Dziś miałam wieczorne odwiedziny,koleżanki z dawnych szkolnych lat,ktora mieszka na stałe w UK.Od pewnego czasu sie widujemy,jak tylko ona przyjeżdza do rodziców, to i ja cieszę się na nasze spotkanie i na nie liczę.
Bardzo ono było mi dziś potrzebne,bo czuję się samotna.Swięta zawsze wprowadzają mnie w taki nastrój,
a im Sylwester blizej tym ja smutniejsza.
Każdego roku odczuwam brak kogoś dla siebie,kto chciałby spędzić ten wieczór w moim towarzystwie.
Ale bąć co bąć jestem trochę ciężarem niż frajdą do towarzystwa,zdaję sobie z tego sprawę.Trzeba przy mnie poskakać,znieść,gdzieś ze mna przejść,lub ewentualnie wtarmosić do samochodu i zawieść i znów wyjać i znów posadzić na wózek,ubrać w kurtkę i rozebrać ją. Sami widzicie za dużo zachodu...Jestem nudziarą ,a kto chce w Sylwestrową noc spędzić z nudnym człowiekiem.W grupie byłoby rażniej. ..
Jestem jak
Irena Kwiatkowska, która mówiła o sobie,że ona zawsze była ciekawa świata i wszystko musiała dotknąc,powąchać ,posmakować ,doświadczyć.Taki miała apetyt na życie.Ze mną jest podobnie.
Nigdy nie byłam na żadnej zabawie noworocznej,czy karnawałowej.Na pierwszej domówce w swoim życiu byłam w tym roku. Nie miałam swojej 18-stki i na zadnej nie byłam...Więc chcę dotchnąć i posmakować prawdziwej Sylwestrowej zabawy,poczuć śmiech i radość ,z radości przebywania z drugim człowiekiem,nie jednym ale choc dwoma... Wspólnie z usmiechem odliczać 10 ,9,8,7,6,4,3.... i krzyczeć Szczęśliwego Nowego Roku ! w miłym towarzystwie.
Mój poprzedni post miał 53 wyświetleń,to chyba znaczy,że ktoś tu jednak
zagląda...,tylko po czym to wiadomo ,że to on był czytany i wyświetlany tyle razy??