sobota, 22 sierpnia 2020

18.08

 Kolejny spacer zdarzył się  pięknego upalnego wtorku. Tym razem odczarowałam przylegającą  do naszego miasta malutką mieścinkę jaką jest Krotoszyn. O co chodzi z tym odczarowaniem?  Pewnego jesiennego dnia wybraliśmy się z przyjaciółmi na spacer właśnie po Krotoszynie, ja z przyjaciółką ,moja siostra ze swoją  . To były czasy gdy nie było wózków  elektrycznych i telefonów  komórkowych. Były to czasy szkolne. 

Idąc tak sobie przez ta ''wieś" beztrosko, w tem dzieci wylegly z domów  i zaczęły za nami iść. To nie był tłum, może trójka dzieci ,jednak ich zachowanie było niekomfortowe. Żadne z nich się nie odzywało tylko się za nami snuły, czasem przed nami i uporczywie się  gapiły. Nie odstepowały na krok. Czułam się jak małpa w zoo. Od tamtego dnia nigdy już tam nie poszłam, aż  do wtorku 18 sierpnia. Postanowiłam przełamać swoją niechęć.  Fajnie się jechało po asfalcie, ruchu samochodowego  to tam prawie nie ma . Był piękny ciepły dzień , domki ocieplało swiatło słoneczne. Są tam nowo wybudowane domki oraz takie dużo  starsze "babcine" do których ja mam akurat jakiś dziwny sentyment. 




Doszłam aż do mostu i skreciłam w ścieżkę, jednak nie pojechałam nią  aż do końca. Tak jak nie pojechalam dalej pod mostem omijajac go .Zostawiam sobie coś ,,na pozniej",choć raczej już nic ciekawego tam nie ma.Szkoda troszkę,że  nie mam z kim eksploatować  takich miejsc. Miło by było czasem  mieć towarzystwo . Mam tu głównie na myśli moich przyjaciół. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz