pięknie śpiewają.
Przyjemność dla ucha ,ale i potrafią zaskoczyć swoim śpiewem 
o 2.30 w nocy!

 Park zdrojowy ;zmodernizowany, odświerzony ze zaskakującymi
zmyslnymi ozdobami jak rynienkowe ścieżki wody.
Uciecha dla dzieci.

 Słynne czarne łabędzie.Pewnego popołudnia pan łabędz
pomagał łabędzicy w przesuwaniu gniazda bardziej w cień.
On dziobem rozbierał gniazdo a ona siedząc i nie ruszając
się z miejsca układała to co on przeżucał.
Łabędzie łączą się w pary na całe życie.

 Nad tężniami krajobraz bardzo się zmienił .
Naliczyłam się 5ciu fontann ,które nocą zmieniają kolory.
Myślę,że jest ich tam o wiele więcej,bo nie doszłam 
do tej drugiej i trzeciej tężni,niestety.
Tu na zdjęciu widać mgiełki wody, fajny efekt.

Niestety nie udało mi się zrobić więcej zdjęć,
ale z drugiej strony jeśli wybierzecie się 
do sanatorium w Ciechocinku 
będziecie mieli co odkrywać .
Warto tam pojechać,bo jest mało stromych krawężników,
jest gdzie pojeżdzić wózkami,nawet poszaleć,bo tłoku nie ma.
Warto umówić się z przyjaciółmi ,wybrać jeden ośrodek 
i pojechać razem.Wtedy i towarzystwo nam dopisze 
i wakacje się na pewno udadzą.

środa, 3 lipca 2013

Sanatorium Wrzos

 Dziś wróciłam z sanatorium Wrzos.
To był mój piąty tam pobyt.Tym razem pojechałam
na prożbę  mojej mamy. Osrodek jest położony w fajnej lokalizacji.
Wszędzie od niego jest blisko i do parku ,ktory jest po drugiej stronie ulicy
i do deptaku do którego idzie się po prostej i do tężni ,sklepów ,koscioła.
Mój pokój 119 miał dosyć wąskie wejście,tz korytarzyk i wieżdzanie elektrycznym wozkiem
było prawie na sytk. To duży minus.

 Łazienka jest dosyć duża.Po drugiej stronie we wnęce
jest prysznic.Do ściany jest przykręcony stołeczek prysznicowy.
Jednak nie ma on podłokietników.W pokoju pod biukiem stał kolejny
prysznicowy taborecik.Pod prysznic można podjechać wózkiem.
 Pokój 120  jest znacznie obszerniejszy i jaśniejszy niż był nasz 119.
I chyba łatwiej byłoby do niego wiechać
 Nasza ulubiona winda.Są dwie.Ja wolę tą która znajduje 
się w drugim skrzydle ośrodka.Jest obszerniejsza i nie trzeba 
dużo czasu na nią wyczekiwać.

 Tu widać windę,której nie lubię.A za moimi plecami prowadzi korytarz
do tej fajnej.
Przez te okna widać fajne patio na którym w ładną pogodę
są potańcówki.[Ktoś wysłuchał moich myśli i zrobił tam piękne miejsce
z parasolami i potancówkami,bo to mój pomysł z przed 5 lat]
 Stołowka.Stoliki po prawej są za małe na 4 osoby ,
mogłyby być większe.I na 100% wózkiem elektrycznym się nie podjedzie
by wygodnie zjeść.Przynajmniej nie każdym modelem.

 Patio i okna stołówki.
 Można kupić lody i piwko.Nie widać tu zaopatrzeniówki,
jest bardziej na lewo,nie zmieściła się w kadrze.

 A tu rotunda.Bardzo fajne miejsce.

 Po prawej zjazd ,po lewej schody.

Opowieści o Ciechocinku 
ciąg daszy nastąpi...

sobota, 15 czerwca 2013

Wyjazdów to czas

Za 4 dni wyjeżdzam do sanatorium.Nie ma we mnie podekscytowania ani tego co bylo zawsze kiedyś,jednak cieszę się że oderwę się od swojego domu  ,od miejscowości i od innych rzeczy... Byle zdrowie dopisało. Ma być gorąco więc będzie dużo czasu na spacery. Na przewietrzenie głowy.Czasem ktoś mnie odwiedzi i będzie super... Jakoś to pakowanie mnie stresuje troszkę,by o niczym nie zapomieć...A zatem do usłyszenia w lipcu.

A tak swoją drogą ,udało mi się kupić butki. Pisałam o tym wcześniej ,że nie mam jak jechać itp.Po te czerwone byłam w Inowrocławiu z przyjaciółmi .A niebieskie kupiła mi Migreti. To zabawna historia.W całej Bydgoszczy nie było ani niebieskiego  koloru ani już mojego rozmiaru ,więc Migreti  ruszyła swoje kontakty i poprosiła znajomych z Torunia by kupli dla mnie te niebieściusie.Bardzo się cieszę.Butki niespodziewanie dostałam w prezencie. 


 M.bardzo ale to bardzo Ci za balerinki dziękuję. 

wtorek, 4 czerwca 2013

Niespodziewany gość

Dziś niespodziewanie przybył do mnie gość za oceanu.
Zaskoczona byłam totalnie.No bo niby skąd  przybyła do mnie paczka,paczka za którą nie płaciłam, nic przecież nie zamawiałam? ...a jednak paczuszka leŻała na stole. A w środku był on .Z tak daleka przybył i 
wyjrzał nieśmiało  ze swojego uroczego niebieskiego pudełeczka. Puszysty milusi miś,choć one misiami wcale nie są.
 ***



 Uroczy upominek od serdecznej kolezanki ,
która niedawno miała tą przyjemność
odwiedzić Australię.

Co potrzebują Koale do życia?
Eukaliptusa.
Moj musi wyżyć na olejku eukaliptusowym ,
który kupiłam kilka dni temu hi hi.

THE AND

***