poniedziałek, 3 lutego 2014

Takie tam

A ja tworzę i tworzę .Fajnie tworzy się sztukę nietypową.Nie taką,którą by obejrzeć trzeba iść do galerii gdzie wiszą obrazy i nie można dotknąc eksponatu. Fajnie gdy obraz do nas wychodzi. I żyje pośród ludzi .Nie tylko taki obraz cieszy osobę ktora go posiada, cieszy się, że ma coś oryginalnego i niepowtarzalnego ,ale i uwrażliwia  bodżce wzrokowe przechodniom.Taka sztuka nie służy tylko do bycia ,ale jest w codziennym urzytku...
                 ***
Dziś dowiedziałam się ,że NFZ szuka oszczednosci ,więc niestety zmienił zasady wizyt personelu medycznego u osób korzystających z nieinwazyjnego respiratora w  Wentylacji Domowej
 .Zmiejszyli  wizyty lekarza i pielegniarki.
 Lekarz teraz będzie odwiedzać mnie raz na 2 tygodnie, a moj ulubiony pielęgniarz odwiedzi mnie i zbada raz w tygodniu ,a rehab zostaje bez zmian. Mój pielęgniarz pomagał mi w wychodzeniu na spacery latem,teraz widzę to bardzo ...w czarnej perspektywie...
Trzeba bedzie przywyknąć do tego faktu.... dlatego nie tesknie za latem...

niedziela, 19 stycznia 2014

Rozmowy niekontrolowane II

Ja
-co tak myślisz Ilona?
- wiesz brak mi go...
I myślę by wyjechać,jak najdalej...
ale uświadomiłam sobie ,że im dalej od niego  wyjadę,to będę bliżej niego...
ja
-hmm...jak na kimś nam zależy trudno jest tego kogoś wyrzucić i z serca a tym bardziej głowy
Ilonko
- Miłość jest jak  przyprawy na straganach w Maroko,kolorowe ,pełne  ciepłych barw ,
jednak zaskakujące w smaku.Czasem  gorzkie i kwaśne ,ostre i słodkie. Zapachy uwodzą, omamiają,
drażnią,koją, uspokajają ... cieszą...
Heecha ja trafiam na te coraz bardziej gorzkie i kwaśne smaki...choć barwy są z pozoru zachęcające.
Ja
-no to gdzie uciekasz?
Ilona
Do pracy :-)

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Urodziny cz.2

Tak,tak,miałam w sumie 2 imprezy urodzinowe.Wyszło zupełnie przypadkiem.W niedzile 5 stycznia ,nie mogłam zorganizować urodzin tak jak chciałam z kilku powodów , tak więc  odwołałam. Jednak chciałam by przyjaciółka przyszła ze swoim nażyczonym. Wymyśliłam,że fajnie będzie jak przyjedzie mój brat z żoną . Po prostu będzie weselej. Zupełnie za to nie spodziewałam się wizyty P.. Szczena mi opadła jak go w drzwiach zobaczyłam... Wchodzi i składa mi życzenia .To było bardzo miłe i trochę się już za nim stęskniłam , bo miesiąc go nie widziałam.Było bardzo miło i wesoło... Urodzin miałam nie wyprawiać,jednak mama stwierdziła,że w sobotę na 11 chce bym sobie zaprosiła przyjaciół. No to ja na to jak na lato. I tak się stało. Wszyscy dopisali oprócz P . Tym razem nie mógł,szkoda . Jednak imprezka się udała,bo po pierwsze ,goście się szybko nie ulotnili. Było śmiechu co niemiara ,ale myślę,ze to też zasługa pysznej naleweczki od Ewusi. Trzymałam ją na lepsze czasy żołądka,ale im mijały miesiące tym gorzej z nim było . Pozniej zapomiałam,że ona sobie tam stoi  na pułeczce i taka to historia pewnej naleweczki.
Więc malutka buteleczka naleweczki się rozlała po naparstkach ,ale to jakoś rozlużniło atmosferę .Było ekstra. Już nie mogę doczekać się następnego spotkania  ,tym razem może spotkamy się na gry. Dostałam na urodziny eurobizness od koleżanki. Są chętni do gry,co mnie cieszy.

piątek, 10 stycznia 2014

Urodziny

Jest kilka minut po ups 1.00 więc już po moich urodzinach... Z jednej strony lubię urodziny,bo to okazja na spotkanie się z przyjaciółmi,jednak z drugiej strony to przerażające,że tyle czasu już upłyneło.Czas tak szybko gna... Co osiągnełam? Jakie sukcesy ?...Hmm ,niewiele. Bardzo niewiele...Największy mój sukces to zilustrowanie książki.Jak ja zniknę, moje ilustracje w książce zostaną dlugo po mnie. Kilka wystaw w moim miescie i tyle ....A tak niedawno miałam 27 lat.Teraz mam... kobiety nie pyta sie o wiek,wiec przemilczę.
Dostałam dziś zaskakujący prezent.Bukiet 5ciu czrwonych róż od mojego przemiłego pielęgniarza Sz.,totalnie mnie tym zaskoczył .Zdębiałam. To było niezmiernie miłe. Miło jest dostać kwiaty od mężczyzny.
I jeszcze dostałam na wypróbowanie ruter z wi-fi do poniedziałku,co też było miłym gestem. Dzięki temu mogę pobawić się i zaznajomić  z moim tabletem.






piątek, 3 stycznia 2014

Pieprzyć

Nowy rok nie zaczoł się dla mnie z nowymi nadziejami...optymizmem i z tym wszystkim z czym powinien. Liczyłam choć na to, że z piękną ozdobną szklaną lampką soku[zamiast wina] usiądę do świątecznego stołu ze świeczkami ,choinką itp i będę mogła smutno bo smutno odczuć ,sama nie wiem w sumie co.Coś pozytywnego.Zamiast tego miałam zamkniety dostep do dziennego pokoju.Więc pełna goryczy złości i żalu przywitałam nowy rok...głównie przy komputerze.Nie włączałam koncertów w tv, by jeszcze bardziej nie pogrążać się w rozpaczy. O 24 wyszłam na balkon wypatrywałam tego co znam od zawsze,jedynej rozrywki tego wieczoru,jednak nie cieszyło mnie to wcale ,bo z nerwów mój żołądek zastrajkował. Właściwie nawet się cieszę,bo ten wewnętrzny ból wydostał się ze mnie i czułam autentyczny bół fizyczny...Ten stan negatywnych emocji trwa do dziś,nie umiem się tego pozbyć...
Bolą mnie różne sprawy,mój telefon nie był tak milczący nigdy w sylwestra [i po nim] ... było zaledwie kilka  smsów. Gdybym ja nie napisala smsa to chyba żadne z nich by samo z siebie nie napisało.A on wogóle niczego mi nie życzył.Tylko po świętach glupi sms,bardzo zdawkowy...Co u mnie ,czy przetrwałam swięta...odpisałam i głucho do dziś. I tak to jest,wszystkie deklaracje typu ,jak sie zakocham to nie zapomne o przyjaciołach nic nie znacza. Z jednej strony to rozumiem,bo jak ktoś czeka długo na miłość to póżniej świata za nia nie widzi ,ale ja tak strasznie potrzebowałam ,by ktoś zatęsknił za mną.I mimo ,że ja tęsknie nie piszę.Bo to głównie zawsze ja sie odzywam... Boli cholernie... W życiu tak się w myślach nie naklełam,nie na kogoś,na zasrane życie,na swoją zasraną wrażliwość... Kur... mam tego dość !

środa, 1 stycznia 2014

Tytanic

Mój Tytanic tonie,a ja siedzę zamknieta gdzieś pod pokładem . Bez możliwości wydostania się.Już się nie szarpie ,choć serce tak bardzo boli...

wtorek, 31 grudnia 2013

23 i półgodziny do Sylwestra


Dziś miałam wieczorne odwiedziny,koleżanki z dawnych szkolnych lat,ktora mieszka na stałe w UK.Od pewnego czasu sie widujemy,jak tylko ona przyjeżdza do rodziców, to i ja cieszę się na nasze spotkanie i na nie liczę.
Bardzo ono było mi dziś potrzebne,bo czuję się samotna.Swięta zawsze wprowadzają mnie w taki nastrój,
a im Sylwester blizej tym ja smutniejsza.
Każdego roku odczuwam brak kogoś dla siebie,kto chciałby spędzić ten wieczór w moim towarzystwie.
Ale bąć co bąć jestem trochę ciężarem niż frajdą do towarzystwa,zdaję sobie z tego sprawę.Trzeba przy mnie poskakać,znieść,gdzieś ze mna przejść,lub ewentualnie wtarmosić do samochodu i zawieść i znów wyjać i znów posadzić na wózek,ubrać w kurtkę i rozebrać ją. Sami widzicie za dużo zachodu...Jestem nudziarą ,a kto chce w Sylwestrową noc spędzić z nudnym człowiekiem.W grupie byłoby rażniej. ..
Jestem jak Irena Kwiatkowska, która mówiła o sobie,że ona zawsze była ciekawa świata i wszystko musiała dotknąc,powąchać ,posmakować ,doświadczyć.Taki miała apetyt na życie.Ze mną jest podobnie.
Nigdy nie byłam na żadnej zabawie noworocznej,czy karnawałowej.Na pierwszej domówce w swoim życiu byłam w tym roku. Nie miałam swojej 18-stki i na zadnej nie byłam...Więc chcę dotchnąć i posmakować prawdziwej Sylwestrowej zabawy,poczuć  śmiech i radość ,z radości przebywania z drugim człowiekiem,nie jednym ale choc  dwoma... Wspólnie z usmiechem odliczać 10 ,9,8,7,6,4,3.... i krzyczeć Szczęśliwego Nowego Roku ! w miłym towarzystwie.
Mój poprzedni post miał 53 wyświetleń,to chyba znaczy,że ktoś tu jednak zagląda...,tylko po czym to wiadomo ,że to on był czytany i wyświetlany tyle razy??